Warto przeczytać przeczytaj Prawosławne wychowanie dzieci - cz.2

Prawosławne wychowanie dzieci - cz.2

Na podstawie

https://azbyka.ru/deti/

 

 

tłumaczenie Eliasz Marczuk


Prawosławne wychowanie dzieci

Dziecko w cerkwi… wielu rodzicom, którzy chcieliby wychować swoje dziecko przy cerkwi, te słowa kojarzą się zazwyczaj z problemami. Ponad to wszystko gromadzi się u nich ogromna masa pytań, przecież nie wszyscy znają nawet elementarne rzeczy. Tymczasem, wszystko jest proste i oczywiście – trzeba tylko zechcieć to wiedzieć…

Dziecko w cerkwi. Nabożeństwo oczami dzieci

Z dzieckiem do cerkwi – jak?

Pierwsze kroki w cerkwi

Jak zaszczepić dziecku miłość do Boga? – Odpowiedzi duszpasterzy

Jak ucerkowić dzieci – prot. Wiktor Grozowskij


Dziecko w cerkwi. Nabożeństwo oczami dzieci

Dziecko w cerkwi… wielu rodzicom, którzy chcieliby wychować swoje dziecko przy cerkwi, te słowa kojarzą się zazwyczaj z problemami. Ponad to wszystko gromadzi się u nich ogromna masa pytań, przecież nie wszyscy znają nawet elementarne rzeczy. Tymczasem, wszystko jest proste i oczywiście – trzeba tylko zechcieć to wiedzieć…

 

Nabożeństwo oczami dzieci

Irina Romanowa

Troickij listok

Autor artykułu, mama trójki dzieci, opowiada o swoim doświadczeniu…

Wielu młodych rodziców niepokoi pytanie: od jakiego wieku przyuczać dziecko do cerkiewnej służby? Kiedy i ile powinno ono przebywać w cerkwi, jakich modlitw uczyć? Czasem podczas tłumnej świątecznej służby można usłyszeć: „Po co te dzieci męczyć, i tak one nic nie rozumieją. Kiedy podrosną, wtedy…”.

Ale kiedy dzieci podrosną, pojawi się u nich masa ważnych spraw: lekcje w szkole, turnieje szachowe czy odpoczynek, w końcu, mimo wszystko, niedziela – to jedyny wolny dzień uczniów. Żeby wszystkie te „ważne” sprawy nie odciągnęły od najważniejszego w życiu, trzeba przyuczać dziecko do cerkwi od pieluch, a najlepiej jeszcze przed narodzeniem.

Do pewnego starca przyszła po radę kobieta: „Ojcze, dwa miesiące temu urodził mi się syn, od jakiego czasu powinnam go wychowywać?”. Starec odpowiedział: „Ty, matko, spóźniłaś się o jedenaście miesięcy”. To samo można powiedzieć o cerkiewnym nabożeństwie. Najlepszy wariant, kiedy mama na długo przed narodzeniem dziecka chodzi do cerkwi, przyjmuje priczastije, dlatego że z Ewangelii wiemy: „Kiedy Jelizawieta usłyszała powitanie Marii, radośnie poruszyło się dziecko w jej łonie…” (Łk. 1, 41). Myślę, że tak samo radują się dzieci w łonach swoich matek, kiedy te przyjmują priczastije.

Cerkiew – to najlepsze miejsce do wychowywania dzieci. Swiatitiel Ioann Złotousty mówi: „Jak miękki wosk łatwo przyjmuje zarysy, na nim odciskane; tak i dzieci przyjmują wrażenia bez szczególnych wysiłków”. Cerkiewny śpiew i lśniące szaty kapłanów, oblicza świętych i rzeźbione kioty (ramy, gabloty ikon), dzwonienie kadzielnicy i zapach kadzidła, wspólna modlitwa – wszystko to pozostanie w pamięci dzieci na całe życie. Kiedy dzieci uczestniczą w rocznym cyklu nabożeństw, one czują się częścią Cerkwi Chrystusowej: radują się z narodzin Chrystusa, płaczą w Wielki Piątek: „Mamo, dlaczego naszego Boga zabili?”. Triumfują na Paschę, kiedy wszyscy stają się jak dzieci i na zawołanie duchowieństwa „Chrystos Woskriesie!!!” można na całą cerkiew krzyczeć: „Woistinu Woskriesie!!!” – i nikt nie zwróci uwagi, że zbyt głośno. To wszystko jest złotym zasobem czystych dziecięcych wrażeń i przeżyć, który nie pozwoli zmarnować duchowych sił w ciągu całego życia.

Dzieciom i nie tylko im, lżej jest na służbie, kiedy mogą w niej uczestniczyć. Wszystkie dzieciaczki bardzo lubią śpiewać. Dwuletnie maleństwa z przyjemnością śpiewają „Otcze nasz”, „Bohorodice Diewo, radujsia…”, Symbol wiary, „Woskriesienije Christowo widiewsze…”. Starsze dzieci trzeba uczyć troparionów i wieliczanija świąt. Są bardzo dobre dyski „Szkoła cerkiewnego śpiewu”, na nich dobrze słyszalne są słowa i głosu nie pomylisz. Książki „Dzieciom o Boskiej Liturgii”, „Całonocne czuwanie”, są bardzo kolorowe, w przystępnej formie odkryją sens i piękno nabożeństwa. Nie martwcie się, że dziecko nie zrozumie. Nam, dorosłym, trzeba tylko się nie lenić, tłumaczyć i razem się uczyć. Nie na darmo w Piśmie powiedziano: „utaił to przed mądrymi i roztropnymi, i odkrył to dzieciom (prostaczkom)” (Mt. 11, 25).

Jakoś moja przyjaciółka wybrała na wieczorną rozmowę z dziećmi Zapowiedi błażenstwa (Przykazania błogosławieństwa). Podczas kolejnej służby jej pięcioletnia córka zachwycona, zaskoczona: „Mamusiu, oni nasze błażenstwa śpiewali!”. Prepodobny Ioann Lestwicznik pisze: „Gromadzone w młodości karmi i pociesza tych, którzy nie mają sił w starości”.

Bardzo żal jest dzieciaczków, których przyniosą tylko do Priczastija, przejdą z nimi od przedsionka do ambony i z powrotem – oto i całe nabożeństwo. Dziecko nawet pojąć nie zdąży, co z nim się wydarzyło. Maleńkie dzieciaczki bardzo lubią oglądać ikony na ścianach świątyni, wypytywać: „A to kto?”, „A to co?”. Można cichutko, na uszko, opowiedzieć. Następnym razem usłyszycie: „Mamo, chodźmy do świętego Trifona, u niego jest ptaszek”. „Chodźmy do świętego Panteleimona, u niego są lwy dobre-najlepsze”. „Kupcie mi, bardzo proszę, ognisty miecz, jak u Archanioła Michaiła”.

Pewien znajomy, zupełnie zwykły chłopczyk wychodzi raz ze służby po Pryczastiju i mówi do dorosłych: „Wiecie, czego najbardziej ja chcę?” Rodzice myślą: „Zaraz o coś poprosi”. „Chcę, żeby batiuszka pobłogosławił mi jeść tylko Priczastije, prosforę i świętą wodę”. – ?! – Niema scena. Oczywiście, nie można idealizować dzieci. Nawet małe dzieci nie są bez grzechu. Ale swą dziecięcą prostotą i ufnością one zbliżają się do świętości.

Jest i taka opinia, że dzieci przeszkadzają rodzicom w pogłębianiu swojej cerkiewności. Podczas nabożeństwa rozpraszasz się, połowy nie widzisz, nie słyszysz. Tak, ciężko. Czasem po prostu wstyd, z powodu zachowania się ukochanych dzieciaczków. Ale jak inaczej wychować cerkiewnego człowieka? Wydaje mi się, że to właśnie jest matczyny krzyż, który trzeba nieść, i nieustępliwie uczestniczyć z dziećmi w nabożeństwach, wypełniając słowa Ewangelii: „Puśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przychodzić do Mnie, albowiem takich jest Carstwo Niebiańskie” (Mt. 19, 14).

 

Artykuł parafianki Swiato-Troickiego soboru w Saratowie komentuje proboszcz soboru ihumen Pachomij (Bruskow):

Trudno jest niezgodzić się z autorem artykułu – dzieci na nabożeństwa przyprowadzać trzeba koniecznie. Jednak należy zauważyć, że odpowiedzialność za zachowanie się dzieci spoczywa w pierwszej kolejności na ich rodzicach. Nie można samym pogrążyć się w modlitwie i zostawić dzieciom możliwość biegać po cerkwi, hałasować. Mama w pierwszej kolejności powinna myśleć o dzieciach, a później już o sobie. Jeśli dziecko bardzo zmęczyło się podczas nabożeństwa, warto skrócić czas przebywania w cerkwi.

Ale, oprócz tego, odpowiedzialność za dzieci podczas nabożeństwa spoczywa również na wszystkich obecnych w cerkwi. Jeśli mama przyszła na służbę z dwóją czy trójką dzieci, bardzo trudno jest jej stale kontrolować ich zachowanie. Dlatego uwagę, jakieś upomnienie w delikatnej, bardzo taktownej formie może i powinien uczynić każdy dorosły.

 

Dzieci w cerkwi

Jelena Gaazie

…One stoją, wyciągnąwszy szyjki, ze świecami w rękach, oczy ich szeroko otwarte, one z napięciem przysłuchują się temu, co się dzieje, żegnają się, modlą… Babcie wokół ze wzruszeniem kręcą głowami – oto aniołeczki.

Kto z nas nie chciałby widzieć swoich dzieci w cerkwi właśnie takimi?

Ale, niestety, taki obraz to tylko wyjątek.

Zwykle one dużo się kręcą, z ożywieniem rozmawiają, dobrze jeśli w przedsionku, a to i wprost pośrodku cerkwi, w oczekiwaniu na Priczastije. Te, których rodzice trzymają na rękach, nie w porę coś wykrzykują, machają rękami – kompletnie nie rozumieją „szykania” i wieloznacznych spojrzeń dorosłych… Nie należy myśleć, że dotyczy to dzieci, które po raz pierwszy znalazły się na służbie. Te akurat z całych sił starają się zachowywać przyzwoicie. Zaś nasze dzieci, dla których cerkiew stała się drugim domem, zachowują się w niej również prawie jak w domu. I żadne nasze upomnienia, jak i w domu, nie przeszkadzają im cieszyć się życiem, rozwijać się, poruszać, i rozmawiać.

Wcale nie chcę powiedzieć, że trzeba zostawić je w spokoju – niech sobie dokazują, po to są dziećmi.

Ale proces wychowania dlatego właśnie jest procesem, że nie powinien zakończyć się póki dzieci nie wyrosną. Po prostu trzeba zrozumieć, dlaczego one tak się zachowują. I, zrozumiawszy, trochę się uspokoić.

Po pierwsze dlatego, że dzieci nie są w stanie długo stać na jednym miejscu, po drugie, dzieci muszą się kontaktować (rozmawiać), jeśli się widzą. Przecież większą część tygodnia one spędzają w szkołach, gdzie najczęściej prawie nie mają przyjaciół, a prawdziwi przyjaciele – są tu, w cerkwi, w niedzielnej szkole, gdzie też nie pobawisz się, i prawie nie ma możliwości porozmawiać w innym czasie.

One są beztroskie, przed nimi cudowne nieskończone życie. Kiedy przeminie u nich to odczucie, przeminie dzieciństwo… Większość z ucerkowionych dzieci rzeczywiście szczerze wierzą w Boga i są Mu za wszystko wdzięczne. One, jak nikt, odczuwają Jego bezgraniczną dobroć, i wiedzą, że On jest lepszy nawet od mamy i babci, a przecież i one tak łatwo wybaczają wszystkie figle. Wydaje mi się, dzieci nie mogą uwierzyć, że Pan Bóg może na serio na nich się obrazić. Przecież powiedział On dorosłym: „Bądźcie jak dzieci”.

My nie wiemy, na szczęście, jak i kiedy dotknie Bóg dziecięcej duszy. Inaczej wszystko byśmy zepsuli swoim moralizowaniem. A, najszybciej, On od narodzin idzie z każdym dzieckiem. I w tej chwili, kiedy to dziecko ze szklistym wzrokiem na dwie godziny obłudnie zastygnie, stojąc spokojnie (łagodnie, czule) przed zachwyconymi spojrzeniami babć w cerkwi, Pan odejdzie od niego na ten czas, nie znajdując sobie miejsca w nieczystej (nieszczerej) duszy.

Pewnego razu mój, wtedy jeszcze dziesięcioletni, syn, wszedłszy do cerkwi po remoncie i zobaczywszy nowe, teraz tak nęcąco gładkie płytki na podłodze, nie powstrzymał się i poślizgnął się po nich jak po lodowisku. W tym czasie trwała służba. U mnie, jak i u tych, którzy teraz to czytają, coś jakby oberwało się wewnątrz. Gniew, który wtedy odczułam, trudno z czymkolwiek porównać. Naturalnie, w domu syn otrzymał niezłą burę. Oczywiście, on nigdy więcej nie zrobił nic podobnego. I nie ze strachu przed karą, a dlatego, że zrozumiał, jak obrzydliwe było to, co uczynił. Rzeczywiście szczerze się pokajał – to było widać po jego oczach. A postąpił tak z powodu swojej impulsywności, tej samej, która mnie samą omal nie zmusiła dać mu klapsa wprost tam, w cerkwi, i którą syn odziedziczył ode mnie. Na kogo więc ja mogę w tym przypadku się gniewać?

Ja wcale nie dzielę się doświadczeniem, ponieważ zachowanie się moich własnych dzieci dalekie jest od idealnego, jak wszyscy już zauważyli. Po porostu zastanawiam się, próbuję sama poradzić sobie z problemem.

Pewnego razu, kiedy przedstawiłam oszołomionemu synowi całą „listę” moich pretensji do niego, on jakoś smutno powiedział: „Mamo, ja nie jestem taki, ja przecież jeszcze nie wyrosłem!”. I pomyślałam wtedy, jakież to mimo wszystko szczęście, że nie możemy uważać siebie za jedynych wychowawców swoich dzieci, i mamy możliwość przywoływać na pomoc Boga i Matkę Bożą.

Każdego niedzielnego ranka nasze dzieci, zamiast tego aby nadrabiać zaległości w spaniu, jak to robi większość ich rówieśników, a i nie tylko rówieśników, ochoczo idą na Liturgię, potem do szkoły niedzielnej. I tam jest im dobrze i przytulnie, jak w rodzinnym domu. A przecież dla większości z nich niedziela – to jedyny wolny dzień w tygodniu, kiedy mogą zająć się tym, co bardzo lubią. Znaczy, one już dokonały swego wyboru. Przypomnijmy sobie swoje pionierskie dzieciństwo i radujmy się z powodu swoich dzieci.

 

 

Uwaga: dziecko w cerkwi

Olga Nowikowa

Wielu rodziców, czyniąc pierwsze kroki w cerkwi, spotyka się z trudnościami. Oni sami chcieliby wszystko zrozumieć, a zamiast modlitwy trzeba uspokajać nieposkromione dziecko, które, w odróżnieniu od mamy i taty, w cerkwi czuje się po prostu jak w domu. Ale mija czas, dzieci wyrastają i, zdarza się, kategorycznie odmawiają chodzenia do cerkwi, i rodzice znów łamią sobie głowę: „Co robić?”… Po radę zwróciliśmy się do duchownego saratowskiej cerkwi ku czci ikony Bożej Matki „Utoli moja pieczali” batiuszki Anatolija Końkowa. Ojciec Anatolij przyszedł do Cerkwi po narodzinach córki, i mamy nadzieje, że jego odpowiedzi na „dziecięce” pytania pomogą również innym rodzicom.

Do cerkwi od pieluch

Znów się nie słucha. To rwie się zdmuchiwać świece, to, rozpychając ludzi, idzie przez całą cerkiew po świętą wodę, to zaczyna „dyrygować”, wybrawszy się na soleju (ambonę, podwyższenie przed Carskimi Wrotami), a to ni z tego ni z owego rzuca się na podłogę i zaczyna czynić pokłony do ziemi… Raz próbował całkiem dostać się do ołtarza, a potem zaczął głośno rozmawiać podczas kazania. Trzeba było znów wyciągać go z cerkwi, za co otrzymałam wymówkę od przyjaciółki: „Co ty od niego chcesz, przecież on jeszcze maleńki! W ten sposób ty całkiem odbijesz mu chęć chodzić do cerkwi!”. Może, i prawda, trzeba poczekać, póki wyrośnie? Ale w naszej cerkwi tak wielu rodziców z malutkimi dziećmi…

– Od jakiego wieku i jak często trzeba przyprowadzać dzieci do cerkwi?

– Przynosić dzieci do cerkwi trzeba od razu po chrzcie, a chrzest maluszków bywa zwykle czterdziestego dnia. Można, oczywiście, chrzcić też wcześniej, zwłaszcza jeśli dziecko jest chore, w takich przypadkach kapłan zapraszany jest wprost do szpitala. Często zdarza się chrzcić dzieci, których lekarze uważają za beznadziejnie chorych, i po Sakramencie te maleństwa zdrowieją.

Wskazane jest przychodzić z dziećmi do cerkwi w każdą niedzielę i w dni świąteczne. Naturalnie, że nie każde maleńkie dziecko może spokojnie wystać całą służbę, dlatego dozwolone jest przyprowadzać maluszki tylko do Priczastija. Ale stopniowo trzeba przyuczać je do dłuższego przebywania w cerkwi.

Całkiem naturalne, że dziecko może „męczyć się” w cerkwi, dlatego można pozwolić mu czymś się zajmować, na przykład, zdmuchiwać świece, tylko żeby to zajęcie nie stało się podstawowym. Trzeba postarać się wytłumaczyć, że najważniejsze – to modlitwa, ale pełne zrozumienie tego przychodzi z czasem… I, oczywiście, koniecznie trzeba uważać, żeby dziecko nie bawiło się. Czasem dzieci biorą świecę i bez końca zapalają ją i gaszą, na co nie można pozwalać. Można pozwolić zdmuchiwać króciutkie świece i kłaść je do pudełka na ogarki, jak robią to dorośli.

W dużej cerkwi zawsze jest cichy kącik, gdzie można usadzić dziecko i zająć je czymś ciekawym. Wziąć, na przykład, z sobą do cerkwi ulubioną zabawkę malucha albo kredki, zeszyt do rysowania. Przy tym trzeba koniecznie przyuczyć dziecko zachowywać się cicho, wytłumaczyć, że ludzie przyszli do cerkwi modlić się i niedobrze jest im przeszkadzać. Można też opowiedzieć, co dzieje się w ołtarzu podczas nabożeństwa, przekartkować razem z nim książkę – teraz wydawanych jest dużo przeróżnych wydań Biblii dla dzieci z pięknymi ilustracjami. Można razem oglądać ikony, objaśniać, kto albo co na nich przedstawione – dla dorosłego to wspaniały powód samemu przypomnieć Pismo Święte albo przeczytać żywot… Pewnego razu całą rodziną byliśmy w Nowgorodzie, w Sofijskim soborze, i córka zainteresowała się freskami z biblijnymi scenami, którymi ozdobiona jest świątynia. Póki chodziłem po cerkwi, moja żona zaczęła opowiadać o nich, i potem, kiedy przyszliśmy do drugiej cerkwi, córka, zobaczywszy podobne obrazy, przypomniała: „To Bóg wygonił z Raju Adama i Ewę, i dlatego oni płaczą”.

– Co robić jeśli dziecko kaprysi w cerkwi?

– Po pierwsze, trzeba wyjaśnić przyczynę tego, przecież tak po prostu dzieci nie będą płakać. Jeśli kaprysi osesek, trzeba zobaczyć, czy nie jest mu zbyt gorąco, czy nie ma mokro. Może, po prosu głodny? Osesków przed Priczastijem można nakarmić (przyuczać przyjmować Święte Ciało i Krew na czczo trzeba od 3-4 roku, a jeśli dziecko bywa w cerkwi od urodzenia, to jeszcze wcześniej).

Jednym słowem, trzeba spróbować wyjaśnić, co mu się nie podoba. Dziecko starsze samo może to wyjaśnić. Jeśli ono zmęczyło się stać – można posadzić na ławkę albo wyjść z nim na zewnątrz, niech pobiega po podwórku (na przykład, jeśli przy cerkwi jest ogrodzony teren). Ze względu na dziecko rodzice często muszą przerywać modlitwę, ale to jest normalne, przecież obowiązki mamy i taty, przede wszystkim – wychowanie dzieci, troska o nie. W żadnym wypadku nie można się złościć, inaczej dziecko postanowi: jeśli w cerkwi na mnie krzyczą, lepiej w ogóle do cerkwi chodzić nie będę. Po co chodzić tam, gdzie jest mi źle?

Bywa, że dzieci odmawiają iść do Priczastija. Rodzice muszą postarać się wyjaśnić, co się stało. Znam maleństwo, któremu bolały ząbki, i ono odwracało się od Czaszy po prostu dlatego, że było mu nieprzyjemnie. Jednak udzielić dziecku Priczastija w każdym przypadku koniecznie trzeba. Mama może poprosić kogoś aby jej pomógł, dlatego że często bywa, że to wróg rodzaju ludzkiego próbuje przeszkodzić przyjąć Święte Ciało i Krew. Zwykle po Priczastiju maleńkie dzieci od razu przestają płakać.

Naturalnie, kapłan i diakon i, przede wszystkim, rodzice powinni uważać, aby dziecko przełknęło to wszystko, co zostało mu podane w łżycy, dać mu zapić. A po Priczastiju można też pokarmić, smoczek można dać dopiero po zapiciu. Bywa, że maleńkie dziecko ulewa od razu po Priczastiju. Jeśli nastąpiło to w ciągu godziny czy półtorej, to ubranko trzeba odnieść do cerkwi do spalenia. Jak bardzo nie byłoby szkoda, prać i ubierać tej rzeczy więcej nie można. Jeśli kapłan albo diakon uzna za możliwe, to tylko wytnie kawałeczek, na który trafiła Krew, w takim przypadku odzież można załatać i wykorzystywać.

– A od jakiego wieku trzeba tłumaczyć dzieciom, czym jest Priczastije? Czasem można usłyszeć, jak mama mówi dziecku: „Zaraz dadzą ci pychotkę”…

– Osobiście jestem przeciwny temu, żeby dzieciom nawet w życiu codziennym mówić o cukierku: „Oto tobie pychotka” albo o koniu: „Oto iha-ha idzie”. To nie iha-ha! To koń! Wszystko trzeba nazywać swoim imieniem. I Ciało i Krew Chrystusa też. Maleńkiemu dziecku tego wyjaśnienia wystarczy. Dzieciom starszym, które więcej się interesują i zadają dużo pytań, można spróbować wytłumaczyć, czym jest Sakrament Eucharystii.

 

Kryzys wieku „średniego”

W każdą niedzielę rano w domu trwa mała bitwa: syn nie chce iść do cerkwi. Najpierw długo namawiam „po dobremu”, obiecuję kupić dysk z nową grą albo zaprowadzić do parku na atrakcje. Kiedy przekonywania nie działają, idę na szantaż, mówię, że nie pozwolę oglądać telewizji albo grać na komputerze. W odpowiedzi słyszę niezadowolone: „Jak ty mnie zdobyłaś!”. Ale „zwycięstwo” jest po mojej stronie: syn mimo wszystko idzie do cerkwi, gdzie, spotkawszy swoich „współbraci w nieszczęściu”, wciska się w odległy kąt i zaczyna nad czymś burzliwie dyskutować. Może, ja robię coś nie tak? U innych dzieci jak dzieci, a mój…

– Na pewnym prawosławnym forum przeczytałam taką odpowiedź: trzeba zamieniać każde wyjście do cerkwi w święto, po Priczastiju dawać mu jakiś smakołyk (przyjemność), organizować rodzinną uroczystość…

– Jeśli dziecko chodzi do cerkwi raz do roku – to proszę bardzo. A jeśli każdej niedzieli? Otrzymując za każdym razem prezenty i cukierki, ono będzie chodzić do cerkwi tylko z ich powodu, jak tresowany piesek. My nie tresujemy dzieci, my wychowujemy je duchowo, próbujemy przyprowadzić do Boga.

Oprócz tego w prawosławnym kalendarzu jest bardzo dużo świąt, które można świętować w domu całą rodziną. Największe – Pascha i Narodzenie Chrystusa. Obowiązkowo trzeba świętować imieniny dziecka, opowiadać mu o świętym, którego imię ono nosi.

– Czy widoczna jest różnica w zachowaniu się dzieci, które często prowadzane są do cerkwi, i tych, które bywają tylko rzadko?

– Szczerze mówiąc, nie porównywałem dzieci na podstawie: „cerkiewne” one czy „niecerkiewne”. Znam dzieciaczki, które codziennie są prowadzane do cerkwi, ale one z powodu swojej ruchliwości albo z jakichś jeszcze przyczyn zachowują się niezbyt dobrze. I odwrotnie.

Zachowanie się dziecka najczęściej zależy od wychowania, od rodziców, których dzieci zawsze naśladują i którzy powinni być przykładem dla nich, w tym również przykładem duchowym. Przecież bywa, że mama maleństwo prowadza do cerkwi, do Priczastija, a sama nie przyjmuje Darów nigdy albo ledwie raz do roku. Nie wystarcza tylko rozmawiać z dzieckiem, wyjaśniać mu przykazania – trzeba samemu żyć według nich, żeby maleńki człowiek rozumiał, co białe, a co czarne. Jeśli dziecko widzi, że jego rodzice przyjmują Priczastije, znaczy, nie ma w tym nic złego, i ono będzie się starać ich naśladować, robić, jak oni.

– Ale bywa, że w rodzinie tylko mama, albo tata chodzi do cerkwi…

– W takim przypadku trzeba dojść do wspólnego zdania. Jeśli małżonek, który nie chodzi do cerkwi, nie jest przeciwny prawosławnemu wychowaniu, trzeba kontynuować przyprowadzanie dziecka do cerkwi. Jeśli zaś dojść do kompromisu nie uda się, to sprzeczać się, doprowadzać do skandali nie trzeba. Lepiej w obecności tego członka rodziny w ogóle unikać rozmów o Cerkwi. Trzeba modlić się – oprócz Boga nikt nie pomoże. I w miarę możliwości starać się jednak bywać z dzieckiem w cerkwi. Oczywiście, takim dzieciom trudniej będzie ucerkowić się (wejść w życie Cerkwi), ale, przynajmniej, będą one widzieć, że jedno z rodziców mimo wszystko tym płonie.

– Dla podrostków cerkiew najczęściej staje się klubem dla interesów, dokąd przychodzą spotkać się, czasem rozmawiają nawet podczas nabożeństwa. Co robić w takim przypadku?

– Trzeba mądrze wytłumaczyć dziecku, czym jest nabożeństwo. Nikt nie broni spotykać się w cerkwi, ale przede wszystkim przyszliśmy tu, żeby pomodlić się. Porozmawiać można po służbie. Jeśli dziecko już dorosłe, trzeba rozmawiać z nim o tym w domu.

– A czy można pomóc dziecku przygotowywać się do spowiedzi? Bywa, mamy same piszą za dzieci karteczki z grzechami…

– To jest najbardziej niepoprawna rzecz, jaka może być. W wieku siedmiu lat wszystkie dzieci zwykle umieją czytać i pisać same. Oprócz tego, teraz wydawanych jest bardzo dużo książek aby przygotować dzieci do spowiedzi. Naturalnie w wieku siedmiu lat nie może być takich grzechów, jak u nas, dorosłych. I przy tym swoje grzechy odbierane są po swojemu. Dlatego wymieniać grzechy za syna czy córkę, mówić: „Ty oto to zrobiłeś wtedy tyle razy, tyle to razy obraziłeś mamę, tatę, babcię” w żadnym wypadku nie można. Dziecko może powiedzieć to na spowiedzi, ale ono nie zdaje sobie sprawy, że to grzech. Ono nie zrozumie, że tym, co zrobiło, obraziło Boga albo próbowało Go oszukać i tym samym przejawiło brak swojej miłości do Niego. Dziecku trzeba po prostu wymienić, jakie grzechy bywają, i poradzić mu pomyśleć o tym, co z wymienionego „drapie” duszę.

I oczywiście, trzeba starać się, żeby dziecko spowiadało się częściej. Jeśli ono raz w tygodniu spowiada się zaczynając od siódmego roku, to bardzo dobrze. Dużo łatwiej przypomnieć co wydarzyło się w ciągu tygodnia, niż to, co było miesiąc temu.

– Czy obowiązkowo dziecko i mama powinni spowiadać się u jednego spowiednika?

– Nie jest to obowiązkowe, ale byłoby nieźle. Kiedy w ogóle cała rodzina ma jednego spowiednika, to wygodniej jest i dla spowiednika, i dla rodziny, dlatego że ten duchowny zna każdego z członków rodziny, wie, jakie są stosunki między nimi, komu co można poradzić, jak komu można pomóc. Dziś to wielka rzadkość. Wcześniej na Rusi było inaczej, wtedy jeden rejon był przypisany do jakiejś cerkwi i wszyscy chodzili do jednego kapłana, spowiadali się u niego, przyjmowali Priczastije, brali ślub, chrzcili dzieci. Teraz każdy wybiera sobie spowiednika według swego duchowego stanu, według swoich duchowych dążeń i potrzeb. Ale jeśli u całej rodziny – jeden spowiednik, to jest to dobre.

– A jeśli dziecko kategorycznie informuje: „Koniec, nie chcę iść do cerkwi”? Czy trzeba je zmuszać?

– Zależy ile ono ma lat. Jeśli podrostek w wieku 13-14 lat czegoś nie chce, to, prawdopodobnie, już go nie zmusisz. W tym przypadku trzeba zabierać się i iść samej, w miarę możliwości unikając wyrzutów i gróźb. W ogóle 13 lat – wiek przełomowy, kiedy dziecko zaczyna czuć się osobą, oddala się od rodziców, chce być niezależnym. Ja myślę, że przez to przechodzą wszyscy. Przypomnijcie siebie w tym wieku! Możliwe, że po jakimś czasie ono nawet zrozumie, że był to błąd, że postępowało nieprawidłowo w stosunku do swoich rodziców. Ale uczucie pokajania przyjdzie później. A tymczasem – lepiej nie wchodzić w konflikt. To najbardziej niegodna i niewdzięczna rzecz. Najważniejsze, rodzice nie mogą przestawać modlić się za swoje dziecko. Matczyna modlitwa – najsilniejsza. Przecież serce matki nie może przestać kochać swego dziecka. I tę miłość trzeba zachować, właśnie z jej pomocą można przezwyciężyć to zło, przez które wciągane jest dziecko. Ono może odejść od życia cerkiewnego, a potem, jak w ewangelicznej przypowieści, syn błudny (marnotrawny, który zbłądził), po uświadomieniu swoich nieprawości, wrócić. Ono zrozumie, że wszystko jest niszczejące i jest tylko jedno Wieczne i Niezmienne – to Bóg. Ale po to, aby wrócić do Boga, człowiek nieraz musi przejść jakąś życiową drogę, zdobyć zawód, znaleźć się w różnych tarapatach. I, możliwe, przypomniawszy sobie swoje dziecięce odczucia, to, jak było mu dobrze w cerkwi, on już nigdy nie odejdzie od Boga.

…Gdzieś przepada nocami. Nie odpowiada na telefony. Przychodzi do domu, tylko żeby odespać i zjeść. O tym, żeby razem pójść do cerkwi, boję się nawet mówić. Wszystko zapomniał. Zaczynam opowiadać jak pięknie i dobrze u nas w cerkwi, – pochmurnieje w odpowiedzi. Na wszystkie moje wypytywania milczy albo rzuca ze złością: „Odczep się ode mnie”. I mimo wszystko modlę się, modlę się, nie przestając, żeby Pan zachował (ochronił) go na wszystkich drogach. Tylko wieczorami, zabierając się wyjść dokądś, prosi nieśmiało: „Przeżegnaj mnie, mamo!”. Pośpiesznie żegnam go i szepczę: „Z Bogiem, synku!”.

eparchia-saratov.ru

 

Miszka Bohater

Eliasz Marczuk

Od kilku lat, kiedy obserwuję dzieci w cerkwi, czytam czy tłumaczę coś o dzieciach w cerkwi, zawsze mam przed oczyma i w sercu mego bohatera Miszkę. Otóż kilaka lat temu, przyjechał do nas z Rosji chór na przegląd pieśni paraliturgicznych. Ja miałem szczęście być ich przewodnikiem. Podczas pierwszego spotkania w sobotę zaprowadziłem ich do hoteliku w którym mieli nocować i trochę porozmawialiśmy. W chórze śpiewało małżeństwo i przyjechali z niespełna czteroletnim, bardzo żywym, chłopczykiem – Miszą. Umówiliśmy się, że następnego dnia – w niedzielę, będę szedł do cerkwi na Liturgię i po drodze wstąpię po nich (nocleg był w hoteliku około stu metrów od cerkwi). Idąc rano wziąłem dla Miszki czekoladkę. Zaszedłem do pokoju, przywitałem się i daję Miszce słodycz. Chłopczyk najpierw się ucieszył, potem dziwnie na mnie spojrzał, chwilę się zawahał, spojrzał na mamę. Mama powiedziała „weź”. Miszka wziął czekoladkę i zaniósł mamie mówiąc „weź mamo”. Ja się zmieszałem, pomyślałem, że dziecko z powodów zdrowotnych nie może jeść słodyczy i zapytałem o to rodziców. Oto odpowiedź jaką usłyszałem i która zapadła mi głęboko do serca: „Miszka jest zdrowy, może jeść słodycze, ale dawno już skończył trzy latka i idzie dziś do cerkwi, przystąpi do Priczastija, więc wie że musi być na czczo i czekoladkę zje po powrocie z cerkwi”. W cerkwi Miszka zachowywał się jak normalne moim zdaniem dobrze wychowane dziecko. Najwięcej czasu spędził stojąc przy matce lub ojcu, oczywiście trochę się wiercąc, przespacerował się też kilka razy po cerkwi, porozglądał się, w końcu był tu pierwszy raz. Kiedy po Liturgii i po śniadaniu poszliśmy do cerkwi Zmartwychwstania, to jak normalne, żywe dziecko zachowywał się swobodnie. Między innymi próbował pokonać przegrodę oddzielającą od solei i przeleźć przez nią, pomogłem mu w tym i powstrzymałem aby nie wszedł za ikonostas. Ale w tym czasie nie było nabożeństwa więc dziecko czuło się swobodniej.

Od tej pory Miszka jest moim najmłodszym bohaterem i to nie z powodu pokonania bariery, a z powodu odłożonej czekoladki. Kiedy wspominam o nim serce mi się ściska i oczy często robią się mokre. Oby więcej takich dzieci.

Na pewno sporo trudu kosztowało to zarówno rodziców jak i dziecka, ale każde bohaterstwo okupione jest wysiłkiem i cierpieniem no i oczywiście najważniejszym – chęciami.

Bud’ zdarow Michaił!

 

Z dzieckiem do cerkwi – jak?

Pojawienie się dzieci w prawosławnej rodzinie to zawsze wielka radość. Życie trwa, dziecko, ucieleśnienie rodzicielskiej miłości, jakby zamyka krąg, ostatecznie jednoczy rodzinę i czyni ją bardziej kompletną. I całkiem naturalnym jest, pragnienie rodziców przyłączyć swoje dziecko do życia cerkiewnego, uczynić je pełnoprawnym członkiem Cerkwi Chrystusowej.

Oczywiście, najpierwszym krokiem na tej drodze – jest chrzest noworodka. Od tego dnia, jak maleństwo przyjmie święty Chrzest, otrzymuje ono prawo uczestniczyć w Sakramentach Cerkwi, oczywiście, na razie tylko w Sakramencie Eucharystii, to znaczy – priczaszczatisia (przyjmować Priczastije).

Póki dziecko jest małe, rodzice, przyszedłszy do cerkwi, mogą trzymać je na rękach albo w wózku. Niemowlęta przeważnie śpią, i dlatego nie sprawiają szczególnych kłopotów swoim rodzicom. Ale oto przeleci rok, i pewnego przepięknego dnia syn czy córka wchodzi do cerkwi już na swoich nogach. I od tego zaczynają się problemy…

Nierzadko zdarza się słyszeć od parafian skargi na to, że małe dzieci przeszkadzają modlić się. Chciałoby się pobyć w ciszy, a tu – albo biegają, albo krzyczą, albo łapanki-chowanki. I co robić? Co mają robić parafianie, którzy liczą na spokojną (pietystyczną) atmosferę w cerkwi podczas nabożeństwa? I co maja robić młode matki – całkiem nie prowadzać dzieci do cerkwi?

Rozwiązanie tego zagadnienia nie może być jednostronne. Budowane jest ono na kompromisach, zresztą, jak wiele w tym życiu, i wyjść na spotkanie ku sobie powinny obie strony.

Parafianie powinni rozumieć, że nie można pozbawiać dzieci nabożeństw i Priczastija. I ich cierpliwa i wyrozumiała postawa wobec hałaśliwych dzieci – to maleńka ofiara ze względu na Chrystusa, ponieważ dzieci zostały przyniesione do świątyni, żeby i one również zasmakowały radości przebywania z Bogiem. Dzieci szumią nie dlatego, że są bezbożne czy opętane. One hałasują dlatego, że nie mogą inaczej, przecież to tylko dzieci. Rozumiejąc niezadowolenie modlących się, koniecznie musimy jednak pamiętać o tym, że trzeba być bardziej tolerancyjnym i bardziej pobłażliwym, jak też o wezwaniu Pana, aby nie przeszkadzać dzieciom przychodzić do Niego.

A teraz zwracamy się mam i tatusiów. Wasza chęć przychodzenia do cerkwi razem z dziećmi jest w pełni zrozumiała i godna pochwały. Jednak nie zapominajcie, że dzieci mogą faktycznie przeszkadzać w nabożeństwie i modlitwie innych, dlatego swoje wyjścia do cerkwi z maleńkimi dziećmi koniecznie trzeba dokładnie przemyśleć. Tak, to są dzieci i im wiele można. Wiele, ale nie wszystko.

Przede wszystkim, chcę uprzedzić przed stosowaniem się do rekomendacji, zamieszczonych w niektórych prawosławnych książkach: dziecko trzeba prowadzać do cerkwi jak można najczęściej i na jak można najdłuższy czas, a pożądane – stać z nim całą służbę od dzwonka do dzwonka. Niby to, tak dzieci uczą się przebywać w cerkwi. Nic podobnego. Fizyczne przebywanie dziecka w świątyni nie przyucza go do nabożeństwa i nie czyni go automatycznie prawosławnym. Tak, dzieci dość szybko przyswajają atmosferę nabożeństwa, i przyzwyczajają się do niej, ale przyzwyczajają się w najgorszym zrozumieniu tego słowa.

Nie uganiajcie się za pobożnymi rekordami, jak to czynią niektórzy tatusiowie i mamusie, dążący wychować drugiego Siergija Radonieżskiego albo Ksieniję Petersburską. Nieumiejętnym, szorstkim „przyuczaniem” do cerkwi możecie dziecko tylko odepchnąć od niej. Przyjmujcie swoje dziecko takim, jakim ono jest, jakim stworzył je Pan, nie wszystkim dane być wielkimi podwiżnikami (ascetami, szermierzami) od łona matki, a jeśli już waszemu dziecku przygotowane jest stać się kagankiem (pochodnią, luminarzem) prawosławia, to świętość jego nie ominie.

Do określonego wieku dziecku nie można wytłumaczyć, jak trzeba zachowywać się w cerkwi, a i ze względu na swój wiek dziecko nie może wystać na miejscu dwie godziny, przecież dzieci są jakby utkane z energii. Im aktywniejsze dziecko, tym większe prawdopodobieństwo tego, że pościska się ono, pościska się obok matki, i pobiegnie szukać rozrywek. W efekcie dzieci w cerki zaczynają się bawić, hałasować, rysować, pełzać po podłodze, w tym czasie, jak ich mamy stoją, pogrążone w modlitwę. Czy takie postępowanie w cerkwi sprzyja wychowywaniu pobożnego chrześcijanina. Odpowiedź na wierzchu. Zamiast zaszczepienia pełnego szacunku do nabożeństwa, dziecko otrzymuje całkiem negatywną lekcję: w cerkwi jest nudno, nie ma czym się tam zająć, pójście do cerkwi – tylko zabijanie czasu. W żadnym wypadku nie można, przyprowadzając dziecko do cerkwi, puszczać je samopas! Jeśli przyszliście z dzieckiem do cerkwi, powinniście kontrolować to, czym ono zajmuje się podczas nabożeństwa. A to znaczy, powinniście przychodzić do cerkwi na taki czas, w ciągu którego będziecie mogli to czynić.

Najważniejszą rzeczą w tej sprawie jest indywidualne podejście. Nikt poza samymi rodzicami nie zna tak dobrze swojego dziecka, by dać rekomendację – jak często przyprowadzać dziecko do świątyni i na ile. Takie decyzje uprawnieni są podejmować wyłącznie sami rodzice. Dzieci bywają rożne – ruchliwe i niezbyt, głośne i cichutkie, cierpliwe i „pół kilograma trotylu”. Dlatego z aktywnymi dziećmi trzeba przychodzić bliżej Priczastija, z dziećmi spokojnymi można też wcześniej – najważniejsze, żeby one nie zdążały się znudzić, i nie pojawiło się pragnienie oddania się bezczynności.

Dzieciom starszym można już wyjaśnić przebieg nabożeństwa. Dziecku, które wie, co dzieje się w cerkwi, już nie będzie tak się nudzić podczas nabożeństwa, ono będzie czuć się jego uczestnikiem, a nie po prostu postronnym obserwatorem. W domu zamiast reguły modlitewnej można wykorzystać cerkiewne pieśni, objaśnić znaczenie ich słów – tak dziecko nauczy się rozumieć śpiew, a potem również same modlitwy.

Z maleńkimi dziećmi lepiej być w cerkwi z tyłu, za wszystkimi – tak mniej będziecie zwracać na siebie uwagę, a jeśli dziecko zacznie grymasić, będzie łatwiej wyjść z nim na podwórko. Głośne zabawy i nadmiernie aktywne rozmowy dzieci należy, oczywiście, przerywać. Z jednej strony, oczywiście – „co od nich wymagać – dzieci”, ale z drugiej od najmłodszego wieku koniecznie trzeba ustalać miarę. Tak, przez dość długi czas, dwa-trzy lata, a być może i dłużej, wasz pobyt w cerkwi będzie w większości poświęcony nie modlitwie, a pilnowaniu małych wiercipięt – to też część macierzyńskiego krzyża, jeden z jego elementów. Być rodzicem znaczy, przynosić znaczną część swoich interesów w ofierze. Dotyczy to również zwykłego porządku życia duchowego.

Co więc robić, jeśli bardzo się chce spokojnie postać podczas nabożeństwa? Zwłaszcza, jeśli masz zamiar przystąpić do Priczastija? Dziecka wcale nie musisz prowadzać na wszystkie bez wyjątku służby. Jeśli jest u was ktoś, kto może posiedzieć z maleństwem podczas waszej nieobecności: mąż, mama, teściowa, siostra, brat, koleżanka czy najemna niania – wspaniale. Proście krewnych o pomoc. Jeśli zaś takiego człowieka nie ma, to trzeba przychodzić z dzieckiem nie na całe nabożeństwo, a bliżej Priczastija. Jeśli z małżonkiem razem chodzicie do cerkwi, to można wymieniać się: jednego dnia modli się mama, a nad dzieckiem czuwa ojciec, drugiego dnia modli się ojciec, a mama czuwa przy dziecku.

I niech Pan Bóg pośle nam mądrość!

Azbuka wospitanija (Podstawy wychowania)

 

Pierwsze kroki w cerkwi

W książce przystępnym językiem odkryty jest duchowy sens prawosławnego nabożeństwa, dane są wstępne pojęcia o tym, jak urządzona jest cerkiew, jak należy czynić znak krzyża, co znaczy błogosławieństwo kapłana, co symbolizuje świeca, prosfora, antidor, artos. Książka pomoże ludziom czyniącym pierwsze kroki w cerkwi, poczuć się w domu Ojca Niebiańskiego.

O konieczności chodzenia do cerkwi Bożej

Pan nasz Jezus Chrystus, Który przyszedł na ziemię dla naszego zbawienia, założył Cerkiew, gdzie niewidzialnie jest obecny do dziś, podając nam wszystko niezbędne dla życia wiecznego, gdzie „niewidzialnie Moce Niebiańskie służą”, jak powiedziane jest w prawosławnych pieśniach. „Gdzie dwoje lub troje zebranych w imię Moje, tam Ja pośród nich” (Ewangelia od Marka, rozdział 18, wiersz 20), – powiedział On Swoim uczniom apostołom i nam wszystkim, wierzącym w Niego. Dlatego dużo tracą ci, którzy rzadko odwiedzają cerkiew Bożą. Jeszcze więcej grzeszą rodzice, którzy nie troszczą się o to, żeby ich dzieci chodziły do cerkwi. Pamiętajcie słowa Zbawiciela: „Puśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przychodzić do mnie, albowiem takich jest Carstwo Niebiańskie” (Ewangelia od Marka, rozdział 19, wiersz 14).

„Nie chlebem tylko będzie żyć człowiek, ale wszelkim słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Ewangelia od Mateusza, rozdział 4, wiersz 4), – mówi nam Zbawiciel. Pokarm duchowy tak samo jest niezbędny dla duszy człowieka, jak pokarm cielesny dla podtrzymania sił cielesnych. A gdzież chrześcijanin usłyszy słowo Boże, jak nie w cerkwi, tam, gdzie Sam Pan niewidzialnie poucza zebranych w imię Jego? Czyja nauka głoszona jest w cerkwi? Nauka proroków i apostołów, mówiących pod natchnieniem Ducha Świętego, nauka Samego Zbawiciela, Który jest prawdziwą Mądrością, prawdziwym Życiem, prawdziwą Drogą, prawdziwą Światłością, oświecającą każdego człowieka idącego w świat.

Cerkiew – Niebo na ziemi; dokonujące się w niej nabożeństwo – dzieło anielskie. Według nauki Cerkwi, podczas pobytu w cerkwi Bożej chrześcijanie otrzymują błogosławieństwo, sprzyjające sukcesom we wszystkich ich dobrych poczynaniach. „Kiedy usłyszysz dźwięk cerkiewnego dzwonu, wzywającego wszystkich na modlitwę, i sumienie podpowie ci: do domu Bożego pójdźmy, odłóż wtedy, jeśli możesz, wszelkie sprawy na bok i śpiesz do cerkwi Bożej, – radzi swiatitiel Fieofan Zatwornik. – Wiedz, że Anioł stróż twój zaprasza pod dach (schronienie) domu Bożego; to on, mieszkaniec Nieba, przypomina tobie o Niebie ziemskim, żeby tam oświęcić twoją duszę łaską Chrystusa, żeby osłodzić serce twoje niebiańskim pocieszeniem, a – kto wie? – być może, on zaprasza tam i po to jeszcze, żeby odciągnąć ciebie od pokus, których nie unikniesz, jeśli zostaniesz w domu, albo ukryć ciebie pod osłoną (namiotem) świątyni Bożej przed wielkim niebezpieczeństwem…”

Czego więc uczy się chrześcijanin w cerkwi? Niebiańskiej mądrości, która przyniesiona jest na ziemię przez Syna Bożego – Jezusa Chrystusa! Tu poznaje on też szczegóły życia Zbawiciela, poznaje życie i nauki wybrańców (świętych) Bożych, uczestniczy w cerkiewnej modlitwie. A wspólna modlitwa wiernych – wielka siła!

Dużo może modlitwa jednego sprawiedliwego – niemało na to przykładów w historii, ale jeszcze większy owoc daje modlitwa zgromadzonych w domu Bożym. Kiedy apostołowie oczekiwali przyjścia Świętego Ducha według obietnicy Chrystusa, to przebywali wraz z Bożą Matką w Syjońskim Wieczerniku na wspólnej modlitwie. Gromadząc się w świątyni Bożej, oczekujemy, że i na nas zstąpi Duch Święty. Tak też bywa… jeśli tylko sami nie ustanowimy przeszkody.

Na przykład, niedostateczna otwartość serca przeszkadza parafianom jednoczyć się w świątynnej modlitwie. W dzisiejszych czasach często dzieje się tak dlatego, że wierzący zachowują się w świątyni Bożej nie tak, jak wymaga tego świętość i wielkość (majestat) tego miejsca. Jak więc urządzona jest świątynia i jak trzeba się w niej zachowywać?

 

O urządzeniu świątyni

Świątynia Boża swoim wyglądem zewnętrznym różni się od innych budynków. Bardzo często świątynia Boża ma w podstawie kształt krzyża, bowiem Krzyżem Zbawiciel wybawił nas od władzy diabła. Nierzadko budowana jest w kształcie okrętu, symbolizując, że Cerkiew, podobnie do okrętu, jak arka Noego, prowadzi nas przez morze życia do cichej przystani w Carstwie Niebieskim. Czasem podstawą jest kształt koła – znak wieczności albo ośmiorożna gwiazda, symbolizująca, że Cerkiew, podobnie do gwiazdy przewodniej (wskazującej drogę) świeci w tym świecie.

Budynek świątyni zwykle zakończony jest z góry kopułą, wyrażającą niebo. Kopułę zaś wieńczy głowa, na której stawiany jest krzyż – ku chwale Głowy Cerkwi Jezusa Chrystusa. Często na świątyni stawiana jest nie jedna, a kilka kopuł: dwie kopuły oznaczają dwie natury (Boską i ludzką) Jezusa Chrystusa, trzy kopuły – trzy Osoby Świętej Trójcy, pięć kopuł – Jezusa Chrystusa i czterech ewangelistów, siedem kopuł – siedem sakramentów i siedem Soborów Powszechnych, dziewięć kopuł – dziewięć zastępów anielskich, trzynaście kopuł – Jezusa Chrystusa i dwunastu apostołów, czasem buduje się i większą liczbę kopuł.

Nad wejściem do świątyni, a czasem obok świątyni, budowana jest dzwonnica, to jest wieża, na której wiszą dzwony, wykorzystywane, żeby zwoływać wiernych na modlitwę i do ogłaszania o ważniejszych częściach dokonywanej w świątyni służby.

Prawosławna świątynia według wewnętrznego urządzenia dzieli się na trzy części: ołtarz, środkową świątynię i pritwor (sień). Ołtarz symbolizuje Carstwo Niebiańskie. W części środkowej stoją wszyscy wierni. W sieni w pierwszych wiekach chrześcijaństwa stali katechumeni, którzy tylko przygotowywali się do sakramentu Chrztu. Teraz do sieni czasem odsyła się stać ludzi, którzy ciężko zgrzeszyli, dla poprawy. W sieni można też kupić świece, dać zapiskę dla modlitewnego wspomnienia, zamówić molebien i panichidę itp. przed wejściem do sieni urządzane jest podwyższenie w rodzaju ganku nazywane papiert’ .

Chrześcijańskie świątynie stoją ołtarzem na wschód – w stronę, gdzie wschodzi słońce: Pana Jezusa Chrystusa, od Którego zajaśniała nam niewidzialna Boska światłość, Którego my nazywamy „Słońcem Prawdy”, przychodzącym „z wysokości Wschodu”.

Każda świątynia poświęcona jest Bogu, nosząc imię ku pamięci tego czy innego świętego wydarzenia albo świętego Bożego. Jeśli jest w niej kila ołtarzy, to każdy z nich wyświęcony jest w pamięć osobnego święta lub świętego. Wtedy wszystkie ołtarze, oprócz głównego, to są pridieły (kaplice; w dosłownym tłumaczeniu słowa – przybudowane, dodatkowe – przyp. E. M.)

Najważniejsza część świątyni – ołtarz. Samo słowo „ołtarz” oznacza „wywyższone miejsce składania ofiar)”. On jest też urządzany zwykle na podwyższeniu. Tu dokonywane są przez duchownych nabożeństwa i znajduje się główna świętość – priestoł (Tron Pański), na którym tajemniczo obecny jest Sam Pan Bóg i dokonuje się sakrament Priczaszczenija Ciała i Krwi Pańskiej. Priestoł jest szczególnie oświęconym stołem, obleczonym w dwie szaty: dolną (spodnią) – z białego płótna i wierzchnią – z drogiego kolorowego materiału. Na priestole znajdują się święte przedmioty, dotykać do niego mogą tylko duchowni.

Miejsce za priestołem przed samą wschodnią ścianą ołtarza nazywa się Gornim (wywyższonym) miejscem, ono zwykle urządzone jest na podwyższeniu.

Na lewo od priestoła, w północnej części ołtarza, stoi niewielki drugi stół, również ozdobiony ze wszystkich stron szatą. To żertwiennik (stół ofiarny), na którym przygotowywane są dary do sakramentu Priczaszczenija.

Ołtarz oddzielony jest od świątyni środkowej specjalną przegrodą, która zastawiona jest ikonami i nazywa się ikonostasem. Są w niej trzy wrota. Środkowe, największe, nazywają się carskimi wrotami, dlatego że przez nie Sam Pan Bóg Jezus Chrystus, Car Sławy, niewidzialnie przechodzi w czaszy ze Świętymi Darami. Przez te drzwi nie pozwala się przechodzić nikomu, oprócz duchownych. Boczne drzwi – północne i południowe – nazywane są jeszcze diakońskimi: najczęściej przechodzą przez nie diakoni.

Na prawo od carskich wrót umieszczona jest ikona Zbawiciela, na lewo – Bożej Matki, dalej – obrazy szczególnie czczonych świętych, przy czym na prawo od Zbawiciela zwykle znajduje się ikona świątyni: na niej przedstawione jest święto albo święty, ku czci którego poświecona jest świątynia.

Ikony umieszczone są też na ścianach w świątyni w ramach – kiotach, leżą na anałojach – specjalnych stolikach z pochylonymi blatami.

Podwyższone miejsce przed ikonostasem nosi nazwę soleja, której środek – półokrągły występ przed carskimi wrotami – nazywany jest amboną. Tu diakon wygłasza ektenie i czyta Ewangelię, stąd kapłan wygłasza propowiedi (kazania). Na ambonie też podawane jest wiernym Święte Priczastije.

Po bokach solei, przy ścianach, urządzone są klirosy (chóry) dla lektorów i chórów. Przy klirosach ustawiane są chorągwie, albo ikony na jedwabnym materiale, powieszone na pozłacanych drzewcach mające wygląd sztandarów. Jak cerkiewne sztandary wynoszone są one przez wiernych podczas krestnych chodów (procesji). W katedralnych soborach, jak również na archijerejskie służby pośrodku cerkwi stawiana jest jeszcze ambona archijerejska, na której archijereje przyoblekają się i stoją na początku liturgii, podczas molebna i podczas niektórych innych cerkiewnych służb.

W świątyni jest jeszcze kanunnik czy kanun (panichidnik), z przedstawieniem ukrzyżowania i rzędami podświeczników. Przed nim służone są nabożeństwa zaupokojne (za pokój dusz zmarłych) – panichidy.

Przed świątecznymi anałojami i czczonymi ikonami stoją podświeczniki, na które wierni stawiają świece. Z sufitu zwisają panikadiła (żyrandole) z mnóstwem świec, obecnie elektrycznych, zapalanych podczas uroczystych momentów służby.

 

O zachowaniu się w cerkwi

Wchodź do świętej cerkwi z duchową radością. Pamiętaj, że Sam Zbawiciel obiecał pocieszyć ciebie w smutku: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy trudzący się, i Ja ukoję was” (Ewangelia od Mateusza rozdział 11, wiersz 28).

Zawsze wchodź tu z pokorą i łagodnością, żeby też z cerkwi wyjść usprawiedliwionym, jak wyszedł pokorny ewangeliczny celnik.

Kiedy wchodzisz do świątyni i widzisz święte ikony, myśl o tym, że Sam Pan Bóg i wszyscy święci patrzą na ciebie, bądź w tym czasie szczególnie pełen szacunku i miej strach Boży.

Wszedłszy do świętej cerkwi, uczyń trzy pokłony do pasa, a podczas postu trzy pokłony do ziemi, modląc się: „Sozdawyj mia, Hospodi, pomiłuj”, „Boże, miłostiw budi mnie hriesznomu”, „Biez czisła sogrieszich, Hospodi, pomiłuj mia”.

(Panie Boże Który stworzyłeś mnie, zmiłuj się”, „Boże, bądź miłosierny mnie grzesznemu”, „Niezliczenie nagrzeszyłem, Panie, zmiłuj się nade mną”.

Następnie, pokłoniwszy się na prawo i na lewo tym którzy przyszli przed tobą, stój na miejscu i uważnie słuchaj psalmów i modlitw, czytanych w cerkwi, ale nie odmawiaj wewnętrznie innych, nie czytaj ich z książek oddzielnie od cerkiewnego śpiewu, bowiem takich osądza apostoł Paweł jako oddalających się od cerkiewnego zgromadzenia. Dobrze, jeśli w świątyni jest miejsce, gdzie przyzwyczaiłeś się stać. Przejdź do niego cicho i skromnie, a przechodząc koło carskich wrót, zatrzymaj się i z uwielbieniem przeżegnaj się i pokłoń. Jeśli zaś takiego miejsca nie ma, nie kłopocz się. Nie przeszkadzając innym, stań na wolnym miejscu tak, żeby było słychać śpiew i czytanie.

Do świętej cerkwi zawsze przychodź zawczasu, żeby zdążyć przed rozpoczęciem nabożeństwa postawić świece, zamówić modlitewne wspomnienie, przyłożyć się do ikon. Jeśli mimo wszystko spóźnisz się, bądź ostrożny, żeby nie przeszkodzić modlić się innym. Wchodząc do cerkwi podczas czytania szestopsałmija (sześciu psalmów), Ewangelii albo po Cherubińskiej na Liturgii (kiedy dokonuje się przeistoczenie Świętych Darów), postój u drzwi wejściowych do zakończenia tych najważniejszych części służby.

Z uwielbieniem odnoś się do cerkiewnej świecy: to symbol naszego modlitewnego płonięcia przed Panem, Jego Przeczystą Matką, świętymi Bożymi. Świece zapala się jedna od drugiej, płonącej, i, podtopiwszy jej dół, stawia się w gniazdo podświecznika. Świeca powinna stać prosto. Jeśli w dniu większego święta służący zgasi twoją świecę, żeby postawić świecę innego, nie oburzaj się duchem: twoja ofiara już przyjęta przez Wszechwidzącego i Wszechwiedzącego Pana.

Podczas służby staraj się nie chodzić po świątyni nawet po to, żeby postawić świece. Przykładać się do ikon też należy przed rozpoczęciem nabożeństwa i po zakończeniu albo w ustalonym czasie – na przykład, podczas całonocnego czuwania w czasie jeleopomazania (pomazywania olejem). Niektóre momenty służby, jak już było powiedziane, wymagają szczególnego skupienia: czytanie Ewangelii, pieśń Bogarodzicy i wielkie sławosłowije (doksologia, dziękczynienie) podczas całonocnego czuwania; modlitwa „Jedinorodnyj Synie…” i cała Liturgia, zaczynając od „Iże Chieruwimy…”.

W cerkwi milczącym ukłonem przywitaj się ze znajomymi, nawet z wyjątkowo bliskimi nie witaj się uściskiem ręki i o nic nie pytaj – bądź naprawdę skromny. Nie bądź ciekawy i nie przyglądaj się na otaczających ciebie, a módl się ze szczerym uczuciem, wnikając w porządek i treść służb.

W prawosławnej świątyni podczas nabożeństwa przyjęte jest stać. Siedzieć można tylko podczas czytania katyzm (Psałterza) paremij (czytań ze Starego i Nowego Testamentu na wielkiej wieczerni w wielkie święta i dni pamięci szczególnie czczonych świętych). W pozostałym czasie pozwala się usiąść i odpocząć tylko w przypadku braku zdrowia. Zresztą, dobrze powiedział o niemocy cielesnej swiatitiel Fiłaret Moskiewski: „Lepiej siedząc myśleć o Bogu, niż stojąc – o nogach”.

W cerkwi módl się jak uczestniczący w nabożeństwie, a nie tylko obecny, żeby modlitwy i pieśni, które są czytane i śpiewane, wychodziły z twego serca: uważnie śledź służbę, żeby modlić się właśnie o to, o co modli się cała Cerkiew.

Jeśli przychodzisz z dziećmi, uważaj, żeby one zachowywały się skromnie i nie hałasowały, przyuczaj je do modlitwy. Jeśli dzieci muszą wyjść, powiedz, aby przeżegnały się i cicho wyszły, albo sam je wyprowadź.

Nigdy nie pozwalaj dziecku jeść w świętej cerkwi, oprócz tych przypadków, kiedy duchowni rozdają błogosławiony chleb.

Jeśli małe dziecko rozpłacze się w świątyni, od razu wyprowadź, albo wynieś je.

Nie osądzaj mimowolnych pomyłek służących albo obecnych w cerkwi – korzystniej jest wnikać we własne niedostatki i prosić Pana o przebaczenie swoich grzechów. Bywa, że podczas nabożeństwa ktoś na waszych oczach przeszkadza parafianom modlić się w skupieniu. Nie złość się, nikogo nie przywołuj do porządku (jeśli, oczywiście, nie dzieje się jawne chuligaństwo czy bluźnierstwo). Postaraj się nie zwracać uwagi, a jeśli przez słabość nie możesz poradzić sobie z pokusą, lepiej odejdź w inne miejsce.

Kiedy idziesz do świątyni Bożej, jeszcze w domu przygotuj pieniądze na świece, prosfory i cerkiewne zbiórki: nie wypada rozmieniać ich przy zakupie świec, albowiem przeszkadza to jak w nabożeństwie, tak i modlącym się. Przygotuj też pieniądze na jałmużnę.

Do końca nabożeństw nigdy bez skrajnej konieczności nie wychodź z cerkwi, bo to grzech przed Bogiem. Jeśli zaś to się zdarzy, pokajaj się podczas spowiedzi.

Według naszych starych obyczajów, mężczyźni powinni stawać po prawej stronie świątyni, a kobiety po lewej. Do Priczastija i jeleopomazanija też podchodzą oddzielnie – najpierw mężczyźni, a potem kobiety. Przejścia o głównych drzwi do carskich wrót nikt nie powinien zajmować.

Kobiety powinny wchodzić do świątyni skromnie odziane, w sukni lub spódnicy, z nakrytą głową i wskazane w ogóle bez kosmetyków. W każdym razie, niedopuszczalne jest priczaszczatisia Świętych Darów i całować, przykładać się do świętości z umalowanymi ustami.

W niektórych świątyniach ukształtowały się swoje „pobożne” tradycje, nakazujące, na przykład, podawać świece tylko przez prawe ramię, składać ręce „w łódeczkę” przy słowach kapłana „Mir wsiem”, „Błahosłowienije Hospodnie…” i temu podobne. Pamiętajmy, że te zasady jako nie wymienione w cerkiewnym Ustawie są nieważne w prawosławnym życiu. Dlatego nie należy denerwować się, wysłuchując pouczenia babć. Pokornie przyjmując ich zarzuty, powiedz: „Proszę wybaczyć”, i sam nie staraj się „oświecać” ich. W Cerkwi od tego są duchowni.

Najważniejsze – to wzajemna miłość parafian i rozumienie treści służby. Jeśli będziemy wchodzić do świątyni Bożej z czcią, jeśli, stojąc w cerkwi, będziemy myśleć, że jesteśmy na niebie, to Pan spełni wszystkie nasze prośby.

 

O nabożeństwach, dokonywanych w świątyni.

Wspólne nabożeństwa albo, jak mówi naród, cerkiewne służby – to najważniejsze, do czego przeznaczone są nasze świątynie. Codziennie Prawosławna Cerkiew, dokonuje w świątyniach wieczorne, poranne i dzienne nabożeństwa. Każde z tych nabożeństw składa się swoją drogą z trzech rodzajów nabożeństw, w sumie połączonych w dobowy cykl nabożeństw:

Wieczorne – z dziewiątego czasa (dziewiątej godziny kanonicznej), wieczierni i powieczierija;

Poranne – z połunoszcznicy, utreni (jutrzni) i pierwszego czasa (pierwszej godziny kanonicznej;

Dzienne – z trzeciego czasa, szóstego czasa i Boskiej Liturgii.

W ten sposób, cały dobowy cykl składa się z dziewięciu służb.

W prawosławnym nabożeństwie wiele zapożyczone jest z nabożeństw starotestamentowych czasów. Na przykład, za początek nowej doby uważa się nie północ, a godzinę szóstą wieczorem. Właśnie dlatego pierwszą służbą dziennego cyklu jest wiecziernia.

Podczas wieczierni Cerkiew wspomina o podstawowych wydarzeniach Świętej Historii Starego Testamentu: o tworzeniu świata przez Boga, upadku w grzech prarodziców, o Mojżeszowym prawodawstwie i służbie proroków. Chrześcijanie dziękują Bogu za przeżyty dzień.

Po wieczierni według cerkiewnego Ustawu należy służyć powieczerije. To w określonym sensie wspólne modlitwy udającym się na sen, podczas których wspomina się zstąpienie Chrystusa do piekła i uwolnienie sprawiedliwych od władzy diabła.

O północy wskazane jest czynić trzecią służbę cyklu dobowego – połunoszcznicę. To nabożeństwo ustanowione jest dla przypominania chrześcijanom o Drugim przyjściu Zbawiciela i o Strasznym Sądzie.

Przed wschodem słońca służona jest utrienia – jedno z najdłuższych nabożeństw. Poświęcona ona jest wydarzeniom ziemskiego życia Zbawiciela i zawiera mnóstwo jak pokajannych, tak i dziękczynnych modlitw.

Około godziny siódmej rano dokonywany (służony) jest pierwszy czas. Tak zwana krótka służba, na której Prawosławna Cerkiew wspomina przebywanie Jezusa Chrystusa na sądzie arcykapłana Kajfasza.

Trzeci czas (godzina dziewiąta rano) służy się dla wspomnienia wydarzeń, które miały miejsce w Wieczerniku Syjońskim, gdzie na apostołów zstąpił Duch Święty, i w pretorii Piłata, gdzie Zbawicielowi wystawiono wyrok na śmierć.

Szósty czas (południe) – pora ukrzyżowania Pana, a dziewiąty czas (godzina trzecia po południu) – pora Jego krzyżowej śmierci. Tym wydarzeniom poświęcone są właśnie wyżej wymienione służby.

Głównym zaś nabożeństwem Prawosławnej Cerkwi, swego rodzaju centrum cyklu dobowego, jest Boska Liturgia. W odróżnieniu od pozostałych służb Liturgia daje możliwość nie tylko wspominać o Bogu, całym ziemskim życiu Zbawiciela, ale i realnie zjednoczyć się (połączyć się) z Nim w sakramencie Priczaszczenija, ustanowionym przez Samego Pana podczas Tajnej Wieczerzy. Według pory liturgia powinna być dokonywana między szóstym i dziewiątym czasem, przed południem, w porze przedobiadowej, dlatego nazywana jest też obiednią.

Współczesna praktyka nabożeństw wniosła swoje zmiany w przepisach Ustawu. I tak w parafialnej cerkwi powieczierije dokonywane jest tylko w czasie Wielkiego Postu, a połunoszcznica – raz w roku, w przeddzień Paschy. Wyjątkowo rzadko służony jest dziewiąty czas. Pozostałe sześć służb cyklu dobowego łączą się w dwie grupy po trzy służby.

Wieczorem kolejno jedno za drugim dokonywane są wiecziernia, utrieniai pierwszy czas. W przeddzień niedziel i dni świątecznych te służby łączą się w jedno nabożeństwo, nazwane wsienoszcznym bdienijem (całonocnym czuwaniem). W dawnych czasach chrześcijanie rzeczywiście nierzadko modlili się do świtu, czyli czuwali w ciągu całej nocy. Współczesne całonocne czuwania trwają dwie-cztery godziny w parafiach i trzy-sześć godzin w monasterach.

Rano kolejno służony jest trzeci czas, szósty czas i Boska Liturgia. W świątyniach z dużą parafią w niedziele i święta bywa dwie Liturgie – wczesna i późniejsza. I ta i druga poprzedzana jest czytaniem czasow.

W te dni, kiedy Liturgii nie można służyć (na przykład, w piątek Wielkiego Tygodnia), dokonywany jest krótki ryt izobrazitielnych. To nabożeństwo składa się z niektórych pieśni liturgicznych i jakby izobrażajet (daje obraz, przedstawia) ją. Ale statusu samodzielnej służby nie ma.

Do nabożeństw odnosi się również dokonanie wszystkich sakramentów, obrzędów, czytanie akafisów w cerkwi, wspólne czytania porannych i wieczornych modlitw, reguł do świętego Priczaszczenija.

Oprócz codziennych cerkiewnych służb (takich jak utrienia, wiecziernia, czy czasy) dokonywane są także służby według potrzeb chrześcijan, tak zwane treby. Na przykład: Chrzest, Koronowanie (Ślub), Soborowanije (Namaszenie Olejami), molebny, otpiewanija (nabożeństwa pogrzebowe) i inne.

Nabożeństwa dokonywane są zwykle w świątyni i tylko przez duchownych, wierni zaś uczestniczą w nich poprzez modlitwę i śpiew.

 

O sensie całonocnego czuwania i Boskiej Liturgii

Całonocne czuwanie

Pierwsze otwarcie carskich wrót i kadzenie ołtarza przedstawia objawienie sławy Bożej w stworzeniu świata i człowieka oraz błogosławiony stan prarodziców w raju Bożym po ich stworzeniu.

Śpiewanie 103 psalmu (przedwstępnego) „Błahosłowi, dusze moja, Hospoda” (Błogosław, duszo moja, Pana) przedstawia majestatyczny obraz stworzenia świata. Kadzenie duchownego podczas śpiewu tego psalmu przedstawia działanie Ducha Bożego, unoszącego się podczas stworzenia świata nad wodami. Zapalona świeca, niesiona przez diakona przed kapłanem podczas kadzenia, oznacza tę światłość, która na głos Stwórcy pojawiła się po pierwszym wieczorze bytu.

Zamknięcie carskich wrót po odśpiewaniu psalmu i kadzeniu oznacza, że wkrótce po stworzeniu świata i człowieka wrota raju zostały zamknięte w skutek naruszenia prawa przez praojca Adama. Czytanie przez kapłana swietilnicznych (wieczornych) modlitw przed carskimi wrotami oznacza pokajanie praojca Adama i jego potomków, którzy w osobie kapłana przed zamkniętymi carskimi wrotami, jak przed zamkniętymi drzwiami raju, błagają Stwórcę swego o przebaczenie.

Śpiewanie psalmu „Błażen muż” (Błogosławiony mąż) z wierszami z trzech pierwszych psalmów i czytanie pierwszej katyzmy przedstawia częściowo błogosławiony stanu prarodziców w raju, częściowo pokajanie grzeszników i ich nadzieję na obiecanego przez Boga Odkupiciela.

Śpiewanie „Hospodi, wozzwach” (Panie błagam) z wierszami oznacza smutek upadłego prarodzica i jego modlitewne (błagalne) westchnienia przed zamkniętymi wrotami raju, a jednocześnie również twardą nadzieję (ufność), że Bóg według wiary w obiecanego Odkupiciela oczyści i wybawi rodzaj człowieczy od upadków w grzech. Ten śpiew przedstawia też chwałę Bogu za Jego wielkie łaski wobec nas.

Otwarcie carskich wrót podczas śpiewu dogmatyka (Bohorodiczna) oznacza to, że poprzez wcielenie Syna Bożego od Przenajświętszej Dziewicy Marii i zejście Jego na ziemię otworzyły się dla nas drzwi raju.

Wyjście kapłana z ołtarza na soleję i jego ciche (tajne) modlitwy oznacza zejście Syna Bożego na ziemię dla naszego odkupienia. Diakon, poprzedzający kapłana, przedstawia obraz świętego Ioanna Priedtieczi (Jana Poprzednika), przygotowującego ludzi do przyjęcia Zbawiciela świata. Kadzenie, dokonywane przez diakona, wskazuje, że wraz z przyjściem na ziemię Syna Bożego, Odkupiciela świata, Duch Święty wypełnił cały świat Swoją łaską. Wejście kapłana do ołtarza oznacza wzniesienie się Zbawiciela na Niebo, zbliżenie się kapłana do górnego miejsca oznacza zasiadanie Syna Bożego po prawicy Ojca i orędownictwo przed Ojcem Swoim za rodzaj ludzki. Przez zawołanie diakona „Premudrost’, prosti!” (Oto Mądrość, stójcie prosto!) Święta Cerkiew uczy nas z szacunkiem (czcią, bogobojnością) słuchać i przyjmować (wieczorne wejście). Śpiew pieśni „Swietie tichij” (Światłości cicha) zawiera wysławianie Chrystusa Zbawiciela za zejście Jego na ziemię i dokonanie naszego odkupienia.

Litania (wspólne wyjście i wspólna modlitwa) zawiera szczególne (wzmożone) modlitwy o zaspokojenie naszych potrzeb cielesnych i duchowych, i przede wszystkim – o przebaczenie naszych grzechów przez Boże miłosierdzie.

Modlitwa „Nynie otpuszczajeszi” (Teraz odpuszczasz) opowiada o spotkaniu przez sprawiedliwego Simieona Pana Jezusa Chrystusa w świątyni Jerozolimskiej i wskazuje na konieczność stałego pamiętania o godzinie śmierci.

Modlitwa „Bohorodice Diewo, radujsia” (Bogurodzico Dziewico, raduj się) przypomina o zwiastowaniu Archanioła Gabriela Przenajświętszej Bogarodzicy.

Błogosławienie chlebów, pszenicy, wina i oleju, prezentujących przeróżne dary łaski, przypomina o tych pięciu chlebach, którymi Chrystus, w cudowny sposób pomnożywszy je, nasycił pięć tysięcy osób.

Szestopsałmije (czytanie sześciu psalmów) – płacz kajającego się grzesznika przed Chrystusem Zbawicielem, który przyszedł na ziemię. Niepełne oświetlenie w świątyni przy czytaniu szestopsałmija przypomina o stanie duszy, przebywającej w grzechu. Migotanie łampad obrazuje noc Narodzenia Chrystusa, która oznajmiona była radosnym pochwalnym śpiewem Aniołów: „Sława w Wysznich Bohu, i na ziemli mir, w czełowiecech błahowolenije” (Chwała na Wysokości Bogu i na ziemi pokój, w ludziach dobra wola). Czytanie pierwszej połowy szestopsałmija wyraża smutek duszy, która oddaliła się od Boga i poszukującej Go. Kapłan, który w czasie czytania szestopsałmija czyta przed carskimi wrotami modlitwy jutrzni, przypomina o wiecznym Orędowniku Nowego Testamentu przed Bogiem Ojcem – o Panu Jezusie Chrystusie. Czytanie drugiej połowy szestopsałmija odkrywa stan duszy która pokajała się, pojednała się z Bogiem

Śpiew „Boh Hospod’ i jawisia nam” (Pan Bóg i objawił się nam; zjawił się do nas) przypomina o zbawieniu, dokonanym przez Zbawiciela, Który zjawił się w świecie (na ziemi).

Śpiew niedzielnego troparionu przedstawia chwałę i majestat zmartwychwstałego Chrystusa.

Czytanie kantyzm przypomina o ciężkich smutkach Pana Jezusa Chrystusa.

Śpiewaniem wierszy „Chwalitie imia Hospodnie” (Chwalcie imię Pańskie) Święta Cerkiew wysławia Pana za wiele dobrodziejstw i łask Jego wobec rodzaju ludzkiego.

Tropariony „Anhielskij sobor” (Anielskie zgromadzenie) przypominają dobrą nowinę Anioła niewiastom-mironosicom (niosącym wonności) o Zmartwychwstaniu Zbawiciela.

Podczas niedzielnego (paschalnego) całonocnego czuwania czytana jest Święta Ewangelia, głosząca o zjawieniu się zmartwychwstałego Pana niewiastom-mironosiacam albo apostołom.

Po zakończeniu czytania Ewangelii diakon wchodzi z Ewangelią na ambonę, staje przodem do ludzi, wznosi Ewangelię nad głową. Modlący spoglądają na niego ze szczególnym uwielbieniem, jak na Samego zmartwychwstałego Pana, kłaniając się i wzywając: „Woskriesienije Christowo widiewsze…” (Zmartwychwstanie Chrystusa widząc…). Śpiewać to powinni wszyscy obecni. Następnie Ewangelia przeniesiona zostaje na środek świątyni dla oddania pokłonów i ucałowania przez wiernych.

W kanonach jutrzni wysławiane jest Zmartwychwstanie Chrystusa (albo inne święte wydarzenia z życia Pana), Przenajświętsza Bogarodzica, święci Aniołowie i błogosławieni Boży, których pamięć czczona jest tego dnia.

Między ósmą a dziewiątą pieśnią kanonu śpiewany jest hymn Bogarodzicy, złożony z pieśni Przenajświętszej Bogarodzicy i sprawiedliwego Zacharija (Ewangelia od Łukasza, rozdział 1, wiersze 46–55, 68–79). Ustaw (Reguła) wyznacza dla tej pieśni szczególnie czcigodne wykonanie. Pieśń Bogarodzicy ma swój refren, jednakowy dla wszystkich sześciu wierszy: „Czestniejszuju Chieruwim i Sławniejszuju biez srawnienija Sierafim. Biez istlienija Boha Slowa rożdszuju, suszczuju Bohorodicu, Tia wieliczajem”. (Czcigodniejszą od Cherubinów i bez porównania chwalebniejszą od Serafinów, Któraś bez zmiany zrodziła Boga Słowo, Ciebie, prawdziwą Bogarodzicę, wysławiamy). W tej pieśni Przenajświętsza Dziewica wyznawana jest za prawdziwą Bogarodzicę i z wielką odwagą wiary stawiana jest wyżej zastępów anielskich. Pieśń Bogarodzicy wyróżniana jest z pośród innych wyjątkowym poprzedzającym ją, zawołaniem diakona, zapraszającym do wysławiania Bożej Matki: „Bohorodicu i Matier Swieta piesńmi wozwieliczym” (Bogarodzicę i Matkę Światłości w pieśniach wywyższmy), czym podkreślana jest potrzeba szczególnej uwagi do pieśni. Przy śpiewie „Czestniejszej” cerkiewny Ustaw (Reguła) nakazuje czynić pokłony przy każdym wierszu, wzywając tym do wyrażenia swego szczególnego szacunku Bożej Matce.

W chwalebnych sticherach i wielkim wychwalaniu wznoszone jest szczególne dziękczynienie i wysławianie Pana Jezusa Chrystusa.

 

Boska Liturgia

Na Boskiej Liturgii, albo Eucharystii, wspomina się całe ziemskie życie Pana Jezusa Chrystusa. Liturgia dzieli się na trzy części – proskomidię, liturgię katechumenów i liturgię wiernych.

Podczas proskomidii, dokonywanej zwykle podczas czytania trzeciego i szóstego czasa, wspominane jest Narodzenie Zbawiciela. W tym też czasie wspominane są również starotestamentowe proroctwa o Jego cierpieniach i śmierci. Podczas proskomidii przygotowywane są substancje do dokonania Eucharystii i wspominani są modlitewnie żywi i zmarli członkowie Cerkwi. Wielkiej radości doznają dusze zmarłych od wspomnienia ich na Boskiej Liturgii. Dlatego śpiesz się do cerkwi Bożej aby uczestniczyć na proskomidii, modląc się o zdrowie i o pokuj dusz krewnych, i znajomych, i wszystkich prawosławnych chrześcijan. Modlić się za zmarłych można tak: „Wspomnij, Panie, dusze zmarłych sług Twoich (imiona) i przebacz ich grzechy, wolne i niewolne, darując im Carstwo i priczastije (uczestnictwo, wspólnotę) wiecznych Twoich dóbr i radość Twojego nieskończonego i błogosławionego życia.

Na liturgii katechumenów pieśnią „Jedinorodnyj Synie” (Jednorodzony Synu) przedstawiane (wyrażane) jest przyjście na ziemię Pana Jezusa Chrystusa.

Podczas małego wejścia z Ewangelią, symbolizującego wyjście Pana Jezusa Chrystusa na nauczanie, przy śpiewie wiersza „Priiditie, pokłonimsia i pripadiem ko Christu” czynimy pokłon do pasa. Podczas śpiewania „Trójświętego” – trzy pokłony do pasa.

Podczas czytania Apostoła na kadzenie przez diakona należy odpowiedzieć skłonieniem głowy. Czytanie Apostoła i kadzenie oznacza głoszenie przez apostołów całemu światu.

Podczas czytania Ewangelii, jakby słuchając Samego Pana Jezusa Chrystusa, należy stać z pochylona głową.

Na liturgii wiernych wielkie wejście symbolizuje wyjście Pana Jezusa Chrystusa na dobrowolne cierpienia dla zbawienia świata.

Śpiewanie Cherubińskiej pieśni przy otwartych carskich wrotach dokonywane jest w naśladowanie Aniołów, nieustannie wychwalających Niebiańskiego Cara i niewidzialnie uroczyście towarzyszących Mu (prowadzących Go) w przygotowanych i przenoszonych Świętych Darach.

Postawienie Świętych Darów na prestole, zamknięcie carskich wrót i zasłonięcie zasłony oznaczają pogrzebanie Pana Jezusa Chrystusa, przywalenie kamienia i przyłożenie pieczęci do Jego grobu.

Po zakończeniu pierwszej połowy Cherubińskiej pieśni, czyniony jest pokłon do pasa. W czasie modlitewnego wspomnienia Metropolity, miejscowego biskupa i innych należy stać z uwielbieniem, z pochyloną głową i przy słowach (I wsiech was, prawosławnych christian” mówić w sobie (cichym szeptem, bardzo cicho): „Archijerejstwo twoje da pomianiet Hospod’ Boh wo Carstwii Swojem”. Tak mówi się podczas służby biskupa. Podczas służby innych kapłanów należy mówić w sobie: „Swiaszczenstwo twoje da pomianiet Hospod’ Boh wo Carstwii Swojem”. W końcu modlitewnego wspomnienia należy mówić w sobie: „Pomiani mia, Hospodi, jehda priidieszi wo Carstwii Twojem” (Wspomnij mnie, Panie, kiedy przyjdziesz w Carstwie Twoim).

Słowa „Dwieri, dwieri” przed śpiewaniem Symbolu wiary w dawnych czasach odnosiły się do odźwiernych, aby oni nie wpuszczali do świątyni katechumenów albo pogan podczas dokonywania sakramentu świętej Eucharystii. Obecnie te słowa przypominają wiernym, żeby oni nie pozwalali wchodzić w drzwi swego serca grzesznym myślom. Słowa „Priemudrostiju wonmiem (Mądrość posłuchajmy) wzywają uwagę wiernych do zbawiennego nauczania Prawosławnej Cerkwi, wyłożonego w Symbolu wiary. Śpiewanie Symbolu wiary dokonywane jest przez wszystkich ludzi. Na początku Symbolu wiary należy przeżegnać się.

Przy zawołaniach kapłana „Priimitie, jaditie…”, Pijtie ot nieja wsi…” (Przyjmijcie, jedzcie..., Pijcie z niej wszyscy...) należy czynić pokłony do pasa. W tym czasie wspominana jest Tajna Wieczerza Pana Jezusa Chrystusa z apostołami.

Podczas dokonania samego sakramentu świętej Eucharystii – przemienienia chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa i przynoszenia Bezkrwawej Ofiary za żywych i zmarłych należy modlić się ze szczególną uwagą i po zakończeniu śpiewania „Tiebie pojem…” (Tobie śpiewamy...) przy słowach „i molim Ti sia, Boże nasz” (i modlimy się do Ciebie, Boże nasz) trzeba pokłonić się do ziemi Ciału i Krwi Chrystusa. Ważność tej chwili jest tak wielka, że nie może zrównać się z nią ani jedna chwila naszego życia. W tej świętej chwili zawiera się całe nasze zbawienie i miłość Boża do rodzaju ludzkiego, albowiem Bóg zjawił się w ciele.

Podczas śpiewu „Dostojno jest’” (albo innej świętej pieśni ku czci Bogarodzicy – zadostojnika) kapłan modli się za żywych i zmarłych, wspominając ich po imieniu, zwłaszcza tych, za których służona jest Boska Liturgia. I obecni w cerkwi powinni w tym czasie wspomnieć imiennie swoich bliskich, żywych i umarłych.

Po „Dostojno jest’” albo zastępującego go zadostojnika należy uczynić pokłon. Przy słowach „I wsiech i wsia” dokonywany jest pokłon do pasa.

Na początku wspólnego śpiewu modlitwy Pańskiej „Otcze nasz” należy przeżegnać cię i uczynić pokłon.

Przy zawołaniu kapłana „Swiataja swiatym” pokłon do ziemi należy uczynić przez wzgląd na wznoszenie Świętego Agnca (Baranka) przed Jego rozdrobnieniem. W tym czasie wspominana jest Tajna Wieczerza i ostatnia rozmowa Pana Jezusa Chrystusa z uczniami, Jego męki na krzyżu, śmierć i pogrzeb.

Po otwarciu carskich wrót i wyniesieniu Świętych Darów, co oznacza zjawienie się Pana Jezusa Chrystusa po Swoim Zmartwychwstaniu, przy zawołaniu „So strachom Bożiim i wieroju pristupitie” (Ze strachem Bożym i wiarą przystąpcie) czynimy pokłon do ziemi.

Do świętego Priczaszczenija podchodzą po pokajaniu w grzechach podczas spowiedzi i po rozgrzeszającej modlitwie kapłana (przyjmować Priczastije bez spowiedzi pozwala się tylko dzieciom do lat siedmiu). Przygotowujący się do Priczaszczenija obowiązkowo powinni być poprzedniego dnia na wieczornym nabożeństwie, przeczytać trzy kanony (do Zbawiciela, Matki Bożej i Anioła stróża) i posledowanije do świętego Priczastija, popościć co najmniej trzy dni (w sprawie miary postu można poradzić się z kapłanem) i nic nie jeść i nie pić od dwunastej godziny w nocy.

Przed priczaszczenijem ręce złóż nawskrzyż n piersiach (prawą na lewą). Przed czaszą nie żegnaj się, żeby przypadkiem nie trącić jej. Podchodź do czaszy z wielką czcią i bojaźnią Bożą, dokładnie i wyraźnie wymawiaj swoje imię i z wiarą i miłością do Chrystusa przyjmij Jego Święte Ciało i Krew, (w dosłownym tłumaczeniu: uczyń siebie częścią Świętego Ciała i Krwi Jego – przyp. E. M.), ucałuj dół czaszy. Następnie odejdź do stolika zapić Priczastije tiepłotoj (ciepłą wodą). Należy szczególnie podziękować Panu za Jego wielką łaskę, za błogosławiony dar świętego Priczaszczenija: „Sława Tiebie, Boże! Sława Tiebie, Boże! Sława Tiebie, Boże!”. Po priczaszczeniu wysłuchaj (albo przeczytaj) z uwagą modlitwy dziękczynne. W tym dniu osoby które przyjęły Priczastije nie wykonują pokłonów do ziemi do wieczora. Ci, którzy podczas Boskiej Liturgii nie przyjmują Priczastija, w święte minuty udzielania Priczastija powinni stać w świątyni z bogobojną modlitwą, nie myśląc o ziemskim, nie wychodząc w tym czasie z cerkwi, aby nie znieważyć Świętości Bożej i nie naruszyć przyzwoitości cerkiewnej.

Podczas ostatniego pojawienia się Świętych Drów, wyrażającego Wniebowstąpienie Pana Jezusa Chrystusa, przy słowach kapłana „Wsiehda, nynie i prisno i wo wieki wiekow” (Zawsze, teraz i nieustannie i na wieki wieków) ci którzy nie dostąpili zaszczytu przyjęcia Świętych Darów powinni uczynić pokłon do ziemi i przeżegnać się, a ci który przyjęli Święte dary – pokłon do pasa i przeżegnać się.

Po zakończeniu Liturgii podejdź przyłożyć się do krzyża (ucałować krzyż), który daje kapłan. Po pocałowaniu krzyża ucałuj rękę kapłana.

 

O pokłonach i znaku krzyża (żegnaniu się)

Aby uczynić znak krzyża składamy palce prawej ręki tak: trzy pierwsze palce (kciuk, wskazujący i środkowy) składamy razem równo końcami, a dwa pozostałe (serdeczny i mały) przyginamy do dłoni.

Złożone razem trzy pierwsze palce wyrażają naszą wiarę w Boga Ojca, Boga Syna i Boga Ducha Świętego, jako współistotną i nierozdzielną Trójcę, a dwa palce, przygięte do dłoni, oznaczają, że Syn Boży po wcieleniu Swoim, będąc Bogiem, stał się człowiekiem, czyli oznaczają Jego dwie natury – Boską i ludzką.

Czynić na sobie znak krzyża trzeba bez pośpiechu: położyć palce na czoło, na brzuch, na prawe ramię i potem na lewe. I dopiero opuściwszy prawą rękę, czynić pokłon, żeby mimowolnie nie popełnić bluźnierstwa, zniekształciwszy położony na siebie krzyż.

O tych zaś, którzy znaczą siebie wszystkimi pięcioma palcami, albo kłaniają się jeszcze żegnając się, albo machają swoją ręką w powietrzu albo po swojej piersi, swiatitiel Ioann Złotousty powiedział: „Z tego wściekłego (szalonego) machania biesy się radują”. Przeciwnie, znak krzyża, uczyniony poprawnie i bez pośpiechu, z wiarą i pobożną czcią, odstrasza biesów, ucisza grzeszne namiętności i przyciąga Bożą łaskę.

W cerkwi należy przestrzegać następujących zasad, dotyczących pokłonów i znaku krzyża.

Żegnać się bez pokłonów należy:

  1. Na początku czytania sześciu psalmów przy słowach „Sława w Wysznich Bohu…” trzy razy i w połowie na „Alliłuja” trzy razy.
  2. Na początku śpiewania lub czytania „Wieruju”.
  3. Podczas odpustu (odpuszczenia wiernych po nabożeństwie) (Christos, istinnyj Boh nasz…”.
  4. Na początku czytania Pisma Świętego: Ewangelii, Apostoła i paremij.

Żegnać się z pokłonem do pasa należy:

  1. Wchodząc do świątyni i wychodząc z niej – trzy razy.
  2. Podczas każdej prośby ektenii po odśpiewaniu „Hospodi, pomiłuj”, „Podaj Hospodi”, „Tiebie, Hospodi”.
  3. Przy zawołaniu duchownego, oddającego chwałę Świętej Trójcy.
  4. Przy zawołaniach „Priimitie, jaditie…”, „Pijtie ot nieja wsi…”, „Twoja ot Twoich…”.
  5. Przy słowach „Cziestniejszuju Chieruwim…”.
  6. Przy każdym głoszeniu (proklamacji) słów „pokłonimsia”, „pripadiem”.
  7. Podczas czytania lub śpiewania „Alliłuja”, „Swiatyj Boże”, „Priiditie, pokłonimsia” i przy zawołaniu „Sława Tiebie, Christie Boże”, przed odpustem – po trzy razy.
  8. Podczas czytania kanonu na jutrzni przy wezwaniu do Pana Boga, Bożej Matki i świętych.
  9. Przy kończeniu śpiewania lub czytania każdej stichery.
  10. Podczas litanii po każdej z pierwszych dwóch próśb ektenii – po trzy pokłony, po dwóch pozostałych – po jednym.

Żegnać się z pokłonami do ziemi należy:

  1. Podczas postu wchodząc do świątyni i wychodząc z niej – trzy razy.
  2. Podczas postu na jutrzni po każdym refrenie do pieśni Bogarodzicy „Wieliczit dusza moja Hospoda” po słowach „Tia wieliczajem”.
  3. Podczas liturgii na początku śpiewu „Dostojno i prawiedno jest’”.
  4. Po zakończeniu pieśni „Tiebie pojem…”.
  5. Po „Dostojno jest’…’” albo zadostojnika.
  6. Przy zawołaniu „Swiataja swiatym”.
  7. Przy zawołaniu „I spodobi nas, Władyko…” przed śpiewaniem „Otcze nasz”.
  8. Podczas wynoszenia Świętych Drów, przy słowach „So strachom Bożiim i wieroju pristupitie”, i drugi raz – przy słowach „Wsiehda, nynie i prisno…”.
  9. Podczas Wielkiego Postu na wielkim powieczerzu przy śpiewaniu „Prieswiataja Władyczice…” – na każdym wierszu; przy śpiewie „Bohorodice Diewo, radujsia…” itd. na wielkopostnej wieczierni czynione są trzy pokłony.
  10. Podczas Wielkiego Postu przy czytaniu modlitwy „Hospodi i Władyko żiwota mojeho…”.
  11. Podczas Wielkiego Postu przy końcowym śpiewie „Pomiani nas, Hospodi, jehda priidieszi wo Carstwii Twojem” czynione są trzy pokłony do ziemi.

Pokłon do pasa bez żegnania się czyniony jest:

  1. Przy słowach kapłana „Mir wsiem”, „Błahosłowienije Hospodnie na was…”, „Błahodat’ Hospoda naszieho Iisusa Christa…”, „I da buduj miłosti Wielikaho Boha…”.
  2. Przy słowach diakona „I wo wieki wiekow” (po zawołaniu kapłana „Jako swiat jesi, Boże nasz” przed śpiewaniem Trójświętego).

Niedopuszczane są pokłony do ziemi:

  1. W dni niedzielne, w dni od Narodzenia Chrystusa do Kreszczenija, od Paschy do Pięćdziesiątnicy, w święto Przemienienia.
  2. Przy słowach „Hławy nasza Hospodiewi prikłonim” czy „Hławy wasza Hospodiewi prikłonitie” wszyscy modlący się skłaniają głowy (bez żegnania się), ponieważ w tym czasie kapłan tajemnie (to znaczy po cichu), a podczas litanii głośno czyta (odmawia) modlitwę, w której modli się za wszystkich obecnych, którzy skłonili głowy. Modlitwa ta kończy się zawołaniem, w którym oddawana jest chwała Świętej Trójcy.

 

O kapłańskim błogosławieniu

Swiaszczenniki (swiaszczennosłużitieli) czyli kapłani – to ludzie, którzy otrzymali poprzez sakrament Swiaszczenstwa (Kapłaństwa) łaskę Ducha Świętego do świętej służby dla Cerkwi Chrystusowej, są to biskupi (archijereje) i duchowni (jereje) ocieniają nas znakiem krzyża. Takie położenie na nas znaku krzyża nazywa się błogosławieństwem.

Kiedy duchowny czy biskup błogosławi nas ręką, to składa on palce tak, żeby one przedstawiały litery IC XC, czyli Jezus Chrystus. To znaczy, że przez kapłana błogosławi nas Sam Pan nasz Jezus Chrystus. Dlatego błogosławieństwo kapłana powinniśmy przyjmować z czcią (bogobojnością).

Kiedy w cerkwi święci słudzy ocieniają (błogosławią) ludzi krzyżem albo Ewangelią, ikoną albo czaszą, to wszyscy żegnają się i czynią pokłon do pasa, a kiedy błogosławią świecami, ręką albo kadzą, wypowiadają słowa ogólnego błogosławieństwa „Mir wsiem” i inne, to należy uczynić pokłon do pasa bez żegnania się; nie należy przy tym składać swoich rąk, jak to robimy przy osobistym błogosławieństwie, tym bardziej podnosić ich później do ust czy piersi.

Żeby otrzymać osobiste błogosławienie od kapłana czy biskupa, trzeba składać ręce nawskrzyż: prawą na lewą dłońmi do góry, wypowiadając słowa: „Błahosłowitie, batiuszka (albo władyko)”. Otrzymawszy błogosławieństwo, całujemy rękę, nas błogosławiącą, – całujemy jakby niewidzialną rękę Samego Chrystusa Zbawiciela. Jak mówi swiatitiel Ioann Złotousty, „nie człowiek błogosławi, a Bóg jego ręką i językiem”. Jasne to jest również ze słów kapłana „Boh Błahosłowit!” Przywołuj więc błogosławienie Boże nie tylko w sprawach ważnych i przedsięwzięciach niebezpiecznych, ale i we wszystkich twoich zwykłych życiowych zajęciach: na swój pokarm, żeby spożywać go na zdrowie; na swoją uczciwą pracę i w ogóle na dobre swoje poczynania, aby odnieść sukces; na twoją drogę, żeby była pomyślna; na dzieci swoje, żeby wyrosły w wierze i pobożności; na całe mienie swoje, żeby się pomnażało na pożytek tobie i twoim bliźnim.

Bez błogosławieństwa Bożego żadna sprawa nie może się udać. Dlatego to bogobojni nasi przodkowie starali się wszelkie zajęcia zaczynać po modlitwie i przyjąwszy błogosławieństwo kapłana.

 

O pominowienii (modlitewnym wspominaniu)

Główne modlitwy o zdrowie żywych i pokój dusz zmarłych prawosławnych chrześcijan Cerkiew czyni na Boskiej Liturgii, przynosząc za nich bezkrwawą ofiarę Bogu. W tym celu trzeba przed rozpoczęciem Liturgii (albo poprzedniego Dina wieczorem) podać w cerkwi zapiskę z ich imionami (wpisywać można tylko ochrzczonych, prawosławnych). Na proskomidii z prosfor będą wyjęte cząstki za ich zdrowie lub za pokój duszy, a w końcu Liturgii opuszczone do świętej czaszy i obmyte Krwią Syna Bożego na znak obmycia przez Chrystusa ludzkich grzechów. Pamiętajmy, że wspomnienie podczas Boskiej Liturgii – to największy skarb dla tych, którzy są nam drodzy.

Na górze zapiski zwykle umieszczany jest ośmioramienny prawosławny krzyż. Następnie wskazany jest rodzaj wspomnienia: „O zdrawii” albo „O upokojenii”, potem dużymi literami wyraźnym pismem pisane są imiona wspominanych w dopełniaczu (odpowiadające na pytanie „kogo?”), przy czym pierwsi wspominani są duchowni i mnisi ze wskazaniem rangi stopnia mniszego (na przykład, metropolita Ioanna, schiihumiena Sawwy, protojereja Aleksandra, monachini Rachili, Andreja, Niny).

Wszystkie imiona powinny być podane w cerkiewnej pisowni (na przykład, Tatiany, Aleksija) i w pełnym brzmieniu (Michaiła, Lubowi, a nie Miszy, Luby).

Ilość imion na zapisce nie ma znaczenia; jednak trzeba pamiętać, że niezbyt długie zapiski kapłan może przeczytać uważniej. Dlatego lepiej podać kilka zapisek, jeśli chcesz wspomnieć wielu swoich bliskich.

Podając zapiski, parafianin wnosi ofiarę na potrzeby monasteru czy świątyni. Dla uniknięcia nieporozumień należy pamiętać, że różnica w cenach (zamawiane czy zwykłe zapiski) odzwierciedla jedynie różnicę w sumie ofiary. Nie należy niepokoić się też, jeśli nie usłyszycie wspominania waszych krewnych podczas ektenii. Jak powiedziano wyżej, główne wspominanie odbywa się podczas proskomidii przy wyjmowaniu cząstek z prosfor. Zaś podczas ektenii za zdrowie lub za pokój dusz można wyjąć swoją książeczkę i pomodlić się za bliskich.

Odnosząc się do dodatkowych informacji o człowieku wspominanym w zapisce, należy powiedzieć następujące. Jedyne, co powinien wiedzieć kapłan służący proskomidię – to imię chrześcijanina dane mu podczas chrztu albo (dla mnichów) przy postrzyżynach, a także rangę kapłaństwa lub stopień mnisi, jeśli takie są.

Wielu, prawda, wskazuje w swoich zapiskach przed imieniem niektóre informacje o wieku, tytule czy stanie swoich krewnych, na przykład, mł. (mładieniec, czyli dziecko do 7 lat), otr. (otrok lub otrokowica – do 14 lat), w. (woin), bol. (bolaszczij, bolaszczaja), zak. (zakluczennyj, zakluczennaja), put. (putiesziesteujuszczij, putiesziestwujuszczaja), ub. (ubijennyj, ubijennaja).

Prawosławna Cerkiew nie popiera takiego zwyczaju, ale nie zabrania go. Nie wskazuje się w zapiskach nazwisk, świeckich stopni i tytułów, stopnia pokrewieństwa. Nie należy pisać „strażduszczeho”, „nużdajuszczehosia”, „zabłudszeho”. W zapiskach „O upokojenii” zmarły w ciągu czterdziestu dni po śmierci nazywany jest „nowopriedstawlennyj”.

Oprócz ogólnych nabożeństw (Liturgia, Wiecziernia, Utrienia) w Prawosławnej Cerkwi istnieją prywatne nabożeństwa, nazywane trebami (ponieważ służone są według potrzeb, na zamówienie parafian, wśród nich są molebny (za żywych) i panichidy (za zmarłych). Służone są one zwykle po zakończeniu Liturgii i zamawiane tam samo, gdzie przyjmowane są zapiski i sprzedawane świece.

Molebien można zamówić do Zbawiciela (dziękczynny, za chorych, za podróżujących i inne), Do Bożej Matki (przed różnymi Jej ikonami) albo do czczonych świętych – według życzenia parafianina.

Bóg chce, abyśmy otrzymywali pomoc od Niego w swoich potrzebach poprzez modlitwy do Bogarodzicy i świętych. Tak, na przykład, modlitwy przed ikoną Bożej Matki „Nieupiwajemaja Czasza”, do świętego męczennika Wonifatija, sprawiedliwego Ioanna Kronsztadzkiego pomagają od dolegliwości pijaństwa; swiatitiel Mikołaj Cudotwórca jest opiekunem podróżujących, pomaga wydać córki za mąż, w ogóle szybko reaguje na przeróżne prośby o pomoc; święci wojownicy Fieodor Stratiłat, Ioann Woin, błahowiernyj kniaź Aleksandr Newski i inni, a także Ioann Priedtiecza opiekują się prawosławnymi żołnierzami; w czasie chorób uciekamy się po pomoc do wielkomęczennika i uzdrowiciela Panteleimona, świętych lekarzy-bezsrebrników Kosmy i Damiana; zaś nazwy wielu ikon Bożej Matki (na przykład, „Wsiech skorbiaszczich Radost’”, „Sporucznica grzesznych”, „Umiahczienije złych sierdiec”, „Mlekopitatielnica”, „Miłujuszczaja”, „Skoroposłusznica”, „Celitielnica”, „Nieopalimaja Kupina”, „Wzyskanije pogibszich”, „Nieczajannaja Radost’”, „Utoli moja pieczali”, „Prizri na smirienije”) mówią o tym, że Ona – nasza gorliwa Orędowniczka przed Bogiem w różnych potrzebach.

W końcu molebna zwykle duchowny dokonuje poświęcenia ikon, krzyżyków, kropiąc je świętą wodą i czytając modlitwę.

Panichida służona jest przed kanunem (panichidnikiem) – specjalnym stolikiem z wizerunkiem ukrzyżowania i rzędami podświeczników. Tu też można zostawić ofiary na potrzeby świątyni ku pamięci o zmarłych bliskich.

Zapiski na molebien czy panichidę formalizowane są następująco: na górze wskazywany jest rodzaj zapiski, (na przykład, „Molebien Błahodarstwiennyj Spasitielu”, „Molebien Władimirskoj ikonie Bożijej Materii o zdrawije”, „Panichida”), a dalej pisane są imiona jak zwykle.

W wielu monasterach istnieje szczególna treba – modlitewne wspominanie żywych i umarłych podczas czytania Psałterza (taki dawny prawosławny zwyczaj).

W monasterach i w cerkwiach przyjmowane są zapiski dla wspominania żywych i umarłych chrześcijan na 40 dni (sorokoust), na pół roku i na rok. W tym przypadku imiona zapisywane są w pominalnych sinodikach (liturgicznych książeczkach intencyjnych) i bracia monasteru albo świątyni w ciągu wskazanego okresu podczas każdego nabożeństwa modlą się za naszych krewnych.

Rozumiejąc, że najważniejsze, co możemy zrobić dla naszych bliskich (zwłaszcza zmarłych) – to dać zapiskę o wspomnienie podczas liturgii, nie należy zapominać modlić się za nich w domu i dokonywać uczynków miłosierdzia.

 

O prosforze, antidorze i artosie

Prosfora swoim pochodzeniem sięga pradawnych czasów. Praobrazem jej był chleb ofiarny w przybytku Mojżesza. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa wierni sami przynosili z sobą chleb, wino, olej (czyli oliwę z oliwek), wosk na świece – wszystko, co potrzebne do dokonania nabożeństwa. To przynoszenie (po grecku prosfora), czy ofiarowanie, przyjmowali diakoni; imiona przynoszących zapisywali na szczególnej liście, którą z modlitwą odczytywali podczas poświęcania darów. Krewni i bliscy zmarłych czynili przynoszenia w ich imieniu, i imiona zmarłych też wspominane były w modlitwie. Z tych dobrowolnych ofiar (prosfor) wydzielano część chleba i wina dla przeistoczenia w Ciało i Krew Chrystusa, z wosku przygotowywano świece, a pozostałe dary, nad którymi też odmawiano modlitwy, rozdawano wiernym. Później prosforą zaczęto nazywać tylko chleb, wykorzystywany do dokonania Liturgii. Z czasem zaczęto zamiast zwykłego chleba specjalnie wypiekać prosfory w cerkwi, przyjmując jako ofiarę oprócz zwykłych darów również pieniądze.

Prosfora składa się z dwóch części, które przygotowywane są z ciasta oddzielnie i później są łączone razem. Na wierzchniej części stawiana jest pieczęć, przedstawiająca czteroramienny krzyż z napisami nad poprzeczką krzyża IC i XC (Iisus Christos), pod poprzeczką HI KA (NI KA – po grecku zwycięstwo). Prosfora przygotowana jest z mąki z ziaren niezliczonej ilości kłosów, oznacza ludzkie jestestwo, składające się z mnóstwa elementów natury, i ludzkość w całości, składającą się z mnóstwa ludzi. Przy tym dolna część prosfory odpowiada ziemskiej (cielesnej) składowej człowieka i człowieczeństwa; wierzchnia część z pieczęcią odpowiada duchowemu początkowi człowieka i ludzkości, w którym zapieczętowany jest obraz Boży i tajemnie obecny jest Duch Boży. Boża obecność i duchowy początek (pierwiastek) przenikają sobą całe jestestwo człowieka i ludzkości, co podczas przygotowania prosfor oddawane jest dodaniem świętej wody i drożdży do wody. Święta woda symbolizuje przy tym łaskę Bożą, a drożdże – życiotwórczą moc Ducha Świętego, dającą życie wszelkiemu stworzeniu. Odpowiada to słowom Zbawiciela o życiu duchowym, dążącym do Carstwa Niebiańskiego, które On upodabnia do zakwaski, włożonej do mąki, dzięki czemu stopniowo podnosi się (wyrasta) całe ciasto.

Rozdzielenie prosfory na dwie części w widzialny sposób przedstawia to niewidzialne rozdzielenie natury człowieka na ciało) mąka i woda) i duszę drożdże i święta woda), będące w nierozerwalnej ale i nie zmieszanej jedności, dlatego też górna i dolna część prosfory przygotowywane są oddzielnie, ale potem łączone tak, że stają się jedną całością. Pieczęć na górnej części prosfory oznacza w widzialny sposób niewidzialną pieczęć obrazu Bożego, przenikającego całe jestestwo człowieka i będącego w nim wyższym pierwiastkiem. Taka budowa prosfory odpowiada budowie człowieka do upadku w grzech i naturze Pana Jezusa Chrystusa, Który przywrócił w Sobie ten naruszony przez upadek układ.

Prosforę można otrzymać w miejscu sprzedawania świec po Liturgii, podawszy przed rozpoczęciem nabożeństwa zapiskę „O zdrawii” albo „O upokojenii”. Imiona wskazane w zapiskach, są czytane w ołtarzu, i za każde imię z prosfory wyjmowana jest cząstka, dlatego taka prosfora nazywa się jeszcze „wyjęta”.

W końcu Liturgii, modlącym się rozdawany jest antidor – maleńkie części prosfory, z której podczas proskomidii był wyjęty Święty Agniec (Baranek). Greckie słowo antidor pochodzi od słów anti – zamiast i di oron –dar, czyli dokładne tłumaczenie tego słowa – zamiastdarów.

„Antidor – mówi święty Simieon Sołuński – jest świętym chlebem, który był przyniesiony w ofierze i którego środek został wyjęty i wykorzystany do swiaszczennodiejstwija (celebracji); ten chleb jako naznaczony kopią i który przyjął Boskie słowa podawany jest zamiast Strasznych Darów, to jest Sakramentu, tym, którzy do nich nie przystąpili.”

Antidor należy przyjmować z uwielbieniem, złożywszy dłonie nawskrzyż, prawą na lewą, i całując podającą ten dar rękę kapłana. Według zasad Cerkwi, antidor powinien być spożywany w świątyni, na czczo i pobożnością, dlatego że to chleb święty, chleb z Bożego stołu ofiarnego, część z ofiary złożonej na ołtarzu Chrystusowym, od którego otrzymuje on niebiańskie uświęcenie.

Słowo artos (po grecku chleb na zakwasie) oznacza wspólny dla wszystkich członków Cerkwi poświęcony chleb, inaczej cała prosfora.

Artos w ciągu całej Swietłej Siedmicy (Tygodnia Paschalnego) zajmuje w świątyni najbardziej poczesne miejsce wraz z obrazem Zmartwychwstania Pańskiego i na zakończenie paschalnych uroczystości rozdawany jest wiernym.

Spożywanie artosa zaczyna się od samego początku chrześcijaństwa. Czterdziestego dnia po Zmartwychwstaniu Pan Jezus Chrystus wzniósł się na niebo. Uczniowie i zwolennicy Chrystusa znajdowali pocieszenie w modlitewnych wspomnieniach o Panu – oni przypominali każde Jego słowo, każdy krok i każdą czynność. Zbierając się na wspólną modlitwę, oni wspominali Tajną Wieczerzę i priczaszczali się (przyjmowali) Ciało i Krew Chrystusa. Przygotowując zwykły posiłek, oni honorowe miejsce przy stole zostawiali niewidzialnie obecnemu Panu i kładli w tym miejscu chleb. Naśladując apostołów, pierwsi pasterze Cerkwi ustanowili w święto Zmartwychwstania Chrystusa kłaść w świątyni chleb jak widzialne wyrażenie tego, że Zbawiciel, Który za nas cierpiał stał się dla nas prawdziwym chlebem życia.

Na artosie przedstawiane jest Zmartwychwstanie Chrystusa albo krzyż, na którym widnieje tylko cierniowy wieniec, ale nie ma ukrzyżowanego Chrystusa – jako znak zwycięstwa Chrystusowego nad śmiercią.

Artos wyświęcany jest szczególną modlitwą, pokropieniem świętą wodą i kadzeniem pierwszego dnia Świętej Paschy podczas Liturgii po pozaambonowej (czytanej przed amboną) modlitwie. Artos kładziony jest na solei naprzeciwko carskich wrót na przygotowanym stoliku. Po kadzeniu wokół stolika z artosem kapłan czyta szczególną modlitwę, poczym trzykrotnie okrapia artos świętą wodą ze słowami: „Błahosłowlajetsia i oswiaszczajetsia artos siej okropleniejem wody sieja swiaszczennyja wo imia Otca i Syna i Swiataho Ducha. Amiń”. (Błogosławi się i oświęca się ten artos przez pokropienie tą świętą wodą w imię Ojca i Syna i Świętego Ducha. Amiń”).

Poświęcony artos stawiany jest na solei przed ikoną Zbawiciela, gdzie leży w ciągu całego Paschalnego Tygodnia. We wszystkie dni Swietłej Siedmicy po zakończeniu Liturgii z artosem uroczyście dokonywany jest krestnyj chod (procesja) dookoła świątyni. W sobotę Swietłej Siedmicy w końcu Liturgii kapłan wygłasza specjalną modlitwę, podczas której artos jest rozdrabiany, a podczas całowania krzyża rozdawany ludziom jako świętość.

Cząstki artosa, otrzymane w cerkwi, z czcią przechowywane są przez wiernych jak duchowe lekarstwo od chorób i niemocy. Artos spożywany jest w szczególnych przypadkach, na przykład, podczas choroby, i zawsze ze słowami „Christos woskriesie!”.

Prosforę i artos przechowuje się w świętym kąciku przy ikonach. Zepsute prosfory i artos trzeba spalić samemu (albo odnieść w tym celu do cerkwi) albo też puścić po rzece z czystą wodą.

 

O świętej wodzie

Całe nasze życie wraz z nami jest wielka świętość – święta woda (po grecku „agiasma” – „świętość”).

Oświęcona woda jest obrazem łaski Bożej: ona oczyszcza wierzących ludzi od nieczystości duchowych, uświęca i wzmacnia ich na trud zbawienia w Bogu.

My po raz pierwszy zanurzamy się w niej podczas Chrztu, kiedy podczas przyjęcia tego sakramentu bywamy trzykrotnie pogrążeni w chrzcielnicy, napełnionej świętą wodą. Święta woda w sakramencie Chrztu omywa nieczystości grzechu człowieka, odnawia i odradza go do nowego życia w Chrystusie.

Święta woda obowiązkowo obecna jest w czasie wyświęcania świątyń i wszelkich przedmiotów, wykorzystywanych w nabożeństwach, przy wyświęcaniu mieszkań, budynków, albo rzeczy codziennego użytku. Nas pokrapiają świętą wodą podczas krestnych chodów (procesji), przy molebnach.

W dniu Bohojawlenija (Objawienia Pańskiego, Chrztu Pańskiego) każdy prawosławny chrześcijanin niesie do domu naczynie ze świętą wodą, troskliwie przechowuje ją jako największą świętość, z modlitwą priczaszczając się świętą wodą, (przyjmując, stając się uczestnikiem świętości) podczas chorób i wszelkich niemocy.

„Oświęcona woda – jak pisał swiatitiel Dimitrij Chierconskij – ma siły do uświęcenia dusz i ciał wszystkich, korzystających z niej”. Ona, przyjmowana z wiarą i modlitwą, leczy nasze cielesne choroby. Prepodobny Sierafim Sarowski po spowiedzi pielgrzymów zawsze dawał im skosztować z czaszy świętej bohojawleńskiej wody.

Prepodobny Amwrosij Optyński śmiertelnie choremu posłał butelkę ze świętą wodą – i nieuleczalna choroba ku zdziwieniu lekarzy ustąpiła.

Starec hieroschimnich* Sierafim Wyrickij zawsze radził okrapiać produkty i sam pokarm jordańską (kreszczeńską) wodą, która, według jego słów, „sama wszystko oświęca)”. Kiedy ktoś ciężko chorował, starec Sierafim błogosławił przyjmować po stołowej łyżce oświęconej wody co godzinę. Starec mówił, że mocniejszego lekarstwa, niż święta woda i oświęcony olej – nie ma.

Ryt poświęcenia wody, który dokonywany jest w święto Bohojawlenija, nazywa się wielkim ze względu na szczególnie uroczysty obrzęd, przeniknięty wspominaniem Chrztu Pańskiego, w którym Cerkiew widzi nie tylko tajemne (sakramentalne) obmycie grzechów, ale i rzeczywiste oświęcenie samej natury wody poprzez zanurzenie w niej ucieleśnionego Boga.

Wielkie poświęcenie wody dokonywane jest dwukrotnie – w sam dzień Bohojawlenija, a także w przeddzień, podczas wieczierni Bohojawlenija (w Wigilię Krieszczenija (Chrztu Pańskiego)). Niektórzy wierni mylnie zakładają, że woda, oświęcona w te dni, różni się. Ale w rzeczywistości w wigilię i w samym dniu Święta Krieszczenija podczas oświęcznia wody dokonywany jest ten sam ryt.

Jeszcze swiatitiel Ioann Złotousty mówił, że święta bohojawleńska woda w ciągu wielu lat nie ulega zepsuciu, bywa świeża, czysta i przyjemna, jakby przed chwilą zaczerpnięta była z żywego źródła. Oto cud łaski Bożej, który i teraz widzi każdy!

Według wiary Cerkwi, agiasma – to nie zwykła woda o duchowym znaczeniu, ale nowy byt, duchowo-cielesny byt, wzajemne połączenie Nieba i ziemi, łaski i substancji, i przy tym najściślejsze.

Oto dlaczego wielka agiasma według kanonów cerkiewnych uważana jest jak swego rodzaju niższy stopień Świętego Priczaszczenija: w tych przypadkach, kiedy z powodu popełnionych grzechów na członka Cerkwi nakładana jest epitemia i zakaz przystępowania do Świętego Ciała i Krwi Chrystusa, zwykle czynione jest kanoniczne powiedzenie: „Tylko agiasmę niech pije”.

Kreszczeńska woda – to świętość, która powinna być w każdym domu prawosławnego chrześcijanina. Ją troskliwie przechowują w świętym kąciku przy ikonach.

Oprócz wody kreszczeńskiej prawosławni chrześcijanie często wykorzystują wodę, oświęcaną podczas molebni (małe oświęcenie wody), dokonywanych w ciągu całego roku. Obowiązkowo małe oświęcenie wody dokonywane jest przez Cerkiew w dniu Proischożdienije Czestnych drew Żiwotworiaszczeho Kriesta Hospodnia (Wspomnienie świętego drzewa Krzyża Pańskiego) i w dniu Priepołowienija (Przepołowienia), kiedy wspominane są pełne najgłębszej tajemnicy słowa Zbawiciela, powiedziane przez Niego samarytańskiej kobiecie: „Kto będzie pić wodę, którą Ja mu dam, ten nie będzie pragnąć na wieki; ale woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody, płynącej w życie wieczne” (Ewangelia od Jana, rozdział 4, wiersz 14).

Świętą kreszczeńską wodę przyjęte jest przyjmować na czczo razem z prosforą po porannych modlitwach ze szczególnym szacunkiem jak świętość. „Kiedy człowiek przyjmuje prosforę i świętą wodę – mówi zatwornik Gieorgij Zadoński – wtedy nie przybliża się do niego duch nieczysty, dusza i ciało uświęcają się, myśli rozjaśniają się na ugodzenie Bogu, i człowiek bywa skłonny do postu, modlitwy i do wszelkich cnót (dobrych uczynków).

 

*Hieroschimnich (Hieroschimozakonnik) – kapłan w stanie zakonnym, prowadzący życie na zasadzie złożenia wielkich ślubów zakonnych.

 

PS. Pamiętam, swego czasu wielokrotnie prosił mnie o kreszczeńską wodę znajomy katolik będący aktywnym członkiem PZPR – przypis E. M.

 

Modlitwa na przyjęcie prosfory i świętej wody

Hospodi Boże moj, da budiet dar Twoj swiatyj i swiataja Twoja woda w proswieszczenije uma mojeho, w ukrieplenije duszewnych i tielesnych sił moich, wo zdrawije duszi i tieła mojeho, w pokorienije strastiej i niemoszcziej moich po biespriedielnomu miłosierdiju Twojemu molitwami Prieczistyja Twojeja Matieri i wsiech swiatych Twoich. Amiń.

(Panie Boże mój, niech będzie dar Twój święty i święta Twoja woda na oświecenie umysłu mego, na wzmocnienie sił duszy i ciała mego, dla zdrowia duszy i ciała mego, na ukorzenie namiętności i niemocy moich według bezgranicznego miłosierdzia Twego modlitwami Przeczystej Twojej Matki i wszystkich świętych Twoich. Amiń.)

 

O cerkiewnej świecy

Cerkiewna świeca – święte dziedzictwo Prawosławia. Jest ona symbolem naszego duchowego związku ze świętą Matką-Cerkwią. Świece, które wierni kupują w cerkwi, żeby postawić na podświeczniki przed ikonami, mają kilka duchowych znaczeń: ponieważ świeca jest kupowana, jest znakiem dobrowolnej ofiary człowieka Bogu i Jego świątyni, wyrażeniem gotowości człowieka do posłuszeństwa Bogu (miękkość wosku), jego pragnienia przebóstwienia, przemiany w nowe stworzenie (palenie się świecy). Świeca jest też świadectwem wiary, przynależności człowieka do Boskiego świata. Świeca wyraża ciepło i płomień miłości człowieka do Pana, Matki Bożej, Anioła lub świętego, przed ikoną którego wierny stawia swoją świecę.

Zapalanie świec w świątyni – to część służby, to składanie ofiary Bogu, i jak nie można zakłócać należytego porządku w świątyni niegodnym, niespokojnym zachowaniem się, tak samo nie można stwarzać bałaganu, przekazując przez całą cerkiew podczas nabożeństwa swoją świecę, czy, jeszcze gorzej, przeciskać się do podświecznika, żeby postawić ją samemu.

Jeśli chcesz postawić świecę – przychodź przed rozpoczęciem służby. Żałośnie jest widzieć, jak ci którzy przyszli do cerkwi w środku służby, spóźnialscy, w najważniejszych i najbardziej uroczystych momentach nabożeństwa, kiedy wszyscy zamierają w dziękczynieniu Bogu, naruszają porządek w cerkwi, przekazując swoje świece, rozpraszając innych wiernych.

Jeśli ktoś spóźnił się na służbę – niech doczeka się końca nabożeństwa, i wtedy, jeśli ma takie życzenie lub potrzebę, postawi świecę, nie rozpraszając innych i nie zakłócając porządku.

Zakup świec jest małą ofiarą Bogu i Jego świątyni, ofiarą dobrowolną i nieobciążającą. Dlatego należy nabywać świece w tej świątyni, dokąd przyszliśmy się pomodlić. Droga świeca wcale nie jest pełniejsza łaski niż maleńka. Nie ma też obowiązujących zasad, gdzie i ile świec powinni stawiać wierni. Jednak według przyjętej tradycji w pierwszej kolejności stawia się świece przed ikoną Święta albo czczoną ikoną świątyni, potem przy relikwiach świętego, jeśli takie są w cerkwi, przed swoim świętym (którego imię nosisz), a dopiero potem za zdrowie czy pokój dusz. Za zmarłych świece stawia się na kanun (panichidnik) przed ukrzyżowaniem, w myślach wymawiając: „Pomiani, Hospodi, usopszieho raba Twojeho (imię) i prosti jeho sohrieszienija, wolnyje i niewolnyje, i daruj jemu Carstwije Niebiesnoje” (Wspomnij, Panie, zmarłego sługę Twego (imię) i wybacz jego grzechy, wolne i niewolne, i daruj mu Carstwo Niebiańskie).

Za zdrowie czy w jakiejkolwiek potrzebie zwykle świece stawia się Zbawicielowi, Bożej Matce, świętemu wielkomęczennikowi i uzdrowicielowi Pateleimonowi, a także tym świętym, komu Pan darował szczególną łaskę uzdrawiać choroby i pomagać w przeróżnych potrzebach.

Postawiwszy świecę przed wybranym przez ciebie świętym Bożym, w myślach powiedz: „Swiatyj uhodnicze Bożij (imię), moli Boha obo mnie, hriesznom (albo imię, za kogo prosisz)” (Święty Boży (imię), módl się do Boga za mnie, grzesznego (albo imię, za kogo prosisz)).

Następnie trzeba podejść i, przeżegnawszy się i pokłoniwszy się, przyłożyć się do ikony (ucałować ikonę).

Trzeba pamiętać: żeby modlitwy doszły, modlić się do świętych Bożych trzeba z wiarą w siłę ich orędownictwa przed Bogiem i ze słowami, płynącymi z serca.

Jeśli stawiasz świecę przed ikoną wszystkich świętych, skieruj umysł swój do całego zgromadzenia świętych i wszystkich zastępów niebiańskich i módl się: „Wsi swiatii, molitie Boha o nas” (Wszyscy święci, módlcie się do Boga za nas). Wszyscy święci zawsze modlą się do Boga za nas. On przecież jeden wszystkich miłuje, wobec próśb świętych Swoich zawsze jest wyrozumiały.

 

O całowaniu Świętej Ewangelii, Krzyża, świętych relikwii i ikon

Przy przykładaniu się do Świętej Ewangelii, Krzyża, świętych relikwii i ikon (całowaniu ich) należy podchodzić w należytym porządku, bez pośpiechu i nie tłocząc się, czynić dwa pokłony przed całowaniem i jeden po ucałowaniu świętości, pokłony czynić według dnia – do ziemi albo głębokie do pasa, dotykając ręką ziemi. Przykładając się do ikon Zbawiciela, należy całować w nóżkę (jeśli ikona przedstawia Zbawiciela do pasa – w rączkę); do ikon Bożej Matki i świętych – w rączkę; do ikony Nierukotworennoho (nie ręką uczynionego) obrazu Zbawiciela i do ikony Usieknowienija (ścięcia) głowy świętego Jana Chrzciciela – w warkocz (kosmyk) włosów.

Na ikonie może być przedstawionych kilka świętych postaci, ale przy zgromadzeniu modlących się całować ikonę należy jeden raz, aby nie zatrzymywać innych i tym nie zakłucać porządku w świątyni.

Przed ikoną Zbawiciela można wymawiać w sobie (cichutko) modlitwę Jezusową: „Hospodi Iisusie Christie, Synie Bożij, pomiłuj mia hriesznaho (hriesznuju)”, albo: „Biez czisła sohrieszich, Hospodi, pomiłuj mia” (Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznym (grzeszną) lub: Nagrzeszyłem niezliczenie, Panie, zmiłuj się nade mną).

Przed ikoną Przenajświętszej Bogarodzicy można wypowiadać następującą modlitwę: „Prieswiataja Bohorodice, spasi nas” (Przenajświętsza Bogarodzico, zbaw nas).

Przed Świętym Życiotwórczym Krzyżem Chrystusowym wymawia się modlitwę „Kriestu Twojemu pokłaniajemsia, Władyko, i Swiatoje Woskriesienije Twoje sławim” (Krzyżowi Twemu kłaniamy się Władyko i Święte Zmartwychwstanie Twoje wysławiamy) następnie czynimy pokłon.

 

Jak zaszczepić dziecku miłość do Boga? – Odpowiedzi duszpasterzy

Jak wychować dziecko w miłości do Boga i Cerkwi, żeby ono, poczuwszy tę miłość jeszcze w dzieciństwie, nie straciło jej i nie zamieniło na pokusy tego świata w młodości i młodzieńczości? Czy wystarczy regularnie przychodzić z nim na nabożeństwa i/czy na zajęcia do niedzielnej szkoły? Co mają robić rodzice, żeby miłość do Boga utrwaliła się w sercu ich dziecka? I czego w żadnym wypadku nie należy robić?

Najważniejsze – przykład rodziców

Ihumen Niektarij (Morozow):

W całkiem naturalny sposób dziecko ucieleśnia to, co widzi w swoich rodzicach, co jest treścią ich życia. Ja nie jestem przekonany, że dziecku miłość do Boga można zaszczepić, ale jestem przekonany, że jeśli rodzice dziecka – są ludźmi, szczerze, z całego serca kochającymi Boga, to ich miłość do Boga obowiązkowo udzieli się dziecku. Najważniejsze, żeby ono widziało konkretne przejawy tej miłości, żeby rosło w atmosferze miłości i żeby miłość do Boga w życiu jego rodziców nie okazała się oddzielona od miłości do innych ludzi.

Protojerej Siergij Prawdolubow:

- W pytaniu jest nieścisłość. Po co zaszczepiać i co zaszczepiać? Dziecko może czuć i rozumieć więcej, niż dorosły. Najważniejsze – nie odgradzać sobą dążenia dziecka do Boga, nie stać się dla niego przeszkodą.

Miłość do Boga nie jest przekazywana słowami, jedynie tylko uczynkami i samym życiem. Jeśli ojciec i matka „nie potrzebują Boga”, to czy dziecko potrafi wtedy pokonać barierę obojętności wobec Niego i brak zwracania się do Boga w życiu codziennym? Tylko przez wiarę i modlitwę, tylko przez aktywny i codzienny kontakt z rodzicami, i z ich relacją do Boga rozwinie się i utrwali w dziecku miłość do swego Stwórcy.

Prowadzać do niedzielnej szkoły nie ma sensu, jeśli samym nie chodzić do cerkwi, nie modlić się do Boga, nie uczestniczyć w świętach i w całym cudownie przepięknym rocznym cyklu nabożeństw i pamięci. Tak więc zasada bardzo prosta: żyjcie pełnym życiem cerkiewnym, sami kochajcie Boga – wtedy i dziecko poczuje, zrozumie i pokocha Pana. Żadnych szczepionek, ani sztucznie-wymuszanego zaszczepiania nie będzie trzeba.

Protojerej Maksim Kozłow:

- Najważniejsze – przykład. Dlatego że mówić słowa, którym nie towarzyszyłby przykład życia – to wychowywać jeśli nie ateistę, to agnostyka (niedowiarka). Najlepszy sposób – to dobre pobożne chrześcijańskie życie rodziców czy nauczycieli, jeśli mowa jest o nauczycielach. Jeśli dzieci będą widzieć, że dla nas pierwsze z przykazań nie jest abstrakcją i nie formułą uprzejmości, a tym, do czego my rzeczywiście dążymy, wtedy one zechcą tego właśnie się nauczyć.

Obowiązkowo uczyć dzieci Przykazań Bożych

Protojerej Oleg Stieniajew:

- W Piśmie Świętym pojęcie „miłość” wiąże się wypełnieniem Bożego Zakonu (Prawa). Miłość – to nie jest jakieś abstrakcyjne (oderwane) uczucie przywiązania, życzliwości czy czegoś jeszcze. Kochający buduje relacje z obiektem miłości takie, które odpowiadają Bożym Przykazaniom. I Boży Zakon reguluje relacje między człowiekiem i Bogiem, człowiekiem i człowiekiem. Dlatego najlepszym sposobem zaszczepienia dziecku miłości – to uczyć je Przykazań Bożych.

Jest napisane: „I będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą i całą swoją mocą” (Powtórzonego Prawa 6: 5). Co to znaczy: kochać Boga całą swoją mocą? Siłą mężczyzny są jego synowie, dzieci. Dlatego dalej jest powiedziane: „A te słowa, które ja tobie dziś przykazuję, niech będą w twoim sercu. I wpajaj je dzieciom twoim i mów je, siedząc w domu twoim i idąc drogą, i kładąc się i wstając” (Powtórzonego Prawa 6: 6-7). Co znaczy „wpajaj je dzieciom twoim i mów o nich”? „Wpajaj” – to znaczy niech dzieci uczą się przykazań na pamięć; „mów o nich, siedząc w domu twoim” – wyjaśniaj sens każdego przykazania dzieciom, tłumacząc każdy dogmat wiary. Słowa „idąc drogą, i kładąc się i wstając” wzywają rodziców uczyć dzieci ścieżkami życia (idąc drogą), a słowa „kładąc się i wstając” wzywają uczyć dzieci poprzez poranne i wieczorne modlitwy.

Apostoł Paweł, pouczając młodego biskupa Tymoteusza, pisał do niego: „Dopóki nie przyjdę, zajmuj się ukierunkowywaniem, czytaniem, uczeniem” (1 Tym. 4: 13). Absolutnie koniecznym jest zaprzyjaźnić dzieci ze świętymi książkami, w których znajdują się ukierunkowania i nauczanie naszego chrześcijańskiego wyznania. W Piśmie niejednokrotnie mówi się o konieczności nauczania dzieci Zakonu Bożego. I czy mają one chęć uczyć się czy nie – my powinniśmy mimo wszystko uczyć je. Jest powiedziane: „Głoś słowo, bądź w pogotowiu w każdym czasie, dogodnym czy niedogodnym, piętnuj, zabraniaj, przekonuj z wszelką cierpliwością i pouczeniem” (2 Tym. 4: 2).

Jako że dzieciństwo – to przedsionek młodości, a młodość – najtrudniejszy okres w życiu człowieka, to bardzo ważnym jest aby już w dzieciństwie zaszczepiać dziecku, poprzez nauczanie Zakonu Bożego, pewną odporność przeciwko skłonnościom do grzechu. Kiedy w 13-14 letnim człowieku budzą się nowe odczuwania, związane z dojrzewaniem jego ciała, on nie zawsze może zrozumieć ten stan. A rozbudzone cielesne odczucia mogą dominować w życiu człowieka do 35, do 45 roku życia. Właśnie w tym okresie życia występuje nagromadzenie się grzechów. W księdze Hioba znajdujemy takie słowa: „Kości jego napełnione grzechami młodości, i z nim położą się one w proch” (Hi. 20: 11). Przemądry Salomon pisał o młodych: „Oto pewnego razu patrzyłem w okno mego domu, przez kratę moją, i zobaczyłem wśród niedoświadczonych, zauważyłem między młodymi ludźmi niemądrego młodzieńca” (Prz. 7: 6-7). Ta charakterystyka młodości jako niemądrości, braku doświadczenia – biblijna charakterystyka tego okresu w życiu człowieka. I młodzi powinni o tym wiedzieć, zdradą wobec nich jest przemilczać o podobnych problemach tego wieku. I jeśli w dzieciństwie zaszczepimy dziecku, które nie weszło jeszcze w okres młodzieńczości, szacunek do Zakonu Bożego – to znaczy, że ono z mniejszymi stratami (uszczerbkami) przejdzie najbardziej skomplikowany i najaktywniejszy okres swego życia.

Przykładem dla współczesnej młodzieży może być apostoł Tymoteusz. Ten młody sługa Chrystusa został ustanowiony apostołem w Efezie. Efez w tym czasie był wielkim handlowym i rzemieślniczym centrum, gdzie wielu młodych przedsiębiorczych ludzi robiło pomyślnie karierę, jak byśmy teraz powiedzieli. Tymoteusz, żyjąc w takim mieście, wykorzystując swoje wrodzone talenty i zdolności, mógłby osiągnąć komercyjny sukces, ale wybrał sobie drogę ważniejszą – podjął decyzję poświęcić swoje życie Bogu. Jak wiadomo, od dzieciństwa był nauczony (ukierunkowany) jeszcze przez swoją babcię, która była według przekazu, z żydów; ona włożyła w jego dziecięce serce to, co pomogło mu w okresie młodzieńczym odnaleźć etycznie moralną mądrość. W swoich listach do młodego Tymoteusza apostoł Paweł pisał: „Niegodnych zaś i babskich baśni unikaj, a ćwicz się w pobożności. Albowiem cielesne ćwiczenia są mało pożyteczne, a pobożność pożyteczna we wszystkim, zawierająca obietnicę życia teraźniejszego i przyszłego” (1 Tym. 4: 7-8). Z tego tekstu widać, że młodego Tymoteusza, być może, pociągał antyczny sport i trwożyły możliwe plotki. Pod babskimi baśniami apostoł Paweł mógł mieć na myśli te niedorzeczne i bezwstydne słuchy, które poganie rozpowszechniali o sługach Chrystusa. Poganie oskarżali Chrystusa o ofiarach z ludzi, o zatruwaniu studni i o grzech publicznych orgii. I teraz wielu młodych ludzi niepokoją te oszczerstwa, które świat wznosi na sług Chrystusa, na całą Cerkiew Bożą, zwłaszcza w przestrzeni internetu. Apostoł Paweł wzywa Tymoteusza więcej ćwiczyć się w pobożności, która jednakowo jest pożyteczna i w tym czasowym, i w przyszłym życiu.

Apostoł Paweł znał ze swego własnego doświadczenia, że duchowe bogactwo daje człowiekowi dosłownie wszystko. On pisał o sobie i o innych znanych mu chrześcijanach: „Sprawiają nam przykrość, a my zawsze się radujemy, jesteśmy ubodzy, ale wielu wzbogacamy, my nic nie mamy, ale wszystko posiadamy” (2 Kor. 6: 10). Innymi słowy: my nic bez Chrystusa i wszystko w Chrystusie. Jeśli człowiek przeżywa swoje spotkanie z Chrystusem w dziecięcym okresie życia, w młodości zachowuje wierność Mu, to życie takiego człowieka jest wartościowe we wszystkich dziedzinach.

Samą „teorią” cerkiewności dzieciom zaszczepić nie uda się

Protojerej Aleksandr Kuzin:

- Odpowiedź zawarta jest już w pytaniu: zaszczepienie. Jak zaszczepia się szlachetny pęd do dzikiej jabłoni? Miłość można zaszczepić tylko miłością. U dzieci mocno rozwinięta jest cecha naśladowania. Zewnętrzne naśladowanie przez otwarte serce wrasta do duszy, jak przez odkrytą korę pędu szlachetna łodyga do jabłoni. Żaden kurs podstaw prawosławnej kultury czy Zakonu Bożego sam z siebie tego nie uczyni.

Protojerej Pawieł Gumierow:

- Miłość do Boga – to zawsze osobiste doświadczenie. Doświadczenie żywego kontaktu z żywym Bogiem. Jakoś teoretycznie zaszczepić jej nie można. Ona przyjdzie tylko gdy dziecko samo zacznie się modlić, kiedy samo poczuje więź z Panem, kiedy pojawi się u niego swoje własne doświadczenie modlitwy. Niech maleńkie, ale – osobiste! A my możemy mu tylko pomóc.

Jak pomóc? Swoją miłością do Boga. Przecież jeśli, na przykład, chcemy, żeby u dziecka pojawiło się zamiłowanie do czytania dobrych książek, do słuchania dobrej muzyki, do sztuki, do przyrody, powinniśmy sami to lubić, dlatego że jeśli ty sam czegoś nie lubisz, to nie ma sensu mówić komuś, że to jest dobre, pożyteczne i doskonałe. To znaczy trzeba, aby w domu czytane były dobre książki, brzmiała muzyka itd.. Żeby dzieci żyły w tym wszystkim i widziały, jak rodzice wszystko to lubią. Wtedy dziecko wszystkim tym „zarazi się”. Również, jeśli chcemy, żeby dziecko kochało Boga, powinniśmy sami Boga kochać. Wtedy dziecko przesiąknie tą miłością, która nas samych przepełnia.

Powinniśmy sami żyć życiem Cerkwi, modlitwy. Nie będzie nieskromnym przytoczyć tu przykład moich rodziców – dlatego że będę mówić przede wszystkim właśnie o nich. Swoją miłością do Cerkwi oni wychowali miłość do Cerkwi i w nas, dzieciach. I ja i mój brat zostaliśmy duchownymi, siostra – człowiekiem cerkiewnym, swoich dzieci wychowującym w tymże duchu. I to, oczywiście, nie nasza zasługa, a rodziców. Ojciec i mama żyli modlitwą, żyli świątynią – to było dla nich najważniejsze. My widzieliśmy, w jakim stopniu wiara, cerkiew są dla nich ważne, i przesiąkaliśmy tą miłością. Właściwie, oni nie „naciskali” na nas, kiedy przed nami stanął problem wyboru drogi życiowej. Kapłaństwo było moim osobistym wyborem, jak i brata, ojciec nas do tego nie „popychał”.

Samą „teorią” cerkiewności dzieciom zaszczepić nie uda się. Bardzo mylą się ci rodzice, którzy idą taką drogą. A obecnie to bardzo rozpowszechnione zjawisko, kiedy dorośli członkowie rodziny, niestety, do cerkwi chodzą rzadko, są dalecy od niej, i próbują poprzez szkoły niedzielne, poprzez prawosławne gimnazja, poprzez chrzestnych – mniej czy więcej cerkiewnych ludzi, zaszczepić dzieciom wiarę. Nic z tego nie wyjdzie. Tylko przez osobiste doświadczenie. Tu konieczne są własne wysiłki rodziców w sprawie ucerkowienia, konieczna jest ich wiara i życie w tej wierze. Wtedy, całkiem prawdopodobne, że dzieci pozostaną w Cerkwi. Rodzice muszą zacząć od samych siebie. A, jak wiadomo, jabłko od jabłoni niedaleko pada.

Spotkanie z Bogiem dla dziecka – to spotkanie wolne, radosne

Protojerej Aleksij Uminskij:

- Tak, pytanie sformułowane jest bardzo prosto. Pytanie proste, a odpowiedź na nie nieskończenie trudna. Dlatego że w ogóle miłość – to trudno zaszczepiana sprawa zawsze. Słowo „zaszczepiać” (ros. „priwiwat’”) nie jest całkiem jednoznaczne, dlatego ze zaszczepia się coś takiego, co jest innorodne, obcopochodne. Jak zaszczepiana jest jakaś gałązka do obcego drzewa. Albo robiona jest szczepionka wakcyną (unieszkodliwionym mikroorganizmem) przeciwko jakiejś chorobie. Ja innymi słowami mówiłbym o miłości. Zwłaszcza o miłości do Boga.

Miłość do Boga ma tę sama naturę, co miłość w ogóle. Chociaż miłość do Boga jest wyższa w swojej istocie. Jest naturalna miłość, a jest miłość wyższa od natury, ponadnaturalna (nadprzyrodzona). Oto miłość do Boga – wyższa od natury (nadprzyrodzona). Dlatego że wszelka ludzka miłość bywa niedoskonała. Nawet tak wysokie objawy miłości, jak miłość rodziców do dzieci, i dzieci do rodziców, małżonków do siebie, przyjaciół, krewnych, są w czymś ograniczone. Ale miłość do Boga – to wypełnienie najważniejszego przykazania, które Pan nam zostawił: całym sercem, całą myślą, całą mocą swoją. I jej nijak nigdzie nie weźmiesz z zewnątrz –bardzo ważne aby wszyscy to zrozumieli. Nie można jej wykorzystać jako szczepionki, otrzymawszy gdzieś specjalną wakcynę miłości i uczyniwszy jakiś zastrzyk w serce, w umysł, w myśli, żeby ona nagle zaczęła działać na siłę. Dzieci tę miłość mogą tylko odziedziczyć. Jak wszystko najważniejsze, najdroższe, największe skarby dziedziczone są przez tych, komu one należą się według prawa dziedziczenia.

Rodzice zawsze w jakiś sposób gromadzą dziedzictwo dla swoich dzieci. Ale dziedzictwo dziedzictwu nie jest równe. Można zostawić w spadku ziemie, można zostawić w spadku domy, można zostawić w spadku pieniądze, można zostawić w spadku jakieś klejnoty. Ale bardzo często dzieci dziedziczą od rodziców też coś niematerialnego. Całkowicie nieuchwytne cechy charakteru, czasem chód, spojrzenie, uśmiech, przymrużenie oczu, śmiech, intonację głosu – to, czego nie można przekazać w żaden szczególny sposób. Czasami nawet dzieci dziedziczą po rodzicach pochylenie albo charakter pisma.

Ale bywa dziedziczenie jeszcze innego charakteru: dziedziczy się ustrój (strukturę) ludzkiej duszy. To, co jest duchowym darem. Tak tworzą się dynastie w zawodach: dynastie nauczycieli, artystów, architektów, lekarzy… Dlatego że dzieci dziedziczą od rodziców aspiracje (dążenie) do jakiejś twórczości. To też i kapłańskie dynastie, które zawsze u nas były i które, dzięki Bogu, i teraz są. Takie dziedziczne dążenie następuje w sposób całkiem niepojęty, z jednej strony, a z drugiej strony, jest to całkiem zrozumiałe. Dlatego że, kiedy rodzice chcą, żeby ich dzieci odziedziczyły jakieś rodowe zalety, powiedzmy, szlachetność, honor przodków ich męstwo i heroizm albo jakieś duchowe wartości (cechy), oni stale to podkreślają tym, że cały czas mówią jacy byli ich przodkowie, i wywyższają te obrazy; ale przy tym oni w sobie zachowują te wartości.

Dokładnie tak samo jest z wiarą w Boga. Jeśli wiara u rodziców jest na wysokim żywym poziomie, to, oczywiście że, dzieci będą uczyć się wiary w najbardziej naturalny sposób, oddychając tym duchem (powietrzem) wiary, którym napełniony jest dom i rodzina. To przykładowo jak dziedziczenie języka i kultury mowy. My przecież nie uczymy specjalnie swoich dzieci, jak mówić w języku ojczystym. One po prostu słyszą, jak my mówimy, uczą się od nas mówić w tym języku. Przy tym oczywiste, że jeśli dziecko wychowuje się w rodzinie kulturalnej, inteligentnej, gdzie dużo się czyta, gdzie przyzwyczaili się dyskutować, gdzie dużo mówi się o ważnych i poważnych sprawach, to dzieci uczą się poprawnego i pięknego języka i złożonych pojęć i wyrażeń. A tam, gdzie stale włączany jest telewizor albo radiowe programy „rozrywkowe”, a u rodziców co trzecie słowo słychać przekleństwo lub inne brzydkie słowo, to wtedy i dziecko nauczy się rozmawiać przekleństwami nawet nie zdając sobie z tego sprawy. I naprawić tego w szkole czasem nie jest w stanie nawet najlepszy nauczyciel.

Miłość do Boga jest przekazywana tak samo. Tam, gdzie ona istnieje, w tej rodzinie, gdzie ona jest realną treścią życia ojca i matki, gdzie ta miłość żyje, dlatego że zrodzona jest w człowieku od żywego spotkania z Bogiem, to i u dzieci ta miłość się pojawia. Tak, czasem spotkanie z Bogiem następuje w sposób cudowny. Ale u dziecka spotkanie z Bogiem następuje przez rodziców. Dlatego że rodzice, spotkawszy Boga, cenią to, żyją tym i uświęcają tym spotkaniem swój byt.

Spotkanie z Bogiem zmienia człowieka, on staje się inny, nie podobny do reszty. Ten, kto spotkał Boga, i ten, kto Boga nie spotkał, inaczej reagują na radości i smutki, na zyski i straty, na komplikacje życiowe, na nierozwiązywalne sytuacje, na zewnętrzne i wewnętrzne kryzysy... Inaczej reagują również na to, jak traktują ich inni. I te reakcje na świat, to doświadczenie spotkania z biedą, spotkania z problemami, spotkania z radością, spotkania z przybytkami, spotkania ze stratami obowiązkowo będą przekazywane dziecku, jak i rozumienie, że drudzy reagują inaczej. Dziecko wychowane w rodzinie, gdzie jest miłość do Boga, będzie widzieć, jak to dzieje się u nich i jak to dzieje się w innych miejscach. I przez to w duszy dziecka może zrodzić się pewne zadziwiające odczucie prawdy życia, jeszcze nie uświadamianej prze nie, jeszcze nie pojmowanej rozumem, ale wchłoniętej, jak wchłaniany jest język, poprawność mowy, o której mówione było wyżej. I poprawność duchowych znaczeń (sensów) obowiązkowo u dziecka będzie. I przez to dziecko będzie przyjmować świat.

Ważne jest, oczywiście, jak rodzice obcują z Bogiem w modlitwie, jak modlą się, z jaką czcią przygotowują się do modlitwy i jak są w modlitwie gorliwi. To też jest przez dziecko przyswajane.

Kolejne: sposób rozwiązywania rodzinnych konfliktów. Wszyscy przecież się kłócą, wierzący i niewierzący, ci którzy Boga spotkali i którzy nie spotkali. W rodzinie, żyjącej z Bogiem, konflikty rozwiązywane są przez pokorę, przezwyciężaniem siebie (dosł. z ros. – przechodzeniem nad sobą). Dziecko widzi, czuje to. A dzieci rażą oczywiście, burzliwe kłótnie rodziców, lecz bardziej razi, kiedy rodzice nie kłócą się, ale i nie rozmawiają z sobą, kiedy nie zauważają siebie nawzajem. Wydawałoby się, cisza i spokój, a w rzeczywistości nie ma miłości. Dziecko też to bardzo dobrze czuje. Stosunki rodziców między sobą – też lekcja miłości (lub też niemiłości) dla dziecka.

Przez to wszystko dziecko uczy się kochać Boga, dlatego że ta miłość jest mu odkryta w życiu rodziców.

A u nas, niestety, miłość przyjmowana jest przez zaszczepienie. I wielu rodziców myśli, że istnieje jakiś techniczny moment, kiedy dziecko można nauczyć miłości do Boga. Wetknąć, przypuśćmy, mu Modlitewnik i zmusić je czytać regułę modlitewną w niezrozumiałym języku od piątego roku życia. Wymagać od niego, żeby nie wierciło się na Liturgii, zmusić je pościć, kiedy jest to mu trudne i niepojęte. To znaczy włożyć na dziecko pewne ustawowe rzeczy, które, ściśle mówiąc, wymyślone są dla dorosłych. A przecież to monasterski ustaw (reguła), on niezbędny jest dla wychowania w ludziach – świadomych ludziach – pewnej duchowej dyscypliny. Dyscyplina – to dobre. Ale ona nie prowadzi do miłości. Jak oprawa istnieje dla klejnotu, tak dyscyplina dla łaski. Ale nie istnieje oprawa bez drogocennego kamienia – to manekin, ona nie jest nic warta. Drogocenny kamień dobry, ale bez oprawy nie będziesz mógł go nosić. Jest klejnot – łaska Boża, łaska Bożej miłości, i jest nasza wewnętrzna dyscyplina, żeby chronić tę łaskę. Dyscyplina jest wtórna (podrzędna) wobec łaski. A rodzice maja iluzję, że dziecko można wytresować w miłości do Boga, że można zrobić bolesny zastrzyk reguł, dyscypliny, żeby tę miłość ono zyskało. Wszystko bywa potem całkiem odwrotnie.

Dziecko, które nigdy w życiu nie modliło się, a bębniło jakieś niezrozumiałe słowa, nie odczuje miłości. Dziecko, które nie odczuwało radości podczas Liturgii, nie zrozumie miłości. Dziecko, które chodziło do niedzielnej szkoły, gdzie siedziało, jak w zwykłej szkole, gdzie zadawano mu prace domowe i stawiano oceny, gdzie były chłodne wykłady, nie nauczy się miłości. Miłość – to wielka radość i swoboda. Tam, gdzie nie ma swobody, nie może być miłości. Chciało by się, żeby rodzice to bardzo dobrze rozumieli.

Rodzice chcą, aby dzieci kochały Boga. Ale trzeba im samym najpierw Boga pokochać jak należy. I ta miłość w naturalny sposób przeleje się w nasze dzieci, jeśli my je też kochamy i nie chcemy w nich widzieć takich oto zabawek dla naszej rodzicielskiej manipulacji. Czasem nasza rodzicielska próżność (samochwalstwo), rodzicielska duma może wszystko zepsuć.

Wielu naszych rodziców stało się wierzącymi w świadomym wieku, w dzieciństwie nigdy nie modlili się, nigdy nie pościli, nigdy nie stali cierpliwie na całym nabożeństwie. Rodzą się dzieci – i oni zaczynają na nich eksperymentować. Wcale nie rozumiejąc, że dziecko pozostaje dzieckiem i spotkanie z Bogiem dla niego – to spotkanie swobodne, radosne. To przecież cud. I dla dorosłego, i dla dziecka. Spotkanie z Bogiem – to zawsze cud. Dla dziecka to w ogóle może być podobne do bajki. I ono oczekuje od swojej wiary zadziwiających bajecznych wydarzeń, żeby one w jego życiu wydarzyły się… I one u dzieci zdarzają się, w odróżnieniu od nas, dorosłych. Zasuszyć dziecka dyscypliną w żadnym przypadku nie można – inaczej my po prostu dziecko stracimy.

Trzeba pamiętać: dziecko powinno bardzo dobrze świadome tych słów modlitwy, które ono mówi Bogu, i jego modlitwa zawsze powinna być żywa, dlatego że dziecko jest żywe. I nie może dziecko skupić uwagi więcej niż 10 minut na najpiękniejszej Liturgii. Dać mu możliwość być samym sobą można i podczas Liturgii: albo przychodzić z nim później, albo pozwalać mu wychodzić czasem z cerkwi… No, czyż biedne 7-8 letnie dziecko będzie wysłuchiwać 40-minutowego kazania?! Albo słuchać, jak my 20 minut czytamy zapiski o zdrowie i o pokój dusz zmarłych w dusznej świątyni?! Dlatego trzeba jakoś mądrze i taktycznie podchodzić do tego, żeby dziecko nie męczyło się, aby dziecko nie załamywało się sprawami dyscyplinarnymi, żeby i modlitwa i post zawsze były dziecku według jego sił. Żeby nabożeństwo i Priczastije były dla niego wielką radością. I nigdy po Priczastiju nie należy dziecka nie karać, jakby źle się nie zachowywało, nie krzyczeć, nie obstawiać, być cierpliwym wobec niego…

To bardzo-bardzo delikatne (czułe) sprawy, kiedy dziecko spotyka się z Bogiem. One (te sprawy), jak każdy klejnot bardzo łatwo się tracą. Dlatego ja poradzę naszym rodzicom aby byli wobec tego skrajnie uważni (wrażliwi).

Konieczny jest rozsądek

Duchowny Aleksandr Szumskij:

- Przede wszystkim to przykład rodziców. Jeśli oni sami Boga kochają i żyją cerkiewnym życiem, to dziecko też będzie kochać Boga. To najważniejsze, to podstawa wszystkiego. Kiedy niepełne rodziny, kiedy mamy albo taty nie ma, oczywiście, pojawia się problem. Idealnie, kiedy jest i mama i tata, oboje wierzący, kochają Boga i żyją razem z Cerkwią.

Drugie – to wypracowanie nawyków domowej cerkiewnej modlitwy, przestrzeganie postów i postnych dni. To bardzo ważne, dlatego że w każdej sprawie potrzebne jest przyzwyczajenie, i im wcześniej, tym lepiej. I – konieczny rozsądek, dlatego że w uczeniu dziecka cerkiewnego życia trzeba przestrzegać zasady stopniowania. Dlatego że nie można wciskać dziecku duchowości. Nie można wciskać! Przecież jeśli wcisnąć dziecku w usta od razu dużą ilość pokarmu, ono nie będzie mogło jego przeżuć, zadławi się i potem będzie bać się jeść. To samo jest z pokarmem duchowym. Niestety, teraz wiele jest negatywnych przykładów tego, jak rodzice-neofici – a neofitom właściwa jest ostrość – chcą od swoich dzieci wszystkiego i od razu i zaczynają je męczyć – właśnie tego należy unikać.

Diakon Władimir Wasilik:

Po to, żeby zaszczepić dziecku miłość do Boga, trzeba samemu płonąć tą miłością, wtedy od ciebie zapali się i serce dziecka. Z prepodobnym prepodobny będziesz, jak się mówi. I, oczywiście, dziecko trzeba prowadzić tam, gdzie kochają Boga i kochają bliźniego. Gdzie jest dobre duchowe środowisko. Gdzie jest jakaś wspólna sprawa, jest modlitwa. Gdzie są prace nad odrodzeniem (budowaniem) i upiększaniem świątyń. Gdzie są działania artystyczne. Na przykład, moje dzieci uczęszczają do Dziecięco-Młodzieżowego Chóru prepodobnego Ioanna Damaskina, którym kieruje znakomity kompozytor i dyrygent, cudowny człowiek – Irina Walentinowna Bołdyszewa. Jej udaje się stworzyć taką atmosferę, w efekcie której dzieci same, bez wszelkiego ponaglania ze strony rodziców, na 6 godzinę rano przychodzą na nabożeństwo do cerkwi Władimirowskiej ikony Matki Bożej…

Smutno jest oglądać, jak w niektórych parafiach dzieci uważane są za element depresyjny. Dlatego że one nie stoją jak struny, czasem wydają jakieś dźwięki i poruszają się, przeszkadzają, w tak nazwijmy to, czcigodności i pobożności, nie stoją w podraśnikach (szatach liturgicznych) czy w marynarkach z krawatami-muszkami, ogólnie nie są dorosłymi i wojskowymi. Przy tym bywa, że ci, którzy od nich wymagają bycia właśnie takimi „wojskowymi”, czasem sami nie dają przykładu pobożności i strachu Bożego. Zdarza się, niektórzy czcigodni duchowni mogą gawędzić w ołtarzu podczas czytania Ewangelii– i wymagać od dzieci pełnego respektu i bezwarunkowego zdyscyplinowania.

Przygotował nowicjusz Nikita (Popow)

 

Jak ucerkowić dzieci – prot. Wiktor Grozowskij

Protojerej Wiktor Grozowskij jest ojcem dziewięciorga dzieci. Dlatego wszystko, o czym batiuszka mówi – zweryfikowane przez własne doświadczenie kapłana i rodzica. To dodaje szczególnej wartości znajomości proponowanych pytań i odpowiedzi.

  1. Czy nie okaże się, że dzieci zaczną przyłączać się tylko formalnie – prawdziwego przyjścia do wiary nie będzie?
  2. Czy należy chrzcić dzieci w niemowlęctwie, kiedy nie są tego świadome?
  3. Czy obowiązkowo chodzić do szkoły niedzielnej?
  4. Dziecko nie chce iść do spowiedzi czy po prostu do cerkwi, czy trzeba je zmuszać?
  5. Kiedy w wychowaniu duchowym konieczny bywa przymus?
  6. Jak zaszczepić dziecku miłość do modlitwy i czytania Świętych Ksiąg?
  7. Dziecko uparte jest w złym, nie ma ani poprawy, ani pokajania. Co robić?
  8. Teraz dużo mówi się o tak zwanym „seksualnym wychowaniu”. Jak wychowywać swoich chłopców i dziewczynki, żeby oni nie zostały wciągnięci w to błoto i właściwie uformowali swoje poglądy?
  9. Co znaczy – przyłączyć do prawosławnej kultury?
  10. Jakie są oznaki tego, że, dziecko w należytym stopniu ucerkowiło się lub z powodzeniem ucerkawia się?

Na pytania odpowiada protojerej Wiktor Grozowskij

1. PYTANIE: Zrozumiałe, że od przyłączania dzieci do Cerkwi od niemowlęcego wieku, nic, poza dobrym, nie będzie. Jednak czy nie okaże się, że dzieci zaczną przyłączać się, jak się mówi, formalnie, i prawdziwego, swobodnego przyjścia do wiary nie będzie? Ponadto przecież Pan i bez wszelkich naszych starań kocha dzieci.

Odpowiadając na to pytanie, chciałoby się zwrócić waszą uwagę na replikę (cytat): „Ponadto przecież Pan i bez wszelkich naszych starań kocha dzieci”.

Tak, to prawda! I rzeczywiście, Pan, zwracając się do nas, dorosłych, mówi: ...puśćcie dzieci przychodzić do mnie, i nie przeszkadzajcie im; bowiem takich jest Carstwo Boże (Mk. 10: 14). Bóg otwiera dla naszych dzieci Świat błogosławionej Wieczności, ale my, rodzice, nauczyciele, opiekunowie i wszelkiego rodzaju wychowawcy, bardzo często (dobrze jeśli w sposób nieświadomy, a bywa i świadomy) staramy się zatrzasnąć przed nimi wrota Wiecznego Życia, skazując je i siebie na wieczną zgubę.

Być może komuś się wyda, że ja przesadnie koloryzuję i unikam prostego i jasnego pytania: o swobodnym przyjściu, wyborze przez dzieci wiary.

To nie tak! Zastanówmy się. Co stoi za deklaracją nieformalnego, swobodnego formowania religijnej świadomości dzieci?

  1. Nieumiejętność rodziców prowadzić dziecko do wiary (z powodu swojej elementarnej religijnej niewiedzy w tej sprawie);
  2. Niechęć wychowywania w wierze (z powodu obawy przed prześladowaniami, karami i innymi problemami w karierze; co nie odeszło jeszcze w przeszłość, ale często jest ukazywane na ekranie teraźniejszości, przyszłości nie biorę się przepowiadać):
  3. Odrzucanie samej wiary (z powodu ateistycznego poglądu na duchowy i materialny świat, na pochodzenie samego człowieka – Homo sapiens).

Listę przyczyn można by kontynuować, ale, myślę, wystarczy wskazać na podstawowe, które przeszkadzają formowaniu się osobowości, kochającej Boga i ludzi. „Nie bądźmy beztroscy, wiedząc, że dzieci, dobrze nastawione do Boga, będą uczciwymi i doskonałymi w stosunku do prawdziwego życia” (św. Jan Złotousty).

Często lubimy porównywać duszę człowieka do najdelikatniejszego, czułego, żywego instrumentu. A skoro tak, to dusza-instrument powinna być po mistrzowsku nastrojona, żeby jej dźwięczenie nie wywoływało u słuchaczy uczucia gorzkiego żalu, rozdrażnienia i otwartego odrzucenia. Gdzież więc wziąć takiego stroiciela? Odpowiedź jedna: to BÓG! Przez Swoją Świętą, Soborową i Apostolską Cerkiew On formuje Osobowość, która pierwotnie została stworzona jako Obraz i podobieństwo Boże.

Ale nie tylko przez Świątynię następuje wychowanie dzieci. Droga ta prowadzi i przez rodzinę, przez tak zwaną domową Cerkiew. Kiedy maleńki i bezradny człowieczek przychodzi na ten okrutny i dudniący świat, wszelkimi sposobami staramy się zachować go przy życiu, chroniąc go od chłodu, głodu i fizycznych urazów. Niemowlę podobne jest do małego drzewka, które musi być zaszczepione, aby wyrosły na nim piękne i smaczne owoce. Nie uczyniwszy tego w porę, ryzykujemy wyhodować, być może, i ogromne drzewo, ale z owocami gorzkimi i niegodnymi do spożycia.

Wprowadzenie (przyłączenie) dziecka do Cerkwi jest absolutnie konieczne! I ono zaczyna się nie od chwili narodzin i Chrztu niemowlęcia, a znacznie wcześniej, jeszcze w łonie pobożnej i wierzącej matki, poprzez udział jej w cerkiewnych Sakramentach Pokajania i Priczaszczenija Świętych Chrystusowych Darów. Jakże można nie rozumieć tego, że Boska łaska zstępuje jak na przyszłą matkę, tak i na jej płód, znajdujący się w łonie! Prawda, samo pytanie, postawione autorowi artykułu, uznaje Cerkiew za nosicielkę dobra. A skoro tak, to chce się odpowiedzieć pytającemu ludowym powiedzeniem: „Kto ma dobrze ten dobra nie szuka!”

Teraz popatrzmy na problem inaczej, a mianowicie: załóżmy, że nie wychowujemy duszy dziecka w żaden sposób. Gdzie gwarancja, że ona nie przemieni się w „dziką oliwkę”? dawajcie będziemy beztrosko, jak mówi święty Jan Złotousty, przyglądać się na błądzenie młodej duszy po labiryntach naszego poplątanego życia, gdzie wiele fałszywych wejść i wyjść. Ryzykujemy! Dusza człowieka może w ten sposób nigdy nie wyjść na Światło Boże. Musimy jej pomóc znaleźć drogę prawdziwej Światłości, prawdziwego Dobra i prawdziwej Miłości, bez których niemożliwe jest samo istnienie człowieczeństwa.

Boska Miłość – to wieczne Życie. Zło szatańskie – to wieczna śmierć. Dawany jest wybór: Życie albo śmierć?

Więc co tu myśleć? My, wierzący, wybieramy Życie!

2. PYTANIE: Tak czy inaczej, ale mąci czasem protestancki pogląd: dzieci, niby, nie należy chrzcić w niemowlęctwie, kiedy nie są tego świadome, a wyrosną – niech decydują i wybierają same. Dlaczego my, prawosławni, uważamy, że to błąd?

Odpowiedź częściowo zawarta jest w odpowiedzi na pytanie pierwsze. Spróbujmy i tym razem wyjaśnić. Wyżej mówiliśmy już o tym, że Boża łaska dawana jest (zstępuje) od Boga poprzez cerkiewne sakramenty. Czy jest sens pozbawiać dziecko łaski Bożej, oczekując, kiedy ono wyrośnie i zdecyduje – czy cię ochrzcić czy się obrzezać? Przypomnijcie sobie: „Nie przeszkadzajcie dzieciom przychodzić do Mnie…” A jeśli człowiek w ogóle nie dokona żadnego wyboru i skaże siebie na istnienie bez łaski Ducha Świętego?

A jeśli on nie dożyje do świadomego wieku? To jak wtedy za niego się modlić? Według kanonów Prawosławnej Cerkwi imię nieochrzczonego człowieka nie jest umieszczane w zapiskach i nie jest wymawiane na ekteniach (litaniach) podczas nabożeństw. Wygląda na to, że protestanci są sceptycznie nastawieni do kwestii Boskiej Łaski. Dla nich ważny jest ludzki wybór, wydaje im się, że w centrum wszechświata stoi jakaś osoba trzymająca w rękach Deklarację praw i demokratycznych swobód człowieka. Z Ewangelii zaś wiemy, że nie Apostołowie wybrali Pana naszego Jezusa Chrystusa na swego Nauczyciela i Zbawiciela, ale On – Sam. Nie wy Mnie wybraliście, a Ja was, żebyście szli i wydawali owoc… (Jana 15: 16).

Na rzecz Chrztu niemowląt przemawia również fakt z Dziejów świętych Apostołów: święty apostoł Piotr, wygłosiwszy płomienne słowo (naukę) przed żydami, jednego dnia ochrzcił około trzech tysięcy osób, wśród których, na pewno, były też dzieci; …ochoczo przyjąwszy naukę jego ochrzciło się, i przyłączyło się tego dnia około trzech tysięcy dusz (Dz. 2: 41).

W Prawosławiu istnieje Instytucja rodziców chrzestnych, którzy przez naród uważani są na równi biologicznych, a czasem nawet wyżej. Oni nazywani są: chrzestny ojciec i chrzestna matka albo po prosu – chrzestny, chrzestna. Rodzice chrzestni mają obowiązek kontrolować duchowy rozwój swoich chrześniaków, dbając aby regularnie przyjmowali Święte Dary Chrystusa. W Prawosławiu centrum życia liturgicznego jest Eucharystia. Pod postacią chleba i wina człowiek przyjmuje (spożywa) Samo Ciało Chrystusa i Samą Jego Krew, aby mistycznie, w najcudowniejszy sposób połączyć się w tym Sakramencie z Samym Panem naszym Jezusem Chrystusem. I kiedy oni jedli. Jezus, wziąwszy chleb, pobłogosławił, przełamał, dał im, i powiedział: przyjmijcie, jedzcie; to jest Ciało Moje. I, wziąwszy czaszę, podziękowawszy, podał im: i pili z niej wszyscy. I powiedział im: to jest Krew Moja nowego przymierza, za wielu przelewana (Mk. 14: 22-23).

Według prawosławnych kanonów nieochrzczony człowiek nie może być uczestnikiem wspólnoty eucharystycznej, bez której poddawana jest wątpliwości wartościowość duchowego rozwoju osobowości. Pozbawiając dziecko Sakramentu Chrztu, tym samym nie pozwalamy na działanie Bożej łaski w dziecku. Więc czy można chrzcić człowieka w niemowlęctwie, kiedy ona sam, jak mówią protestanci, prawnie jest niekompetentny i nie rozsądny, i nie może wyznać Ewangelicznej doktryny? Prawosławni odpowiadają: nie tylko można, ale należy!

Tak, dziecko nie wie, co to Cerkiew, jakie są zasady i struktury, czym jest ona dla narodu Bożego. Jedna sprawa wiedzieć, czym jest powietrze, a druga sprawa oddychać nim. Jaki lekarz odmówi pomocy medycznej choremu przestępcy, powiedziawszy: najpierw zrozum przyczynę twojej choroby, a dopiero potem będę ciebie leczyć? Absurd! Czyż można zostawić dzieci poza Chrystusem (a Chrzest przez wszystkich chrześcijan rozumiany jest jak drzwi, wprowadzające do Cerkwi Chrystusowej) na tej podstawie, że normy rzymskiego prawa nie uznają w nich oznak „zdolności prawnej”?

Dusza człowieka, z natury swojej – chrześcijanka. Czy zgadzają się protestanci z taką opinią Tertuliana? Myślę, że – tak! Znaczy, dążenie człowieka do Chrystusa, a nie sprzeciwianie się Mu, jest naturalne dla duszy. Ale zła wola stara się odwrócić to dążenie od Źródła życia. Kto nie zrodzi się od wody i Ducha, nie może wejść do Carstwa Bożego (Jana 3, 5).

Jeśli zwrócić się ku Biblii, to można zobaczyć, że w Starym Testamencie było kilka praobrazów Nowotestamentowego Chrztu. Jeden z nich – obrzezanie. Ono było znakiem Przymierza, znakiem wejścia do narodu Bożego, w tym również dzieci. Dokonywane było w ósmym dniu po narodzinach chłopczyka. Niemowlę stawało się członkiem Cerkwi, członkiem narodu Bożego. (Rdz. 17, 9-14).

Na zmianę Staremu Testamentowi przyszedł Nowy. Przecież nie może być, żeby w rezultacie zmiany Testamentów niemowlęta pozbawione zostały możliwości zostania członkami Cerkwi. Cerkiew – lud Boży. Czyż może istnieć naród bez dzieci? Oczywiście, nie! Uznając sakrament obrzezania (u żydów) czy Sakrament chrztu (u chrześcijan), rodzice włączają swoje dzieci w stan Przymierza, w skład ludu Bożego po to, aby maluchy przebywały pod błogosławiona Bożą opieką. „Jak niegdyś żydowskie dzieci w noc najstraszniejszej Egipskiej śmiertelne plagi uratowane zostały od zguby krwią baranka, naniesioną na drzwi, tak w epoce chrześcijaństwa przed aniołem śmierci dzieci ochraniane są Krwią Prawdziwego Baranka i Jego pieczęcią – Chrztem” (Św. Grigorij Bohosłow. Dzieła. T. 2, str. 37).

Bóg jest Duchem, a Duch dyszy, gdzie chce. Dlaczego więc protestanci zakładają, że Duch nie chce działać w dzieciach?

Nawet filar protestantyzmu Marcin Luter 1522 r. osądził odrzucających Chrzest dzieci. On sam był ochrzczony w dzieciństwie i odmawiał przechrzczenia. „Tak więc mówimy, że dla nas nie najważniejsze, wierzy czy nie wierzy chrzczony; bowiem od tego nie staje się Chrzest nieprawdziwym, ale wszystko zależy od słowa i przykazania Bożego. Chrzest jest nie co innego jak woda i Słowo Pańskie, jedno przy drugim. Wiara moja nie czyni Chrztu, tylko przyjmuje go” (Luter M. Wielki Katechizm. 1996). Jak widzimy, dla Lutra, jak i dla prawosławnych chrześcijan, Chrzest jest Sakramentem, w którym działanie łaski Bożej obejmuje (przechodzi na) jak dorosłych, tak i dzieci.

3. PYTANIE: czy koniecznie trzeba uczęszczać do szkoły Niedzielnej? I jaka w tym lekcja dla życia, które stoi przed dzieckiem?

Wy pytacie o celowość uczęszczania do szkoły Niedzielnej. Jaki z tego pożytek w życiu, do którego dziecko ma wejść?

Powiedzieć, że do szkoły Niedzielnej koniecznie lub niekoniecznie uczęszczać – znaczy, nic jeszcze nie powiedzieć. I, oczywiście, jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie być nie może. Mimo wszystko nie pozbawmy siebie możliwości zastanowić się w poszukiwaniu akceptowalnej odpowiedzi.

Samo życie w które ma wejść dziecko, nie jest jednoznaczne. Ono zawiera w sobie dwa obszary bytu: duchowy i materialny. Te dwa obszary nie istnieją całkowicie oddzielnie od siebie, a są w ścisłym związku, często zależąc jeden od drugiego. Człowiek – istota nie tylko biologiczna (materialna), ale i duchowa, i jakość jego życia zależy nie tylko od fizycznego samopoczucia i dążenia do materialnego, ale i od duszy, od jej dążeń do świata duchowego: Nie chlebem tylko będzie żyć człowiek, ale i wszelkim słowem, schodzącym z ust Bożych (Mt. 4, 4).

W swoim czasie (przed pierestrojką) radzieckie społeczeństwo dzieliło się jakby na dwie warstwy: na „fizyków” i „liryków”. „Fizycy”, brutalnie mówiąc – to ci ludzie, którzy przyjmowali świat jak konstrukcję, kierowaną prawami materialnego, fizycznego istnienia wszechświata i ludzkości. Zasady duchowego bytu jakby nie były brane pod uwagę czy uwzględniane w poglądach na pochodzenie świata i człowieka.

„Lirycy” zaś, odwrotnie, uważali, że świat duchowy (jednak w określenie „duchowy” wkładano przede wszystkim znaczenie „duszewny”) jest ważniejszy od materialnego. On – jest punktem odniesienia. Ale to wcale nie oznacza, że wszyscy „lirycy” byli wierzącymi, a „fizycy” – bezbożnikami. Granicę między tymi i drugimi może ustalić tylko Bóg. Oznaki zaś tego czy innego poglądu na sposób istnienia człowieka w świecie i społeczeństwie często objawiają się w jego stosunkach do spraw polityki, ekonomiki, moralności i, w końcu, religii.

Teraz, bez względu na demokrację i pluralizm, nasze społeczeństwo nie wygląda na bazowe, stojące na twardym i właściwie założonym fundamencie. Póki co, ono – nijakie. Przyszli „majstrowie pierestrojki” – zaczęli kruszyć i łamać. Złamali! Co robić? Inni podpowiedzieli – okazało się nie to. Trzeci – przekreślili cały projekt i zaczęli wymyślać nowy, obiecując porządek i dostatek wszystkim członkom społeczeństwa w nieokreślonej przyszłości. I to „uczciwa” obietnica, w odróżnieniu od obietnic komunistów, zamierzających zbudować „świetlaną przyszłość do 1980 roku. Wśród ludu jest powiedzenie: „Człowiek planuje, a Bóg dysponuje”. Jednak nasz naród jest mądry. Jego mądrość polega na tym, że on czuje, jaka droga prowadzi do Życia, a jaka – do śmierci.

Ale nie wystarczy czuć czy rozumieć poprawność tego czy innego wyboru, koniecznym jest prawidłowo działać. A oto działanie to zależy od umiejętności walki ze złem, z diabłem, z „duchami zła podniebnego”. Cerkiew nie o tyle wyjaśnia swoje rozumienie zła, ile odwołuje się do swego nieprzerwanego doświadczenia walki z siłami zła. Dla Cerkwi zło – nie mit i nie brak czegokolwiek, a właśnie realność, obecność, z którą trzeba walczyć Imieniem Chrystusa. Wielkie są siły zła, które popchnęły kiedyś Świętą Ruś, jej naród na drogę zguby. Zło działa przez ludzi, w duszach których ono się osiedliło.

Kiedy duch nieczysty wyjdzie z człowieka, to chodzi po bezwodnych miejscach, szukając spokoju, i nie znajdując, mówi, „wrócę do domu swego, skąd wyszedłem”. I przyszedłszy, zastaje go wymiecionym i sprzątniętym (przystrojonym). Wtedy idzie, i bierze z sobą siedem innych duchów, złośliwszych od siebie, i, wszedłszy, żyją tam. I bywa dla człowieka tego ostatnie gorszym od poprzedniego (Łk, 11: 24-26).

Cerkiew wie też, że bramy piekła zostały zburzone i że inna – świetlana i dobra moc – weszła w świat i ogłosiła swoje prawo do władzy i do wygnania przywłaszczającego tę władzę księcia świata tego. Z przyjściem Chrystusa „świat ten” stał się polem walki między Bogiem i diabłem, między prawdziwym Życiem i śmiercią. I w tej walce uczestniczymy my wszyscy. Zaś rodzice czy ich dorosłe dzieci, obojętnie przyglądający się tej walce (z powodu religijnej niewiedzy (ignorancji), bezbożności albo grzechu lenistwa), ryzykują poddać się otępiającej nudzie świtowej głuszy (dziczy) sekularyzmu (świeckości).

Życie, proponowane prze „świat ten”, może stać się tragicznym wypróbowaniem lub po prostu śmiercią: duchową a nawet fizyczną.

Rodzice nie chcą śmierci dzieciom, jak i dzieci rodzicom. I oto to dążenie do Życia, jak do czegoś Świetlistego i Wiecznego, nie pozwala zatrzymać się „sercu wszechświata”, a popycha je do walki do końca.

I „fizycy”, i „lirycy” przyjmują, kto świadomie, a kto nie, udział w tej walce. Ale nie wszyscy ludzie nauczeni są sztuk prowadzenia wojny. Powiemy więcej, nie wszyscy chrześcijanie wiedzą, jak należy walczyć z wrogiem. A kto rozumie, że konieczne jest opanowanie wiedzy i metody walki ze złem, idzie tam, gdzie się tego uczą; uczą odróżniać, gdzie Dobro, a gdzie zło, widzieć, gdzie Światło, a gdzie ciemność, a, najważniejsze, pokładać nadzieje nie na „księcia świata tego”, a na Stwórcę Wszystkiego – widzialnego i niewidzialnego świata, na Świętą Współistotną, Życiotwórczą i Nierozdzielną Trójcę.

Oczywiście, i rodzice, którzy wątpią w istnienie Boga, mogą wpaść na pomysł: czy nie wysłać swego dziecka do szkoły niedzielnej? Tak na wszelki wypadek: a może On (Bóg) jest, i może dziecku w życiu bardziej się poszczęści, niż nam?

Ale i nie wątpiący w istnienie Boga rodzice mogą zadać sobie pytanie: czy koniecznym jest oddawanie dzieci do szkoły Niedzielnej? Co ona, ta szkoła, da mu dla opanowania prestiżowego zawodu i przyszłego komfortowego istnienia? W ten sposób, jednoznaczna odpowiedź nie istnieje. Wszystko zależy od najważniejszego w życiu zadania, jakie rodzice stawiają przed sobą i przed dziećmi. Ja znam przykłady, kiedy ojcowie i mamy, wysyłając maluchów do Niedzielnej szkoły, sami siadają z dziećmi w ławkach i zaczynają uczyć się podstaw Prawosławia. Są też inne przykłady, kiedy pragmatycy (chytrusi) patrzą praktycznie na życie swego dziecka, licząc, że jego zajęcia powinny zabezpieczyć mu w przyszłości prestiż i dostatek. Tacy rodzice niekoniecznie są bezbożnikami. Ich „mądrość” – doczesna, ziemska.

Na początku artykułu mówiliśmy, że jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie nie ma. Ale powtórzymy: wszystko zależy od rodziców, od ich prawidłowego pojmowania tego głównego zadania, które określi obraz ich działań w wychowaniu własnych dzieci. Na koniec posłuchajmy, drodzy rodzice, rady świętego Jana Złotoustego: „Nie tak wartościowe jest wykształcenie syna, udzielając mu nauk i zewnętrznej wiedzy, dzięki którym on zacznie zarabiać pieniądze, jak – nauczyć go sztuki gardzenia pieniędzmi. Jeśli chcesz uczynić go bogatym, postępuj w ten sposób. Bogaty nie ten, kto troszczy się o większe nabywanie majątku i posiada dużo, a ten, kto niczego nie potrzebuje” (Św. Jan Złotousty. Zbiór pouczeń).

Żyjemy w społeczeństwie, które utraciło prawdziwe wartości i, w wyniku tej straty, nabyło pełny zamęt pod wieloma względami, w tym i w wychowaniu i wykształceniu dzieci. W systemie szkoły ogólnokształcącej teraz są takie poślizgi, że traci się wszelkie nadzieje na postępujący krok do przodu – do Dobrego i Światłości. Kiedyś władze pozwalały na fakultatywne nauczanie w szkołach „Zakonu Bożego”, dziś zakazane.

Ale, przecież „nie chlebem samym…” Gdzież więc usłyszeć życiotwórcze Słowo Boże, bez którego człowiek staje się wściekłą i okrutną bestią? – W Cerkwi, która, według nauki Świętych Ojców, jest szkołą pobożności, czcigodności! W pobożnej prawosławnej rodzinie! Cerkiew, rodzina i szkoła – to promienie koła, którego dośrodkowa siła skierowana jest do Centrum, do Jedynego Boga! Jaki wniosek? Wybór należy do was! Wybierajcie!

4. PYTANIE: Dziecko nie chce iść do spowiedzi albo po prostu do cerkwi, czy trzeba je przymuszać?

W Ewangelii powiedziano, że Carstwo Boże wymusza się, czyli zdobywa się wysiłkiem. Jak wytłumaczyć dziecku, że lenistwo – to grzech, i to grzech niemały? Czy rodzice są w stanie dać dziecku choć jakiekolwiek pojęcie o grzechach w ogóle? Co trzeba o nich wiedzieć, w końcu, jak uwalniać się od tego brudu, który gromadzi się w duszy człowieka?

Szatan – ojciec kłamstwa, ojciec wszelkiego zamętu i niezgody, mistrz zniszczenia i leniwego zastoju – wróg wszelkiego porządku i stworzenia. Czyż nie wrogi głos grzmiał nad zagubioną i okłamaną Rosją: „…my stary świat zburzymy do fundamentów, a potem…” Co było „potem”, starsze pokolenie wie nie tylko z książek, ale i z własnego doświadczenia, a młodemu – to będzie musiało jeszcze długo-długo dochodzić, w jakim kraju żyje ono obecnie, ponieważ jego historia dziesiątki razy zmieniana była przez polityków i ideologów różnych maści. A może i nie trzeba grzebać się w „śmietniku przeszłości?” Co to daje? – Nie, trzeba, i daje dużo! Zdobywamy zdolność analizowania przeszłości i, zostawiwszy wszystko w niej złe, zmierzać do błogosławionej przyszłości. Tego rodzice powinni uczyć dzieci. Wielka sprawa – rozbudzić w dziecku świadomość, nauczyć myśleć, dlatego że leniwa myśl nie może motywować do aktywnego działania. Znajomość historii, czerpaną przez dzieci ze szkolnego programu, koniecznie trzeba uzupełniać informacjami o historii chrześcijaństwa.

Oczywiście, nie wszystkie dzieci rodzą się jednakowe: jedne skłaniają się ku samotności, inne – do towarzystwa, ale zadanie rodziców jednakowe – zaszczepić (wychować) dążenie do Boga! Jak to uczynić? Różnie! Aby były chęci, a Pan pomoże nie zbłądzić – dlatego że „Jego drogi są niewypowiedziane”. Ale, myślę, że jedna z podstawowych dróg, którą powinni iść tatusiowie, mamy i dzieci – to droga pobożności. „Jeśli by pobożność stała się jakby zasadą i władzą, jeśli byśmy dzieci swoje przede wszystkim uczyli być przyjaciółmi Bożymi, i uczyli, więcej od innych i przed innymi naukami, duchownych, to ustałyby wszystkie udręki, teraźniejsze życie uwolniłoby się od niezliczonego zła, i, co mówi się o przyszłym życiu, mianowicie, ustąpi choroba, i smutek, i wzdychanie (Iz. 35: 10). Tym rozkoszowalibyśmy się już i tu” (Św. Jan Złotousty). Ale wybiegając do przodu, powiem: większość rodziców i wychowawców ma bardzo, bardzo niejasne pojęcie o pobożności (ros. „błahoczestii”). To słowo składa się z dwóch zrozumiałych części: „błaho” i „czest’” („dobro” i „honor, cześć” czyli „błahoczestije” rozumiane jako „pobożność” pochodzi w prostej linii od „dobrej czci”, „dobrego honoru” – przyp. E. M.). Wychowanie pobożnych (błahoczestiwych) uczuć i myśli w człowieku nie może odbywać się poza Cerkwią i, oczywiście, poza rodziną. Rodzina – domowa Cerkiew, ona jest szkołą miłości, szkołą życiowego doświadczenia, duchowego dojrzewania i poznania Słowa Bożego. Dziecko najpierw zapoznaje się tu, w rodzinie, z głoszeniem Ewangelii Carstwa Bożego, z przykazaniami, które sam Bóg nam przykazał. Nie może być żadnego „błahoczestija” u syna czy córki, którzy „dierzko” (arogancko, bezczelnie, grubiańsko, chamsko, zuchwale) zachowują się wobec rodziców i, jak się mów, mają ich za nic, naruszając tym piąte przykazanie Dekalogu: „Czcij ojca swego”.

Swiatitiel Fieofan Zatwornik radzi rodzicom przede wszystkim mieć w sobie wiarę i „błahoczestije”, jako środek o dużej mocy wychowawczej i do wzmacniania błogosławionego (zbawiennego) życia w dzieciach. My, rodzice, musimy nauczyć się strachu Bożego sami i wychować go w dzieciach, bez czego niemożliwe jest czcigodne (z szacunkiem) odnoszenie się do Cerkwi i jej błogosławionych Sakramentów. Początek mądrości – strach Boży (Prz. 1: 7) I słowa Eklezjasta, syna Dawida wtórują Przypowieściom Salomonowym: Bój się Boga i przykazań Jego przestrzegaj, dlatego że w tym wszystko dla człowieka. Bowiem wszelki uczynek Bóg postawi przed sądem, i wszystko tajne, dobre ono czy złe (Koh. 12: 13-14).

Mnóstwo cierpiących ojców i mam, żon i mężów, chłopców i dziewcząt idzie do świątyni Bożej, ale jednak idą nie wszyscy. Wielu idzie do spirytystów, psychologów i pozostałych „uzdrowicieli” – z jednym pragnieniem: znaleźć pomoc i wybawienie od fizycznej czy duchowej dolegliwości. Przy czym pytający często bywają kategoryczni i wymagający (natarczywi) w uzyskaniu odpowiedzi na to czy inne życiowo ważne pytanie.

Wiem o tym nie z domysłów ale na pewno, jako duchowny; to przypomina przyjście człowieka do apteki po lek, bez recepty, ale pragnącego nabyć najskuteczniejszy, który od razu usunąłby wszelki ból cierpiącego organizmu. Powiem otwarcie: nie we wszystkich przypadkach udaje się pomóc! Leczenie (duszy) trzeba prowadzić kompleksowo, jego elementy według składu i ilości są różne. Tak oto i teraz, odpowiadając na pytania, nie można jednoznacznie odpowiedzieć: zmuszać czy nie zmuszać dziecka po prostu (przewrotne to słowo – „po prostu”) chodzić do cerkwi, jeśli ono nie chce się spowiadać. Wszystko zależy od Boga i, oczywiście że, od samych rodziców: na ile oni są mądrzy, delikatni i pobożni. Jeśli nic z tego wszystkiego nie ma w nich samych, to koniecznym jest uzbroić się w męstwo i cierpliwość i rozpocząć własną drogę – poprzez ucerkowienie, oczyszczenie, przede wszystkim, siebie – od grzesznej nieczystości, przyzywając w gorącej modlitwie Imię Samego Pana naszego Jezusa Chrystusa, żeby On objawił Swoją łaskę na niepokorne dziecko i oświecił Światłem rozumu i pobożności. Modlitwa – pierwszy środek w sprawie wychowania dzieci w chrześcijańskim „błahoczestii”. Modlić się można i podczas Boskiej Liturgii, i na molebniu po niej, i w domu, i w drodze – dosłownie, wszędzie. My, przyzywając Imię Boże, również prosimy o wstawiennictwo Bożej Matki. Prosimy świętych, którzy spodobali się Bogu, o orędownictwo przed Tronem Pana Sławy i darowanie nam darów Ducha, o pomoc w dobrych sprawach. Na przykład, przy niedostatecznym „błahoczestii” dzieci zwracamy się do świętej męczennicy Sofii, aby wezwać ją, aby pomogła nieść nasze trudy. Trud rodziców w wychowaniu dzieci daleko nie zawsze przepełniony jest radością, ale często też łzami. Niech będą nam pocieszeniem słowa piewcy psalmów Dawida: Siejący ze łzami będą żąć z radością (PS. 125 (126): 5). Znaczy, siejmy. Co zaś dotyczy przymuszania, to zamieńmy tę metodę na metodę przekonywania i oświecenia (edukowania) naszych dzieci w duchu Miłości Boskiej Prawdy!

5. PYTANIE: Kiedy jednak w duchowym wychowaniu bywa konieczny przymus – czy wiara i duchowość zakładają pełną osobistą swobodę?

Znów przymus! Odpowiadając na poprzednie pytanie, proponowaliśmy zamienić metodę przymusu na metodę przekonywania. Do Carstwa Bożego nie można zapędzać człowieka pod lufą karabinu. Umieściwszy pierwszych ludzi (Adama i Ewę) w Raju, Stwórca pozostawił im pełną swobodę rozporządzania sobą i wszystkim, co ich otaczało. Ale przy tym uprzedził: …z każdego drzewa w sadzie będziesz jeść; a z drzewa poznania dobra i zła, nie jedz z niego; bo w dniu, w którym spożyjesz z niego, śmiercią umrzesz (Rdz. 2: 16-17).

Swoboda – największy dar Boży rozumnemu człowiekowi; człowiek bez swobody jest nie do pomyślenia, dlatego, że on stworzony jest przez Samego Boga, Który jest Nosicielem absolutnej Swobody, ponieważ nie został stworzony przez nikogo, ale Sam jest Stwórcą wszystkiego, co istnieje: widzialnego i niewidzialnego świata. I rzekł Bóg: uczyńmy człowieka na Nasz obraz (i) według podobieństwa Naszego… (Rdz. 1: 26)

Ale jednocześnie wolność ukrywa w sobie również ogromne niebezpieczeństwo jak dla tego, komu jest dana, tak i dla całego świata. Bóg pozostawił człowiekowi pełną swobodę, ale jak ludzie ją wykorzystali?

Cała historia świata – to historia walki dobra ze złem, z tym złem, które człowiek wniósł w świat, korzystając ze swojej swobody. Czasem u ludzi w duszy pojawia się zdziwienie: czyż Bóg, tworząc człowieka wolnym, nie mógł uczynić tak, żeby Jego stworzenie nie grzeszyło? Ale to już ograniczenie. Swoboda oznacza brak jakichkolwiek ograniczeń człowieka ze strony Boga, Który nic nam nie narzuca. Jeśli człowiek byłby wbrew woli zmuszony nie grzeszyć, jeśli Raj byłby z zewnątrz mu narzucony, obowiązkowy, to jakaż byłaby w tym swoboda? Taki Raj, prawdopodobnie wydałby się ludziom więzieniem. Bóg nie zobowiązuje ludzi nawet wierzyć w Swoje istnienie, pozostawiając pełną swobodę ludzkiemu sumieniu i ludzkiemu rozumowi. Apostoł Paweł w swoim liście do Galatów mówi: Do swobody jesteście powołani wy, bracia, tylko aby swoboda wasza nie była powodem dogadzania ciału… (Ga. 5: 13).

Pragnienie dogodzenia własnemu ciału, zaspokojenia swoich namiętności i pożądania pozbawia człowieka wolności, czyniąc go sługą i niewolnikiem grzechu i zepsucia (rozkładu). Każdy przymus jest sprzeczny z pojęciem wolności i może wywołać przeciwną reakcję u człowieka.

W duchowym wychowaniu dziecka rodzice nie powinni uciekać się do przymusu i nacisku, ponieważ takie wychowanie nie doprowadzi do pożądanego efektu. W wychowaniu nie jest wskazana ani zbytnia łagodność, ani surowość – wymagana jest mądrość. Apostoł Paweł radzi: I wy, ojcowie, nie rozdrażniajcie dzieci waszych, ale wychowujcie je w nauczaniu i nastawieniu Bożym. (Ef. 6: 4). Ale już od niemowlęctwa koniecznie trzeba wychowywać uczucia odpowiedzialności i obowiązku. Pierwsze do określonego wieku wychowywane jest nie tylko rozmową i pouczeniami, ale i karą, drugie – przede wszystkim przykładem rodziców. W dzieciach, jak w rodzicach, powinien być strach przed grzechem, zdolność do pokajania, co zaczyna się od prostego „wybacz” (przepraszam) za drobne dziecięce przewinienia. Wpojenie w świadomość dziecka pojęcia grzechu wymaga wielkiego taktu i mądrości rodziców. Utrudnione jest to tym, że społeczeństwo w swojej masie zatraciło pojęcie o grzechu i przytępiło poczucie wstydu i skromności w człowieku. Proroczo pisał święty apostoł Paweł w drugim liście do Tymoteusza: Wiedz zaś, że w ostatnie dni nastaną ciężkie czasy. Bowiem ludzie będą samolubni, chciwi, hardzi, nadęci, bluźnierczy, niepokorni wobec rodziców, niewdzięczni, bezbożni, nieprzyjaźni, nieprzejednani, oszczercy, niepowściągliwi, okrutni, nie miłujący tego co dobre, zdrajcy, bezczelni, napuszeni, bardziej miłujący rozkosze niż Boga, mający pozory (wygląd) pobożności a wyrzekający się jego siły (ich życie będzie jej zaprzeczeniem). Takich unikaj (2 Tm. 3: 1-5).

Trudno jest uniknąć społeczeństwa. Ono we wszystkie strony zapuściło swoje macki, zatrute jadem bezbożności i cynizmu, seksualnej rozpusty i chciwości, zdrady i szatańskiej dumy. Ale w każdym społeczeństwie istnieją wspólnoty, nie pragnące żyć według „żywiołów świata tego”. To, przede wszystkim, wspólnoty prawosławnych chrześcijan.

Żeby ochronić dziecko przed złym oddziaływaniem ulicy, trzeba urządzić je w miejscu, odpowiadającym jego duchowej orientacji. Takim miejscem może być Niedzielna szkoła, prawosławne obozy letniego wypoczynku, pielgrzymkowe wyjazdy do świętych miejsc. Zaczątki wiary i duchowego wychowania dziecko otrzymuje w rodzinie, w cerkwi domowej, jeśli tyko małżonkowie są w stanie ją stworzyć. Miłość, wiara i stała uwaga wobec dzieci, razem z modlitwą, podpowiedzą rodzicom, jak ochronić je przed szkodliwymi oddziaływaniami. Pragnienie rodziców dać dzieciom prawosławne wychowanie często spotyka się z przeszkodami otaczającego środowiska i, w szczególności, szkoły. W szkole dziecko nasiąka niegodziwymi (bezbożnymi) nie tylko myślami, ale i postępkami od swoich rówieśników a nawet od nauczycieli. Pobożni rodzice (czcigodni) rodzice powinni dostrzegać złe postępowanie dzieci i zwracać im uwagę, nie przepuszczać mimo uszu nieprzyzwoitej mowy i poszczególnych słów i wyrażeń, bezczeszczących nasz wspaniały wszechmocny ruski język.

Oto tu jest absolutnie konieczne wymuszenie (zakaz, a nie napominanie): nie stosować, nie wypowiadać brzydkich, bluźnierczych i dwuznacznych słów. Takie wymuszenie nie jest atakiem na swobodę człowieka, jest żądaniem wypełnienia elementarnych zasad publicznej (towarzyskiej) przyzwoitości. Nieprzestrzeganie tych zasad, właściwie, jest świadectwem tego poziomu duchowości, na którym znajduje się dusza młodzieńca czy dziewczyny. Albowiem nie powołał nas Bóg do nieczystości, a do świętości. Więc, odrzucający je, niepokorny jest nie człowiekowi, a Bogu, Który dał nam też Ducha Swego Świętego (1 Tes. 4: 7-8). Jeśli zaś człowiek nie ma wiary w Boga, to nie ma nadziei i na Życie Wieczne.

Ziemskie zaś staje się bezcelowe i bezsensowne. Jakież więc może on mieć szczęście? Tylko zewnętrzne, tylko czasowe, złudne i nieuchwytne. Szukajcie zaś przede wszystkim Carstwa Bożego i prawdy Jego, a to wszystko będzie wam dodane (Mt. 6: 33). Szczęście – to radość swobodnej jedności z Bogiem, a w Bogu – i ze wszystkimi ludźmi, z całym światem.

6. PYTANIE: Jak zaszczepić dziecku miłość do modlitwy i czytania Świętych Ksiąg?

Powiedzmy od razu: sprawa to bardzo trudna. Trudność polega na tym, że dobre ziarno, które upadło na żyzną glebę, może być nieoczekiwanie porwane przez szatański poryw wiatru i rzucone w objęcia kamienistej gleby i nie wydać żadnego plonu, zamieniwszy się w nikomu niepotrzebną pleśń. Dlatego każdą sprawę koniecznie trzeba zaczynać od modlitwy do Boga, żeby On Sam ochronił nas Swoją łaską od wszelkich niespodziewanych ataków złego ducha. Zazwyczaj na początku każdego zajęcia odmawiana jest modlitwa do Ducha Świętego: „Cariu niebiesnyj…” albo „Otcze nasz”, gdzie wyraźnie prosimy u Ojca o obronę nas przed złym.

O modlitwie

Niech będzie modlitwa moja, jak kadzidło przed Obliczem Twoim (PS. 140 (141): 2).

Prawdziwa modlitwa – to nie przypominanie Bogu o naszych potrzebach, i nie próba zawarcia z Bogiem transakcji – nie, w prawdziwej modlitwie my z miłością, zaufaniem, jak dzieci do Ojca, przypadamy do Niego, wiedząc, czując, że w Nim – wszystko. I On, Kochający i Wszechmocny Ojciec nasz, robi dla nas wszystko najlepsze – nie to, co nam wydaje się najlepszym, a to, co dla nas naprawdę jest najlepsze i najbardziej zbawienne niż cokolwiek innego i czego my często nie możemy i nie chcemy zrozumieć. Zaufajmy więc Mu całkowicie. Sami siebie i jeden drugiego nawzajem, i cały żywot (życie) nasz Chrystusowi Bogu powierzmy. On Sam radzi: Proście, i dane wam będzie, szukajcie, i znajdziecie, stukajcie, i otworzą wam. Albowiem każdy proszący otrzymuje, i szukający znajduje, i stukającemu otworzą (Mt. 7: 7-8). Ale trzeba, żeby nasza modlitwa i całe nasze życie było zbieżne z wolą Bożą. Niech będzie na wszystko Jego Święta wola! Prośby, modlitwy, przeczące (wbrew) woli Bożej, nie spełniają się, przecież one sprzeczne są z naszym własnym pożytkiem. Przypomnijmy sobie pewne Ewangeliczne wydarzenie, kiedy do Chrystusa podeszli synowie Zebedeusza, Jakub i Jan, i poprosili Go pozwolić siąść jednemu po prawej, a drugiemu po lewej stronie w chwale Boskiego Nauczyciela. Pamiętacie, co On powiedział? – Nie wiecie, o co prosicie (Mk. 10: 38). Czasem Pan „zwleka” dlatego, żebyśmy „ochłodzili swój żar” i pomyśleli: czy na dobre prosimy. Nie można prosić Najwyższego o ukaranie naszych krzywdzicieli i tych, kto otwarcie pragnie nam zła. W Ewangelii mówi się, abyśmy przebaczali krzywdzącym nas, co więcej, abyśmy kochali wrogów naszych. (Mt. 5: 44). Mało wierzącemu i dalekiemu od Cerkwi człowiekowi przyjąć taką propozycję jest bardzo trudno, ale dla nas, chrześcijan, to jedna z możliwości przybliżenia się do Chrystusa, do Słońca Prawdy. Modlitwy koniecznie trzeba uczyć dzieci jeszcze zanim nauczą się one czytać. Daje to możliwość kontaktu z Bogiem, modlitwa – to łączność z Nim – rozmowa, od której na sercu staje się ciepło i spokojnie. I jeśli dziecko zrozumie, że wszystko czyni Bóg, i bez Niego my nic robić nie możemy, to jego stosunek do Stwórcy stanie się pełen czci, a kontakt – pożądanym. Na początku trzeba, żeby u dziecka pojawiła się potrzeba modlitwy, ono powinno otrzymać choć jakiekolwiek doświadczenie w niej, jak się mówi „przyzwyczaić się”, a czy stanie się ona umiłowanym jego zajęciem – sprawa Boża.

Wielcy szermierze wiary i pobożności, na przykład, uważali modlitwę za najtrudniejszy wyczyn. Zaszczepić miłość do modlitwy, i to jeszcze dziecku – zajęcie bardzo skomplikowane, nie każdemu rodzicowi to według sił. A i samo słowo „zaszczepić” oddaje czymś sztucznym, niezbyt łaskawym. Modlitwa – to dar Boży. Do daru miłości nie zaszczepia się. On dlatego to nazywa się „darem”, że dawany jest darmo. Jakąż jeszcze miłość trzeba zaszczepiać (przyszczepiać) do daru, kiedy daruje go człowiekowi Sama Miłość, dlatego że, według słów świętego apostoła i ewangelisty Ioanna Bohosłowa, Bóg jest miłością (1J. 4: 8). Modlitwa – sprawa osobista i bardzo intymna. Jednak indywidualna modlitwa nie zastępuje wspólnej. Wspólna modlitwa, wspólna modlitewna reguła przyucza do duchowej dyscypliny. Chodzimy do cerkwi, gdzie naszą osobistą modlitwę wspiera ogólna. Zewnętrzne odmawianie modlitwy, w domu czy w cerkwi, jest jedynie formą modlitwy. Istota zaś, dusza modlitwy – w umyśle i w sercu człowieka.

Jeśli już mówić o zaszczepianiu miłości do modlitwy (dla Boga wszystko możliwe!), to zaczynać trzeba od modlitwy domowej, która dźwięczałaby w naszej domowej cerkwi.

Trzeba wiedzieć, że Święci Ojcowie rozróżniali kilka stopni modlitwy. („Pierwszy stopień – pisze Fieofan Zatwornik – modlitwa cielesna, bardziej w czytaniu (odmawianiu), staniu, pokłonach. Uwaga rozprasza się, serce nie czuje, chęci nie ma: tu cierpienie, trud, pot. Nie patrząc, jednak, na to, ustal granice i czyń modlitwę. To modlitwa czynna. Drugi stopień – modlitwa uważna: umysł przyzwyczaja się skupiać w czasie modlitwy i całą ją odmawiać świadomie, bez rozkradania. Uwaga łączy się ze słowami pisanymi i mówi jak swoje. Trzeci stopień – modlitwa uczucia: od uwagi ogrzewa się serce, i co tam w myśli, to tu staje się uczuciem. Tam – słowo pokorne, a tu – pokora; tam – prośba, a tu – uczucie potrzeby i konieczności. Kto doszedł do uczucia, ten modli się bez słów, bowiem Bóg jest Bogiem serca (…) Przy tym czytanie (odmawianie) może ustać, również i myślenie, a niech tylko będzie przebywanie w uczuciu ze znanymi modlitewnymi znakami. Czwarty stopień – modlitwa duchowa. Ona zaczyna się wtedy, kiedy modlitewne uczucie dojdzie (wzniesie się) do ciągłości. Ono jest darem Ducha Bożego, modlącego się za nas – ostatnim stopniem modlitwy osiągalnej” (Bp. Fieofan Zatwornik. Droga do zbawienia).

Modlitwy (modlenia się) dziecko uczy się nie tylko w domu, ale i w cerkwi, do której obowiązek chodzenia określony jest przez czwarte przykazanie Dekalogu: „Czcij święta”.

Podstawa codziennej modlitwy świeckiego – to poranna i wieczorna reguła, którą odmawiają dorośli członkowie rodziny. Jeśli dzieci obecne są podczas modlitwy, to ona może być skrócona do rozsądnych granic. Jeśli zaś dzień był przesycony pracą i duchowym wysiłkiem, to regułę można zastąpić regułą prepodobnego Sierafima Sarowskiego i odmówić (przeczytać):
a) trzykrotnie „Otcze nasz”,
b) trzykrotnie „Bohorodice Diewo”,
c) Symbol Wiary (jeden raz).

* * *

…Nauczajcie dzieci
Choćby krótko, się modlić:
„Sława Bohu” czy po prostu:
„Pomiłuj mienia”,
I siebie przyuczajcie duchowej powściągliwości,
Unikając namiętności,
Zachowując pobożność…

Teraz o drugim „zaszczepianiu”: miłości do czytania Świętych Ksiąg.

Od czego zacząć? Od głośnego czytania dobrych bajek, pouczających opowiadań, od miłości i zaufania w rodzinie. Jeszcze w wieku przedszkolnym rodzice powinni zatroszczyć się o to, żeby dzieci zaczęły przyswajać podstawowe etapy Świętej Historii. Opowiadać należy tak, żeby dzieci mogły skutecznie przezwyciężać wpływ antychrześcijańskiej propagandy. Niemożliwym jest zaproponować konkretny program do zajęć z dziećmi, przydatny dla każdej rodziny.

To zależy od samych rodziców, od ogólnokulturalnego i religijno-teoretycznego przygotowania, od cerkiewno-praktycznych nawyków i pedagogicznego doświadczenia. Mimo wszystko spróbujmy wyodrębnić dla zajęć domowych cztery podstawowe działy:
1. Ogólny przegląd historii Biblijnej.
2. Systematyczne uczenie się treści Ewangelicznych.
3. Zapoznanie się z ogólnym układem i sensem nabożeństw.
4. Nauka Symbolu Wiary i zapoznanie z podstawami Chrześcijańskiej Dogmatyki.

Korzyść od takich zajęć – nie tylko dzieciom, ale i rodzicom. Wywierając korzystny wpływ na wszystkich, zajęcia wzmacniają związek międzypokoleniowy, poprawiają duchową atmosferę rodziny. Zajęcia koniecznie trzeba zaczynać i kończyć modlitwą (ona jest w „Modlitewniku”). Jeśli dzieci w rodzinie różnią się wiekiem, to pożądane prowadzić zajęcia osobno: młodsze, starsze.

Nie jest koniecznym, aby dzieci opowiadały Ewangelię, wciągajcie je w rozmowę, zadając pytania o przeczytanym. Rozmawiajcie swobodnie, radośnie, bowiem chrześcijaństwo jest radosną pełnią życia w Chrystusie. Nie okazujcie nacisku na dzieci, szanujcie osobowość maleństwa, wyrostka, młodzieńca, dziewczyny, żeby nie wywołać protestu przeciwko religii w ogóle.

Nie wszystkie książki o treści religijnej można nazwać „Świętymi”. Biblia – tak! Ona składa się ze Świętych Ksiąg Starego i Nowego Testamentu. Pozostałe książki – to dzieła Świętych Ojców, takich jak, na przykład, Wasilij Wielki, Grigorij Bohosłow, Ioann Złotousty. Oni są cerkiewnymi klasykami. Jak trudno trochę-troszeczkę wykształconemu człowiekowi nie znać naszych ruskich klasyków (Gogola, Puszkina, Dostojewskiego i innych), tak niemożliwym jest wyobrazić chrześcijanina, niezapoznanego z klasycznymi dziełami światitiela Fieofana Zatwornika, światitiela Tichona Zadonskiego, światitiela Dmitrija Rostowskiego. Istnieje wiele pożytecznych dla duszy książek, które pomagają ukształtować prawosławnego chrześcijanina jako osobowość, zdolną odnosić zwycięstwa na polach duchowej walki. Jeśli by pożyteczne dla duszy dziecięce książki były tak kolorowo ozdobione, jak modny „Harry Potter”, równie ciekawie i mistrzowsko napisane, tak samo dobrze rozreklamowane, to każde ciekawe dziecko nie mogłoby przejść obojętnie obok takiej książki. Zbawienne dla duszy książki powinni pisać najbardziej utalentowani pisarze, ilustrować najbardziej utalentowani artyści, reklamować wszystkie środki masowej informacji, kibicujące duchowemu dojrzewaniu nowego pokolenia. Podsumowując, powiedzmy: „Kochajcie książkę – źródło wiedzy. Rodzice, dążmy do wiedzy i, przede wszystkim, do duchowej”.

7. PYTANIE: Dziecko uparte jest w złym, nie ma ani poprawy, ani pokajania. Co robić?

Rodzice dla dziecka – są pierwszym, jedynym i najbardziej oczywistym przykładem. Rozmawiajcie w domu życzliwie i spokojnie; komunikujcie się z uśmiechem, pomagajcie sobie nawzajem; nie zapominajcie tłumaczyć dziecku co jest dobre a co złe; pracujcie i odpoczywajcie razem; kochajcie rodzinną regułę modlitewną i jak najczęściej zwracajcie się o pomoc do Boga.

Wszyscy rodzice chcą, żeby ich dzieci były grzeczne, cnotliwe. Rodzice-chrześcijanie chcą, aby dzieci były wierzące, uprzejme i posłuszne, żeby wyrosły na życzliwe i pożyteczne dla społeczeństwa. Jednak rodzice powinni pamiętać, że uczeń nie bywa wyżej od swego nauczyciela (Łk. 6: 40).

Dlatego religijność dzieci mierzona jest religijnością rodziców, którzy nie mogą dać dzieciom ponad to, co sami posiadają. I oni powinni myśleć o swojej odpowiedzialności, i, odpowiednio do niej, o podwyższeniu własnego poziomu duchowego. W ten sposób, chrześcijańskie wychowanie dzieci zaczyna się od pracy rodziców nad sobą. Ze wzrostem ich własnej religijnej świadomości i ze wzmocnieniem ich cerkiewności będą duchowo wzrastać również dzieci; w przeciwnym wypadku w rodzinie nie będzie warunków dla ich religijnego rozwoju.

Udzielając rady, jak szukać błogosławionego oddziaływania Cerkwi na dzieci, swiatitiel Fieofan zastrzega, że niewiara, niedbałość, niegodziwość, bezbożność i niedobre życie rodziców mogą nie dać należytych owoców wychowania. W miarę wyrastania u dziecka pojawiają się grzeszne odruchy duszy. Najpierw – nieświadome, ale jeśli nie zwracać na nie uwagi, to mogą one przejść w przyzwyczajenia. Kaprysy, zazdrość, gniew, lenistwo, zawiść, nieposłuszeństwo, upór, chciwość, chytrość (przebiegłość) a nawet łgarstwo – wszystko to może pojawić się u dziecka w młodym wieku. Trzeba cierpliwie wykorzeniać niedociągnięcia dzieci, ważne – nie złościć się na nie, a powstrzymywać grzeszne przejawy z cierpliwością, miłością i stanowczością, żeby one widziały, że ich występki martwią rodziców. Apostoł Paweł uczy rodziców nie pobudzać do gniewu dzieci (Ef. 6: 4), ale również ważnym jest i samym rodzicom nie złościć się i nie gniewać. Kara wymierzona w gniewie, traci znaczną (ważną) część, swojej siły wychowawczej i wywołuje u dzieci negatywną reakcję. Pobłażanie, obojętność wobec postępowania dzieci, odnośnie ich kontaktów poza murami domu, mówi o tym, że mało w nas miłości. My, rodzice potrzebujemy miłości dlatego, że musimy obficie podlewać swoją młodą latorośl rodzicielską miłością, żeby w życiowych próbach ona mogła przeciwstawić się licznym pokusom świata. Liczne zeznania młodych przestępców świadczą, że u 70% z 500 badanych ojcowie wyróżniali się nadmierna surowością i brakiem umiaru w karaniu, u 20% wyróżniali się pobłażaniem i tylko u 5% – surowością i miłością. Oni (ci ojcowie), widocznie, nie mogli pokonać szkodliwych wpływów na dzieci ulicy, rozrywkowo-zabawowych placówek (dyskotek, automatów i urządzeń do gier), deprawujących gazet i czasopism, rozbijających psychikę młodych, nieokrzepłych ludzi programów telewizyjnych i bezduchowych, lichych, zachodnich, a obecnie już i naszych, filmów.

Jeśli dziecko długo zapiera się (trwa) w swoich grzechach, trzeba pomagać mu poprawić się:
a) wzmóc rodzicielską modlitwę („wiele może modlitwa matki”);
b) podawać sorokousty (zapiski na czterdziestodniowe modlitwy) o zdrowie dziecka (i to nie w jednej cerkwi);
c) służyć różne modlitwy, molebny (w danym przypadku do wielkomęczennika Nikity);
d) zamawiać ektenie o zdrowie wszystkich członków rodziny;
e) może pomów rodzicielska rozmowa z upierającym się dzieckiem, przecież trzeba zrozumieć prawdziwą przyczynę nieposłuszeństwa czy zamknięcia się w sobie;
f) czasem, na jakiś czas, można wycofać się i nie zadawać natrętnych pytań, ale dalej trzymać je pod czujnym okiem rodzicielskiej uwagi.
g) wychowywać w dzieciach taką cnotę – posłuszeństwo.

Wszelki upór mówi o braku u niecka danej cnoty. Posłuszeństwo jest podporządkowaniem naszej woli woli cudzej. Kochające i szanujące rodziców dziecko na pewno skłoni swoją wolę przed nimi. Tak więc, miłość i szacunek dzieci wobec rodziców są zakorzenione w miłości rodziców do swoich biologicznych rodziców (babć i dziadków), a najważniejsze – w miłości do Ojca Niebiańskiego.

„Pragnąc przełamać dziecięcą samowolę i upór, rodzice powinni działać zgodnie między sobą: nie może jedno niszczyć tego, co buduje drugie. Nic tak nie wzmacnia dziecka w samowoli, jak jeśli jedno z rodziców daje mu to, czego odmówiło drugie. Tak powinni postępować i starsi bracia, i siostry, krewni i służący, a zwłaszcza babcie i dziadkowie” (Pouczenia Irinieja, bp. Jekatierinburskiego i Irbitskiego. Jekatierinburg, 1901r. str. 21.).

Rodzice, szanujcie się nawzajem! Nie pozwalajcie sobie wypowiadać nieprzyzwoitych słów, nie potępiajcie się nawzajem w obecności dzieci. „Chcecie, aby dzieci wasze były posłuszne, okazujcie im i udowadniajcie swoją miłość, nie tę miłość małp, która rozpieszcza dziecko i gotowa bywa smakołykami przekarmić je na śmierć, ale serdeczną rozsądną miłość, ukierunkowaną na dobro dzieci. Gdzie dziecko widzi taką miłość, tam ono okazuje posłuszeństwo nie ze strachu, ale z miłości” (Tam że, str. 24).

Na zakończenie dochodzimy do wniosku, że każdy upór i nieposłuszeństwo swoje korzenie mają w pysze (hardości). Święci Ojcowie mówią, że „matką wszystkich grzechów jest pycha”. Hardy człowiek jest okrutny i nieugięty, on zawsze chce utwierdzić wolę swego pragnienia – po pierwsze.

Po drugie, wszystko dobre, które posiada, przypisuje swemu rozumowi, swoim wysiłkom, a nie Bogu.

Po trzecie – nie lubi napomnień i uważa się za czystego, choć cały jest zabrudzony.

Po czwarte – przy niepowodzeniach narzeka, oburza się i obwinia innych, często też bluźni. Gorzkie są owoce hardości. Dlatego jest powiedziane: Każdy wywyższający sam siebie, uniżony będzie, poniżający siebie zostanie wywyższony (Łk. 14: 11). Poskrommy więc najpierw siebie i nauczmy pokory dzieci nasze.

8. PYTANIE: Teraz dużo mówi się o tak zwanym „wychowaniu seksualnym”, „wolności płci” i innych „wolnościach”. Najwyraźniej zaszczepia się tolerancyjne, a to i sympatyczne podejście do grzechu. Ale jak wychowywać swoich chłopców i dziewczynki, aby nie zostali wciągnięci w to bagno i właściwie uformowali swoje poglądy? W ogóle, w jakim stopniu nasze świeckie wychowanie i edukacja są duchowo i moralnie szkodliwe?

Pytanie jest dość obszerne:
1. O wychowaniu seksualnym.
2. O „Wolności płci” i innych „wolnościach”.
3. O formowaniu u naszych chłopców i dziewczynek poprawnych poglądów.
4. Jaka szkoda może być od świeckiego wychowania w planie duchowo-moralnego rozwoju naszych dzieci?

Zwróćmy się do Pisma Świętego. Być może, dla jakiejś kategorii ludzi Ono i nie jest bezspornie autorytatywnym źródłem, ale dla każdego wierzącego chrześcijanina – to Księga, ze stronic której słyszymy (poprzez Proroków, Apostołów i Ewangelistów) Głos Samego Stwórcy, Jego Syna i Świętego Ducha – głos Świętej, Współistotnej i Nierozdzielnej Trójcy. Jedyny Bóg przez Syna, świętych wybrańców prowadzi do zbawienia zbłąkane dusze nasze, dlatego że On kocha nas i chce przyprowadzić ludzi nie do życia czasowego, ale do wiecznej szczęśliwości. Albowiem tak pokochał Bóg świat, że oddał Syna Swego Jednorodzonego, aby każdy, wierzący w Niego, nie zginął, ale miał życie wieczne (J. 3: 6).

Największe nieszczęście naszych czasów – w tym, że ludzie bardziej żyją według praw świata materialnego i jedynie niektórzy – według praw duchowego. Dokonuje się przemiana ludzi wykształconych i całych klas w bestie – tam gdzie zapominana jest wiara chrześcijańska. Chrześcijaństwo – to wielka para skrzydeł, niezbędna do tego, żeby wznieść człowieka ponad jego samego. We wszystkie czasy, kiedy te skrzydła są podcinane lub jawnie obłamywane, moralność, czystość i etyka społeczeństw upadają.

Zaplątali się, pogubili się,
Jakich trzymać się schematów?
No, a kiedy zadumali się –
zaplątali się całkiem.
Iść za Bogiem – wstyd to jaki:
Dookoła taki progres…
A na duszy smutek taki
I cudów się chce.

O przyszłość jasną
Walczył nasz lud,
A w rezultacie uczyniono –
Wszystko na odwrót:
Gdzie cmentarz – tam zagłada,
Gdzie świątynia – tam kasyno…
Jakaż straszna z nas szkarada –
Zrozumieć trzeba by już dawno…

Cóż więc widzimy na rozległym płótnie naszego życia?

Odsunięcie Boga przez społeczeństwo; nieuznawanie prymatu Cerkwi w sprawie wychowania w młodym podrastającym pokoleniu uczucia moralności i wstydu. Te pojęcia stoją w jednym szeregu z pojęciami honoru i sumienia. Wstydliwość w każdym wieku, zaczynając od najwcześniejszego, ozdabiała ludzką osobowość, pomagała oprzeć się naporowi pokus. W ruskim języku nie było, oczywiście, takich pojęć, jak „seksualna rewolucja”, „seksualna wolność”, synonimem których jest krótkie i konkretne (ścisłe) słowo: bezwstyd. Wstydliwość potrzebna była zwłaszcza w okresie fizycznego dojrzewania podrostka, dlatego że kiełznała (poskramiała) jego pożądania. I do tego ruskiemu narodowi nie były potrzebne specjalne programy. Sumienie człowieka, jego wewnętrzna samokontrola, zawsze była na Rusi regulatorem jego życia. Tysiąc lat Cerkiew duchowo przygotowuje chłopców i dziewcząt stać się ojcami i matkami, żeby oni mogli stworzyć rodzinę, jako małą Cerkiew.

Prawosławny system wychowania uczy zdrowego stylu życia, który zawiera w sobie:
a) cnotliwe życie z modlitwą, wiarą i miłością do Boga i bliźniego;
b) umiar we wszystkim;
c) spokój duszy;
d) umiarkowane wyżywienie z rozsądnym (według sił) ograniczeniem (post);

e) pracę fizyczną;
f) posłuszeństwo.

Prowadząc zajęcia z „wychowania seksualnego” (zapobieganiu wczesnej ciąży), w naszych szkołach dokonuje się obecnie przestępstwa – demoralizowanie nieletnich, kiedy w charakterze pomocy poglądowych używa się filmy, gdzie brzmi następujący tekst: „Dziewczętom i chłopcom chce się doznać przyjemności. Oni mogą ograniczyć się do swego własnego ciała, uciekając się, na przykład, do onanizmu”. Oto czego uczą naszych dzieci „inżynierowie ludzkich dusz”…

Pomimo faktu, że na polecenie Ministerstwa Edukacji Ogólnej i Zawodowej Federacji Rosyjskiej nr 781 z 22.04.97, praca nad projektem „Edukacja seksualna rosyjskich dzieci w wieku szkolnym” powinna zostać całkowicie wstrzymana, liczba szkół zaangażowanych w ten program, po tym zarządzeniu, tylko w Petersburgu zwiększyła się w ciągu roku z 585 do 683.

Kiedy prawosławna społeczność Rosji zwróciła się do Dumy z prośbą o nauczanie Zakonu Bożego w ogólnokształcącej szkole powszechnej, Duma tego nie uczyniła, zastępując sugestie wierzących przez przyjęcie poprawki dotyczącej nauczania przedmiotu „Historia religii świata”.

Pomyślcie, w klasie – 30 dzieciaczków (pierwszoklasistów), 25 z nich – słowianie (2/3 ochrzczonych), 2 tatarzynów, 2 żydów i 1 gruzin (też ochrzczony).

Pytanie, poco dla nich „religie świata”? Wcześnie, macie rację! Należałoby zaczynać, na przykład, od klasy piątej.

Co robić z pierwszoklasistami? Uczyć Zakonu Bożego czy dociągnąć jako-tako do tej klasy, gdzie zaczyna się „otwarta” rozmowa nauczycieli z uczniami o płciowym przyciąganiu podrostków, o „wolnej” miłości, o „wolności” wyboru partnera, o „wolnym” podjęciu decyzji (postąpić według sumienia, czy według pragnienia) i innych „wolnościach”?

Przypominam sobie początek pierestrojki. Jak miłymi gośćmi byliśmy z ojcem Wiktorem Jaroszenko (Carstwo mu Niebieskie!) u pierwszoklasistów, w szkole na ulicy Grochowej, gdzie prowadziliśmy zajęcia z Zakonu Bożego (religii). Nie przeszło i połowy roku szkolnego, a nauczyciele już zadawali sobie pytanie: w jaki sposób udało się nam w tak krótkim czasie odwrócić dzieci od bezczelności i biesowskiego skakania po korytarzach, któremu zawsze towarzyszyły nieludzkie krzyki. A my nic szczególnego, z punktu widzenia zwykłej pedagogiki, nie robiliśmy: my po prostu odkrywaliśmy w ich sercach obecność Boga i jego przeciwnika – diabła, ojca kłamstwa, oszczercy, burzyciela, zabójcy, ojca wszelkiego grzechu i wad, słowem, uczyliśmy odróżniać, gdzie Dobro, a gdzie zło, uczyliśmy podejmowania odpowiedzialnych decyzji za wybór, po czyjej stronie oni chcieliby być.

Euforia z powodu religijnej wolności zakończyła się telefonem „miłego” dyrektora tej szkoły, który poinformował: „W następny poniedziałek nie musicie przyjeżdżać do nas, w ogóle, nasza współpraca została odwołana”. Nie pamiętam: może, nie dosłyszałem, a, może, i zapomniałem (kajam się), czy usłyszałem zwykłe (ale nie dla wszystkich) słowo „spasibo” – dziękuję. Dla wierzących to słowo w j. rosyjskim oznacza: „Zbaw cię Boże”. Widocznie, do szkoły była „spuszczona z góry” zakazująca instrukcja. Kiedyż my zaczniemy żyć nie według instrukcji, a według najwyższego i jedynego słusznego i prawidłowego Zakonu (Prawa) – Zakonu Bożego?

2. Przewaga na imponującym płótnie naszego życia sfery biznesu i prywatnej przedsiębiorczości. Sfera ekonomiki stała się znacznie bardziej pożądana niż edukacyjna, ponieważ umożliwia ona szybsze rozwiązanie kwestii dobrobytu materialnego. Zaś sfera duchowa przyciąga niewielu, ponieważ troska o materialne (cielesne) – jest główną troską człowieka, wolącego „sikorkę w ręce niż żurawia na niebie”. Ale im bardziej człowiek troszczy się o ciało, tym bardziej słabnie jego duch, a potem, w ostatecznym końcu, i ciało. Charakterystyczna cecha współczesnego człowieka – to osiągnięcie sukcesu za wszelką cenę, nawet omijając przykazania, bez Krzyża, który zawsze był i jest dla chrześcijanina probierczym kamieniem duchowości.

W naszych czasach ogromna masa młodych specjalistów ostro odwraca swoje stopy z wybranej drogi i odchodzi w sferę przedsiębiorczości i, nie ważne jakiego biznesu, aby tylko szybciej „stać się człowiekiem”. Jakim? Przede wszystkim bogatym i „niezależnym”. Nie mamy prawa osądzać ludzi, ponieważ cele życiowe u wszystkich są różne, ale u chrześcijan jeden cel – Chrystus.

Zapytacie, co wspólnego z tym ma moralność? A to, że przy braku moralności ekonomiczne związki stają się „brudne”: wszystko sprzedaje się, wszystko kupuje się, najważniejsze – zysk. A i sama moralność staje się nieszczęśliwym atawizmem (dziedzictwem, cofnięciem się do praprzodków) na ciele społeczeństwa. Spójrzcie na główny ekran naszego kraju – telewizję. Ona teraz – generalny dyrektor moralności dla naszej młodzieży. Posłuchajcie radia – i przerazicie się tym „literacko-muzycznym błotem”, którego słuchają i wchłaniają nasze dzieci. Zajdźcie do klubu młodzieżowego rano, po zakończeniu młodzieżowej „dyskoteki”, i przerazicie się ilością rzuconych, gdzie popadło, butelek i puszek po „energetyzujących” napojach i piwie; ilością porozrzucanych, opróżnionych strzykawek…

3. Co zaś widzimy na trzeciej części ogromnego płótna współczesnego życia? A oto co! W twórczości większości działaczy i kierowników show-biznesu, wydawców współczesnej literatury, przeróżnych mediów dostrzega się, przede wszystkim, dążenie do sukcesu, wyrażonego w pieniężnym ekwiwalencie. Sztuka – spektakl, scenariusz – film, partytura – opera i inne, nie obiecujące olbrzymich zysków (jakby nie były one głębokie w swojej treści), nie przeżyją, wygasną w jednej chwili. „Artystyczna” produkcja, przepełniona seksem, gwałtem (przemocą) i supermenstwem (nadludziami), będzie wypełniać i kaleczyć nasze dusze do tej pory, póki nie usłyszymy zbawiennego stukania do drzwi naszych serc: Oto, stoję u drzwi i stukam; jeśli kto usłyszy głos Mój i otworzy drzwi, wejdę do niego i będę wieczerzać z nim i on ze Mną (Ap. 3: 20).

I powinniśmy wpuścić Tego, Jedynego, Kto może wyprowadzić nas z ciemności ku prawdziwemu Światłu. Ale czy naprawdę chcemy chodzić w Świetle? Wróg rodzaju ludzkiego chce, abyśmy przebywali w ciemności, dlatego to proponuje odrzucić wszelki fałszywy wstyd i nacieszyć się (upoić się) „wolnością”. Och, jakie to nęcące, to słodkie słowo – wolność! W bezbożnym rozumieniu to słowo oznacza zgodę na wszystko, możliwość pełnego zaspokojenia własnych namiętności i pożądliwości. Z „wolności” można korzystać w dowolnej sferze ludzkich relacji; zaczynając od „wolności słowa” i kończąc „wolnością stosunków płciowych”, zarówno dla osób w rodzinie, jak i dla samotnych mężczyzn i kobiet, dla chłopców i dziewcząt – uczniów.

„Wolna” miłość zakłada brak wzajemnej odpowiedzialności i poczucia obowiązku. Jej konsekwencje – porzucone dzieci, a zdarza się, i wyrzucone do śmietników, na wysypiska. Aborcje – to morderstwa. W szóstym przykazaniu Dekalogu zawarty jest nakaz, posłany przed wiekami przez Boga nam, ludziom XXI w.: Nie zabijaj!
O niewinności (cnocie, czystości) nikt teraz nie mówi
Nie modne, dosłownie to przeżytek głupi
I nie przeraża niemądrych nawet AIDS,
A wściekły wróg z uśmiechem zbiera trupy.

Do 90% nieplanowanych dzieci jest zabijanych. Teraz dużo mówi się o tak zwanym „wspólnym zamieszkaniu” (ślubach cywilnych). Debatują. Programy telewizyjne urządzają dyskusje. A o czym tu mówić? Samo dyskutowanie, w pewnym sensie, jest poszukiwaniem usprawiedliwienia tego grzechu. W czym grzech? A w tym, że tak bardzo wygodnie jest żyć – żadnej odpowiedzialności: ani przed Bogiem, ani przed państwem, które, niestety, wydaje się nie być zainteresowane wzmocnieniem rodziny, zwiększeniem liczby urodzeń w stosunku do postępującej śmiertelności. „Wspólne zamieszkiwanie” – to jawny nierząd, przykryty hasłami demokracji i wolności. To – odrzucenie Boga, chrześcijańskiej moralności, słowem – nieodpowiedzialność. Moralność kobiety określa moralne i fizyczne zdrowie narodu. I oto dziewczynki 13-15 letnie – na ulicach, w bramach, na dyskotekach, z papierosami, nieskrępowane i wolne od wszystkiego – to nasze przyszłe macierzyństwo. Ich miliony.

Rujnując rodzinę i ekonomicznie ścierając ją w proch, deklarując maksymalne zaspokojenie ludzkich potrzeb bez ich moralnej oceny, społeczeństwo samo „podcina gałąź na której siedzi”, zmieniając swoich członków w złośliwych cyników, egoistów, samolubów, którzy nie kochają ani swojej Ojczyzny, ani Boga, ani ludzi.

W jakim stopniu szkodliwe jest świeckie wychowanie naszych dzieci? Powiemy tak: to zależy od tego, jak bardzo duchowy i moralny stan „inżynierów ludzkich dusz” odpowiada wezwaniu naszego Pana Jezusa Chrystusa: Szukajcie najpierw Carstwa Bożego i sprawiedliwości Jego, a wszystko inne zostanie wam dodane (Mt. 6: 33).

9. PYTANIE: Niektóre dzieci, prawdopodobnie mogą zapytać: dlaczego w świątyniach nie ma zwykłych, zrozumiałych obrazów na cerkiewne tematy albo dlaczego nie ma instrumentalnej muzyki, dlaczego w ogóle tyle ograniczeń dotyczących zachowania się w cerkwi? Jak prawidłowo odpowiedzieć? I w ogóle, co znaczy – przyłączyć do prawosławnej kultury?

Ponieważ życie wielu członków naszego społeczeństwa w żaden sposób nie jest związane z myślą o Carstwie Bożym, to dla większości rodziców i dzieci świątynia jest po prostu jakąś starodawną budowlą architektoniczną, wewnątrz której nie ma nic współczesnego: ani obrazów, ani muzycznych instrumentów, ani znanego dla ucha synkopowanego śpiewu, w końcu, „normalnego” zaśmieconego zachodnim slangiem języka. Tak, muzeum! Dlatego niecerkiewnego człowieka widać od razu: po jego błądzącym po suficie i po ścianach świątyni wzroku, w którym zastygło pytanie: a po co to, a co to takie: po nogach, nie wiedzących dokąd skierować swoje stopy; po braku chustki na głowie kobiety albo po obecności nakrycia głowy u mężczyzny… A przecież przekroczyliście próg szkoły pobożności. Powinniście byli uczyć się w niej od dzieciństwa, ale ponieważ z tych czy innych przyczyn byliście pozbawieni tej łaski, to pozwólcie, dokonamy krótkiej wycieczki po „szkole”.

Świątynia (cerkiew, sobór) – Dom Boży, gdzie przez biskupów lub kapłanów dokonywane są nabożeństwa, w których udzielane i wylewane jest na nas miłosierdzie Boże (łaska).

Wewnątrz świątynia podzielona jest na trzy części: 1) pritwor (przedsionek); 2) właściwa świątynia (część środkowa); 3) ołtarz, gdzie znajduje się Święty Priestoł (Tron), na którym dokonywane jest najważniejsze nabożeństwo – Boska Liturgia, łącząca z Chrystusem wszystkich przystępujących do Sakramentu Eucharystii.

Ołtarz oddzielony jest od części środkowej świątyni ikonostasem. Ten składa się z kilku rzędów ikon i trojga drzwi: centralne, północne (z lewej) i południowe (z prawej). W ikonostasie i na ścianach świątyni znajdują się święte ikony, przed którymi modlimy się.

Ikoną czy obrazem nazywane jest przedstawienie Samego Boga, albo Bożej Matki, albo Aniołów, albo świętych wybrańców, koniecznie poświęcone specjalnym rytem. W poświęceniu obrazowi przekazywana jest łaska Ducha Świętego. Ale modlimy się nie do ikony, a do Tego, Kto na niej jest przedstawiony. Oto dlaczego w świątyni znajdują się nie obrazki (choćby i przepiękne muzealne eksponaty), a święte ikony. Naturalnie, że miejscem ikon – jest świątynia, a nie zakurzone magazyny najlepszych muzeów świata.

Katolicy, prawda, lubią dekorować ściany swoich soborów obrazkami, wśród których znajdują się dzieła największych mistrzów światowego malarstwa: Michała Anioła, Rafaela, El Greco i innych. Ale obrazy wywołują w człowieku uczucie zachwytu, emocjonalnego wybuchu czy erotycznego entuzjazmu i wiele innych emocji, ikona zaś wywołuje najważniejsze oddziaływanie na człowieka: uświęca go, przekazując mu tę Boską łaskę, która schodzi od pierwowzoru, przedstawionego na niej (takie są cudotwórcze ikony).

I Dionizy i Rublow
Nie dla muzeów je pisali,
Aby obok nich bez żadnych słów
Snuli się setkami gapowicze i ziewali.

W Cerkwi wykorzystywane są trzy rodzaje sztuki: malarstwo, muzyka, słowo (literatura). Wszystkie te sztuki są nazywane Cerkiewną twórczością.

Słowo, jako produkt twórczości, jest przedstawiane w formie posledownij (sukcesji, „scenariuszy”), według których dokonywane jest to czy inne nabożeństwo (Jutrznia, Wiecziernia, Liturgia itd.). Ale dlaczegoż Cerkiew na tyle ograniczyła siebie, że nie pozwala dźwięczeć w prawosławnych świątyniach żadnej muzyce, oprócz chóralnej; żadnemu sztucznemu dźwiękowi, tylko naturalnemu ludzkiemu głosowi?

Od czasów starożytnych muzyka weszła w życie człowieka tak bardzo, że bez niej, wydawało się, nie bije serce i umiera dusza. Z Biblii dowiadujemy się, że śpiew serafinów i cherubinów – to hymn Bogu, to wysławianie w pieśniach Jego Sławy (Iz. 6: 3-4). Żadne instrumenty nie mogą zrównać się z anielskim śpiewem.

Instrument nie ma duszy, tylko aparat głosowy człowieka jest z nią związany (dusza – w całym składzie człowieka) i, jeśli dusza zwróciła się do Boga i chce Go wychwalić, to i śpiew staje się anielskim.

Za wynalazcę instrumentalno-szarpanej i dętej muzyki uważny jest jeden z najbliższych potomków Kaina – Jubal: On był ojcem wszystkich grających na gęśli (cytrze) i fujarce (flecie) (Rdz. 4: 21).

Zgodnie z interpretacją Ojców Świętych, muzyka instrumentalna została wymyślona przez Jubala, aby zaspokoić swoją zmysłowość, namiętne impulsy – jako surogat (oszustwo), pomagając zapomnieć o Bogu i anielskim śpiewie. To znaczy kontynuowany (realizowany) był wspólny cel wszystkich potomków Kaina: urządzić Carstwo Boże na ziemi bez Boga. Skrzypce są dobre, ale nie w cerkwi, a na placu koncertowym.

Porozmawiajmy teraz o tym, jak przyłączyć do prawosławnej kultury. Otwórzmy słownik Władimira Iwanowicza Dala. Słowo „kultura” (w tłumaczeniu z francuskiego) oznacza: przetwarzanie, pielęgnacja i uprawa; drugie znaczenie – wykształcenie umysłowe i moralne. A słowa „prawosławny” czy „prawosławna” oznaczają: prawidłowo wysławiający. Kogo? Oczywiście, Boga. Połączywszy dwa słowa, otrzymujemy: umysłowe i moralne pielęgnowanie, wychowanie człowieka do prawidłowego wysławiania Boga, i do życia według Jego przewodnictwa. Dlaczego powinniśmy preferować prawosławną kulturę przed innymi: zachodnimi czy wschodnimi kulturami? – Dlatego, że ona zrodziła się w łonie (głębi) tej wiary, która głoszona była przez Świętych Ojców Pierwszego Powszechnego Soboru w 325 roku w Nicei, i nauczanie tej wiary uzupełniono w Symbolu Wiary na Drugim Światowym Soborze w 381 roku w Konstantynopolu. Pozostałe symbole uważane są za nieprawosławne (nieprawidłowo wysławiające) i przez Prawosławną Cerkiew nie są uznawane.

Znajomość twórczości prawosławnych działaczy literatury, nauki, sztuki, z takimi przedstawicielami, jak Łomonosow, Karamzin, Dierżawin, Puszkin, Gogol, Dostojewskij, Glinka, Musorgskij, Czajkowskij, Rachmaninow, Rimskij-Korsakow, Borodin, Rublow, Maksim Grek, Dionisij, Iwanow, Niestierow i wielu innych, daje podstawę przypuszczać, że dziecko, wychowane na najlepszych przykładach rosyjskiej twórczości, nie przyłączy się do zgromadzenia gwałcicieli i łajdaków, bezwstydnie burzących wspaniały gmach naszej prawosławnej kultury.

10. PYTANIE: Jakie są oznaki, wskazujące na to, że, dziecko w należytym stopniu ucerkowiło się lub pomyślnie ucerkawia się?

Prosicie wskazać oznaki i kryteria, według których można by było zrozumieć, że dziecko już ucerkowiło się lub pomyślnie ucerkawia się?

Słowo „ucerkowienie” dopiero całkiem niedawno zaczęło nabierać całkiem nowego znaczenia. W rzeczywistości ucerkowienie następuje w Sakramencie Chrztu i w praktyce sprowadza się do następującego: kapłan, wziąwszy dziecko w ręce, stojąc przed Carskimi Wrotami, nawskrzyż podnosi niemowlę i wygłasza modlitwę, która zaczyna się od takich słów: „Ucerkawia się sługa Boży, (wymienia imię) w imię Ojca i Syna i Świętego Ducha. Amiń”. I dalej według Prawosławnego Trebnika (Księgi Posług Religijnych)…

Teraz, kiedy w naszym kraju skończył się okres prześladowania Cerkwi, a ogłoszona ustawa o wolności religii wreszcie weszła w życie, ludzie rzucili się do Cerkwi, aby przyjąć chrzest, oczekując od niej natychmiastowych cudów.

Ale, nie otrzymawszy ich, ponieważ nie ma wiary nawet jak ziarnko gorczycy, człowiek zastanawia się, ja jeszcze czegoś nie zrozumiałem, niedostatecznie wniknąłem w ten potok informacji, nie przeczytałem Biblii, nie przeniknąłem sensu nabożeństw, nie czytam akatystów, nie znam na pamięć modlitw, nic nie przyswoiłem z „lestnicy” (drabiny) prowadzącej do raju, tylko na Boże Narodzenie i na Paschę chodzę do cerkwi, ja, pewnie, niedostatecznie jestem ucerkowiony. I dziecko moje przestało się słuchać, nie rozumie słów. Przynajmniej żeby Cerkiew, choć trochę, na nie wpłynęła…

Dla rodziców zawsze jest palący moment: jak zachować wiarę u dzieci, jak rozmawiać z nastolatkiem?

Metropolita Surożski Antonij (Blum) mówi: „Ja myślę, że jednym z problemów jaki pojawia się u nastolatków, polega na tym, że jego uczą czegoś, kiedy jest jeszcze maleńki, a potem, kiedy on o dziesięć czy piętnaście lat jest starszy, nagle odkrywają, że on ma i wątpliwości, i pytania, i brak zrozumienia. Ono (dziecko) przerosło wszystko to, czego uczono je w dzieciństwie, a tymczasem nic go nie nauczyliśmy, dlatego że nam nawet do głowy nie przychodziło aby śledzić jakie problemy u niego się pojawiają, i zwracać uwagę na te sprawy…” (Według publikacji: Antonij, metropolita Surożski. Dzieła. M., 2002.).

Gdzie ono teraz? Znajdźmy je i popatrzmy, jak mają się jego sprawy: zaczęło ono czy jeszcze nie zaczęło nieproste wchodzenie do Świątyni Bożej.

Dzieci nie mogą odbierać słowa „powinien, musi, posłuszeństwo, nie można” tak, jak odbierali te słowa nasi przodkowie. Wolność, otrzymana w XX wieku, ma ogromny wpływ na współczesne stosunki moralne. Współczesne dziecko w najlepszym przypadku, powierzchownie zgodzi się z pouczeniami, moralizowaniem i reprymendami, a wewnętrznie będzie buntować się i wyleje wszystkie swoje emocje w wieku dojrzewania. Jeśli zechcecie swemu „niedorostkowi” wlać (złapać za pas) za te słowa, które usłyszycie, to wiedzcie: w waszym systemie wychowawczym były niepowodzenia i poślizgi, na które w porę nie zwróciliście uwagi.

I jeśli nie starczy wam mądrości, aby wymodlić u Boga zrozumienia jak naprawić błędy, popełnione wcześniej; wiary w to, że pozytywne cechy twojego dziecka będą silniejsze niż negatywne; nadziei na wspólne pokonanie napięć, nieporozumień, sporów i miłości takiej, która stopi lód waszych serc i waszych napiętych wzajemnych stosunków, to wiedzcie: w waszej rodzinie toczy się tajna wojna domowa. Żeby przezwyciężyć wszystkie przeszkody i pokusy współczesnego satanizmu, siejącego swoje chwasty w duszach naszych dzieci, trzeba podtrzymywać w duszy dziecka jego duchową godność, jego duchową wolność, trzeba starać się wychowywać w nim wojownika Chrystusowego – przyszłego zwycięzcę nad wrogiem rodzaju ludzkiego; rozwijać, pielęgnować i na wszelkie sposoby wspierać smak do dobra i miłości.

Jeśli wy, drodzy rodzice, przeczytaliście te krótkie rozmowy od początku do końca, to, mam nadzieję, zrozumieliście (może poczuliście), na jakim etapie (stopniu) jesteście wy i wasze dziecko: czy podnieśliście się na drabinie, prowadzącej do Carstwa Niebieskiego, a może, zatrzymaliście swoje wznoszenie gdzieś pośrodku, albo w ogóle jeszcze nie podnieśliście nogi nawet na pierwszy stopień wznoszenia się, leniwie pytając siebie: „A po co nam to wszystko potrzebne?”

* * *

Tak więc, proces ucerkowiania człowieka, głównie, zależy od rodziców. Od nich on też się zaczyna! Co to znaczy?

1. Założenie rodziny – ślub cerkiewny (początek)

2. Początkowe etapy wychowania. One powinny spoczywać, głównie, na barkach matki. Modlitwa i duchowe czuwanie powinny towarzyszyć ciąży. Cały poczet pobożnych niewiast – od Anny, matki proroka Samuiła, do Anny, matki Przenajświętszej Dziewicy i do samej Bogarodzicy – może przejść przed oczyma noszącej owoc (płód) chrześcijanki. Karmiąc piersią, matka ocienia dziecko znakiem krzyża, a potem przyucza je samo żegnać się przed jedzeniem. Ona też zwykle uczy dziecko pierwszych modlitw itd. Z czasem w religijnym wychowaniu dzieci, zwłaszcza chłopców, zaczyna wzrastać rola ojca. Ojciec błogosławi dzieci na te czy inne działania, a pod jego nieobecność błogosławi mama, ocieniając dziecko znakiem krzyża. Modlitw należy uczyć dziecko od razu, jak tylko zaczyna ono opanowywać mowę.

3. W niedzielne i świąteczne dni rodzina powinna chodzić do cerkwi („czcij święta”). Żeby dziecko krzepło duszą i ciałem, koniecznie trzeba priczaszczat’ je (udzielać mu Świętej Eucharystii) jak najczęściej.

4. Po osiągnięciu przez dziecko wieku siedmiu lat, koniecznie trzeba przyprowadzić je do pierwszej spowiedzi, wstępnie objaśniwszy jej ważność w jego życiu. Ważne jest aby wyjaśnić, że dziecko powinno być odpowiedzialne za swoje działania i uczynki: złego – unikać, dobrego – trzymać się. To – początek wychowywania poczucia obowiązkowości i wstydu za uczynione. Dać pojęcie Strachu Bożego: nie straszyć, a nauczyć cenić Imię Boże, bojąc się utracić obecność Bożą w duszy.

5. Kolejny etap – to domowe zajęcia nad zgłębianiem Ewangelii i Symbolu Wiary. Tutaj można również zwrócić uwagę na znaczenie nabożeństw cerkiewnych (zajęcia bez modlitwy są niedopuszczalne).

6. W wieku przejściowym u nastolatków następuje krytyczne przemyślenie (przewartościowanie) świata: pojawiają się wątpliwości w wierze, negatywne stosunki do istniejących państwowych i publicznych instytucji, albo taka ślepa sytuacja, kiedy jakby od nowa zaczyna się poszukiwanie sensu życia, poszukiwanie dróg realizacji własnych ambicji. To najsilniejsza pokusa. I oto tu człowiek „zawisa” gdzieś na środkowym stopniu „drabiny ucerkowienia” (jeśli nie stacza się na dół). W takiej sytuacji rodzice muszą mieć cierpliwość i, wzmocniwszy modlitwy, położyć całe nadzieje na Boga, na Jego Świętą Wolę, i prosić Matkę Bożą i świętych wybrańców dać młodzieńcowi albo dziewczynie siły duchowe do kontynuacji wznoszenia się (wstępowania). Przyczyną takiego zatrzymania się może być atrakcyjne zainteresowanie osobą płci przeciwnej. Kontakty z dzieckiem powinny być spokojne, delikatne i mądre.

Ale jeśli ochrzczony człowiek zrywa z Cerkwią, jeśli wyrzeka się Chrystusa albo po prostu wstydzi się w Niego wierzyć i zapomina o Nim – a takie teraz też zdarza się widzieć – to jest to bieda! To wielki grzech, to zguba.

Rodzice, chrzestni, wy go kochacie, więc nie pozwólcie mu zginąć w bezbożności, w grzechu! I niech pomoże wam Bóg.

A oto inny przykład. Pewne dziecko z pokorą wspina się po „drabinie”, choć i na jego twarzy zauważamy ślady wątpliwości i przeżyć, ale miłość do Chrystusa zwycięża przejściowe duchowe zaburzenia. To dziecko, mamy nadzieję, wspina się (wznosi się) do świątyni Bożej i pozostanie w niej na zawsze (albo pobożnym parafianinem, albo duchownym). Daj Boże.

A kto oto stoi przed drabiną, nie decydując się nawet podnieść nogi i stanąć na pierwszy szabel? – To ten, kto nie odczuwa w sobie żadnej potrzeby aby stać się czystszym i lepszym, dlatego że to dążenie już kilkakrotnie natrafiało na bezczelne drwiny kolegów z klasy i liderów podwórkowych kompanii, kończąc się czasem nie tylko drwinami, ale i pobiciami. Nie tylko tchórzostwo zmusza dziecko nie iść do cerkwi, ale też swoje dziecięce egoistyczne zainteresowania: powiedzmy, powołując się na chorobę, zostaje z ukochanym telewizorem, albo w szkole – „ważna próba świątecznego koncertu”, albo idzie do cerkwi, ale nie modli się, a biega z rówieśnikami na cerkiewnym podwórzu, albo z klasą idzie na wycieczkę, powiedzmy, do skansenu, itp. itd.. jak długo jeszcze to dziecko będzie przebywać w duchowym paraliżu, zależy o łaski Bożej, i, oczywiście, od chęci samych rodziców okazania przykładu pobożności.

7. Możemy uważać dziecko za ucerkowione wtedy, kiedy ono z radością wstaje i idzie do cerkwi, czy to na wcześniejsze nabożeństwo, czy na późniejsze; przygotowuje się do spowiedzi i przyjmuje Święte Chrystusowe Dary; przejawia posłuszeństwo rodzicom, szanuje ich; bez przymuszania modli się w domu; czyta Ewangelię; prosi rodziców o błogosławieństwo, a najważniejsze – ma miłość do Boga i ludzi.

Drodzy rodzice! Stopień ucerkowienia człowieka w cerkiewnym rozumieniu tego słowa, zależy od tego, jak bardzo człowiek lubi dom Boży, jak miejsce przebywania Świętego Ducha, miejsce, gdzie w Sakramentach cerkiewnych otrzymuje on błogosławione (zbawienne) Dary Boże, które karmią duszę, obdarzając ją zdolnością pielęgnowania takich chrześcijańskich cnót, jak Wiara, Nadzieja i Miłość. A to najbardziej godni zaufania przewodnicy do Carstwa Bożego.

Tłumaczenie Eliasz Marczuk

eliasz.marczuk@wp.pl

.