Warto przeczytać przeczytaj Kiedy i jak należy zacząć mówić dziecku o Bogu

Kiedy i jak należy zacząć mówić dziecku o Bogu

Na podstawie https://azbyka.ru/deti/ tłumaczenie Eliasz Marczuk


Kiedy i jak należy zacząć mówić dziecku o Bogu

Jak często, patrząc na niepokornego nastolatka, zrozpaczonego młodzieńca, zabłąkaną wśród pokus i zgorszeń panienkę, myślimy: kiedy oni nas nie usłyszeli, kiedy – nie uwierzyli? Czego nie potrafiliśmy powiedzieć im, dlaczego oni nie zechcieli być razem z nami? Przecież tak ich kochaliśmy, chroniliśmy, opiekowaliśmy się nimi…

Może, w tej trosce i opiece przegapiliśmy moment, kiedy można i trzeba było powiedzieć dziecku najważniejsze – o Bogu, Istocie, Prawdzie, Sprawiedliwości?

Nasza niewielka książka dla rodziców zawiera przemyślenia współczesnych pedagogów, pouczenia, modlitwy za dzieci i porady z „Troickich listkow” które w XIX wieku wydawała Ławra prepodobnego Siergija.

 

Wychować serce w cnocie i pobożności…

Odpowiedzialność rodziców-chrześcijan

Kiedy trzeba zacząć wychowywać?

Walka ze złymi skłonnościami

Duchowe podstawy wychowania

Czynniki domowego wychowania

Przymus

Znaczenie świątyni

Parafialna szkoła

Ustrój (styl życia) w rodzinie

Trudności w wychowaniu

Podsumowanie

Mądre rady rodzicom

Z księgi mądrego syna Syracha

Z dzieł swiatitiela Dimitrija, metropolity Rostowskiego

Z żywota świętego apostoła i ewangelisty Ioana Bohosłowa

Modlitwy za dzieci (w wersji pisanej cyrylicą)


Jak często, patrząc na niepokornego nastolatka, zrozpaczonego młodzieńca, zabłąkaną wśród pokus i zgorszeń panienkę, myślimy: kiedy oni nas nie usłyszeli, kiedy – nie uwierzyli? Czego nie potrafiliśmy powiedzieć im, dlaczego oni nie zechcieli być razem z nami? Przecież tak ich kochaliśmy, chroniliśmy, opiekowaliśmy się nimi…

Może, w tej trosce i opiece przegapiliśmy moment, kiedy można i trzeba było powiedzieć dziecku najważniejsze – o Bogu, Istocie, Prawdzie, Sprawiedliwości?

Nasza niewielka książka dla rodziców zawiera przemyślenia współczesnych pedagogów, pouczenia, modlitwy za dzieci i porady z „Troickich listkow” które w XIX wieku wydawała Ławra prepodobnego Siergija.

 


 

Daj Boże aby wasze maleństwo podobne było do owcy, a nie kozła. Owce bywają spokojne, pokorne i posłuszne a koziołki skaczące, krzykliwe i bodliwe, i z tego właśnie powodu nie są nikomu miłe. A oprócz tego, owce na Sądzie Bożym staną po prawicy Chrystusa, a koziołki po lewicy, to znaczy będą odtrącone od Chrystusa, czego powinno bać się również wasze dziecko.

Z listów ihumena Antonija Małojarosławieckoho

Wychować serce w cnocie i pobożności…

Odpowiedzialność rodziców-chrześcijan

Cel wychowania odkrywa się w modlitwach Sakramentu Chrztu. Kapłan, między innymi, czyta następującą modlitwę: „Władyko Panie Boże nasz, wezwij sługę Twego (imię dziecka) do świętego Twego Oświecenia… Oddal od niego dawność jego grzesznej natury i odnów go do życia wiecznego… Żeby on odtąd nie pozostawał sługą swego ciała, ale stał się synem (lub córką) Twojego Carstwa”.

W Sakramencie Chrztu człowiek wewnętrznie przeobraża się: on umiera dla życia w grzechu i rodzi się do życia duchowego, błogosławionego. Nowo ochrzczonemu odkrywa się możliwość stać się nowym, uduchowionym człowiekiem, kochającym Boga, miłującym dobro. Te cechy upodabniają go do samego wcielonego Syna Bożego, jak śpiewa się podczas rytu kąpieli chrztu: „ci którzy w Chrystusa ochrzcili się, w Chrystusa przyoblekli się (przyjęli Jego obraz)”

Odpowiedzialność za zaszczepienie i utrwalenie w dziecku cnót chrześcijańskich spoczywa na rodzicach, krewnych i chrzestnych.

Jako że człowiek składa się z ciała i duszy, to dziecko potrzebuje nie tylko (Pitanija)* Żywienia (Karmienia) cielesnego, ale i duchowego. Jeśli rodzice ograniczają się tylko do fizycznego żywienia (karmienia) dziecka i lekceważą duchowe, ono wyrasta na „dziecko ciała”, bezduchowego sługę (niewolnika) swoich cielesnych pragnień.

Święty Jan Złotousty tak mówi o odpowiedzialności chrześcijańskich rodziców: „Wospitat’ serce dzieci w cnocie i pobożności – to święty obowiązek, którego nie można złamać, nie stając się winowajcą duchowego dzieciobójstwa. To wspólny obowiązek, jak ojców, tak i matek… Są ojcowie, którzy nie szczędzą niczego, aby dostarczyć dzieciom przyjemności, jako bogatym spadkobiercom; a żeby dzieci ich były chrześcijanami – o to rodzice troszczą się mało. Karygodne (przestępcze) zaślepienie! Od niego wszelkie bezłady (nieporządki), od których jęczy społeczeństwo… Jeśli by ojcowie starali się dać swoim dzieciom dobre wospitanije – wychowanie, to niepotrzebne byłyby ani prawodawstwa, ani sądy, ani kary. Kaci są potrzebni, ponieważ nie ma moralności.”

Ewangelia uczy, że najważniejsze w życiu człowieka – prawidłowy stan jego serca. Pod „sercem” rozumie się to centrum wewnętrznego życia człowieka, w którym skupiają się jego pragnienia i uczucia, i które określa (ustala) jego moralne życie. Jeśli Sam Zbawiciel powiedział, że z serca wychodzą złe myśli (Mt. 15, 19), to oczywiste, że bez wychowania serca człowiek nie może się obyć. Dlatego dać dobre ukierunkowanie sercu dziecka jest głównym zadaniem wychowania.

Ponieważ człowiek jest zmuszony żyć wśród wielu różnych pokus, bardzo ważne jest, aby mógł samodzielnie zrozumieć, co jest dobre, a co nie. Dlatego rodzice powinni wpoić dziecku miłość do dobra i wewnętrzne wyczucie, które pomoże mu rozpoznawać i przezwyciężać pokusy. Przy czym bardzo ważnym jest zaszczepić miłość do Boga w najmłodszym wieku, wcześniej, zanim dziecko straci swoją duchową wrażliwość (podatność).

 

* z języka ros. pitanije oznacza żywienie, karmienie; wospitanije oznacza wychowanie. Przedrostek wos oznacza coś wyższego, wznoszącego, wywyższającego. Czyli wospitanije (wychowywanie) należy rozumieć, jako wyższy stopień żywienia, lub karmienie (duszy i serca) wznoszące, prowadzące do wywyższenia człowieka.

Kiedy trzeba zacząć wychowywać?

W sprawie wieku, kiedy należy zacząć wychowywać dzieci, zdania często się różnią. Niektórzy rodzice uważają, że po przyjściu na świat dziecko długi czas potrzebuje tylko opieki zewnętrznej. Oni patrzą na nie, dosłownie jak na zabawnego kociaka, niewrażliwego na duchowe oddziaływania, zakładają, że do 2-3 lat umysł dziecka nie jest jeszcze gotowy do przyswojenia spraw duchowych.

Pogląd taki jest błędny, przeczy on zarówno poglądom naukowym, jak i nauce chrześcijańskiej. Psychologia ustaliła, że dziecko przyjmuje wiele od samego urodzenia, według określenia pewnego uczonego, dusza dziecka podobna jest to taśmy filmowej, która nieprzerwanie utrwala wszystkie odczucia. Dziecko jeszcze w kołysce, a dusza jego już gromadzi wrażenia, wychwytuje dźwięki, spojrzenia, intonacje głosów i nawet nastrój duszy rodziców. Ze wszystkich tych wrażeń, poza jego umysłem, nieprzerwanie kształtuje się podświadomość dziecka. I wszystko, co odczuwa (odbiera) ono dzień za dniem, staje się częścią jego osobowości, i wtedy już w żaden sposób tych wrażeń nie wymażesz.

Oprócz tego, współczesna psychologia doszła do wniosku, że takie podświadome wrażenie we wczesnym dzieciństwie ma ogromne znaczenie dla późniejszego rozwoju człowieka. Na przykład, niektóre psychiczne choroby dorosłych można wytłumaczyć bolesnymi wrażeniami z wczesnego dzieciństwa. Oto dlaczego rodzice powinni pamiętać, że do pierwszych wrażeń maleństwa trzeba podchodzić z największą ostrożnością, ponieważ od momentu powicia zaczyna kształtować się w nim nie tylko ciało, ale i dusza.

Tego też uczy również nasza wiara. W Ewangelii czytamy: Przynosili do Jezusa dzieci, uczniowie zaś nie dopuszczali przynoszących. Zobaczywszy to, Jezus był niezadowolony i powiedział im: pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im, bowiem takich jest Carstwo Boże… I objąwszy je, położył ręce na nie i błogosławił je (Mk. 10, 13-16). Zwróćmy uwagę na to, że dzieci do Chrystusa nie przyprowadzano, a przynoszono. Znaczy, były one całkiem maleńkie, nie mogły same chodzić. Uczniowie nie dopuszczali do Chrystusa takich maleństw, widocznie, myśląc, podobnie wielu współczesnym rodzicom, że niemowlęta nie są w stanie cokolwiek odebrać (przyjąć, odczuć).

Jak zaś odniósł się do tego Zbawiciel? Oburzył się na apostołów. A my wiemy, że łagodny Chrystus oburzał się tylko w tych przypadkach, kiedy prawda była tłumiona przez błąd, na przykład, przy obłudzie faryzeuszy, przy zbezczeszczeniu świątyni przez handlarzy itp. I On powiedział uczniom: Puśćcie dzieci […] i nie przeszkadzajcie im, bowiem takich jest Carstwo Niebieskie. Innymi słowy: dzieci bardziej niż dorośli, wrażliwi są na dobro, na miłość i na łaskę, one instynktownie dążą do Boga. Następnie Chrystus objął i błogosławił dzieci.

Jasne stąd, że Chrystus uczył, że religijne wychowanie należy zaczynać od najmłodszych lat. Duchowe doświadczenie Cerkwi wyrażone jest w szeregu obrzędów i obyczajów, związanych z dziećmi. Szczególnymi modlitwami wita Cerkiew narodziny dziecka; ósmego dnia po narodzinach dokonywane jest nadanie imienia, i czterdziestego – ucerkowienie (wprowadzenie do cerkwi). W te dni Cerkiew modli się o cielesne i duchowe zdrowie dziecka i o jego oświęcenie z góry. Po Chrzcie Cerkiew nakazuje jak można najczęściej udzielać dziecku Eucharystii, przynosić je do świątyni, przykładać do świętych ikon. Wszystko to byłoby zbędne, gdyby dziecko było nieczułe na duchowe wrażenia.

Tak więc, najważniejszy czas dla wychowania duszy – wczesne dzieciństwo. Właściwie, w lata dziecięce kształtuje się moralny świat człowieka. Dusza dziecka w wieku do 6-7 lat podobna jest do miękkiej gliny, z której można lepić jeszcze przyszłą osobowość. Po tym wieku główne Czechy człowieka już się uformowały i przerobić ich prawie nie można.

Dlatego dobrze robią ci rodzice, którzy od najmłodszego wieku zaszczepiają swoim dzieciom od dawna ustanowione przez Cerkiew religijne obyczaje. Na przykład: kiedy matka podnosi swoje dziecko do ikon, kiedy przed snem ocienia je znakiem krzyża, albo kiedy, przezwyciężając zmęczenie, trzyma na rękach podczas Nabożeństwa, albo modli się nad jego łóżeczkiem. W tym przejawia się jej chrześcijańska troska o nie, jak to artystycznie opisuje poeta Chomiakow w następującym wierszu:

Bywało, w głęboki północny czas,
Maluszki, przyjdę cieszyć się z was;
Bywało, lubię naznaczać was krzyżami,
Modląc się, aby była łaska z wami,
Miłość Wszechmocnego Boga.

Walka ze złymi skłonnościami

Mylą się rodzice, kiedy patrzą na swoje dziecko, jak na niewinną istotę, w której jeszcze nie ma żadnego zła. Doświadczenie pokazuje, że dziecko pojawia się na świt nie tylko z dobrymi zadatkami, ale i ze złymi. Nauka nazywa te cechy dziedzicznością, a Cerkiew konsekwencją grzechu pierworodnego, który zniszczył naturę człowieka. Wszyscy ludzie rodzą się z odziedziczoną predyspozycją do zła. Dlatego wychowanie dziecka musi koniecznie obejmować również walkę z jego złymi skłonnościami. Nie nauczywszy go z nimi walczyć, zostawimy je bezbronne w walce z pokusami. Kiedy dziecko zostaje pozostawione samemu sobie, to jak bardzo nie byłoby utalentowane, wszystkie jego dobre cechy mogą zostać zagłuszone przez niższe skłonności. Wiadomo, że każde dziecko ma zewnętrzne podobieństwo do swoich przodków: jedno jest podobne do ojca, drugie – do matki, trzecie – do babci czy prababci. Ale wraz z cielesnym dziedzictwem dziecko przyjmuje również moralne cechy przodków, zarówno dobre, jak i złe. Przy czym złe cechy rozwijają się i wzmacniają szybko i mogą zagłuszyć ziarna dobrego. W świecie roślin, na przykład, chwasty zawsze są znacznie wytrzymalsze i agresywniejsze od roślin ogrodowych i sadowniczych. Żeby wychować cokolwiek pożytecznego w ogrodzie, trzeba stale walczyć z chwastami. Obserwując którekolwiek dziecko, można przekonać się, jak prawie od kołyski zaczynają przejawiać się w nim negatywne cechy: To ono kaprysi, to złości się, to celowo robi nie to, co trzeba. Dzieci bardzo wcześnie zaczynają być leniwe, przebiegłe, oszukują, okazują chciwość i okrucieństwo wobec innych dzieci. W wieku pięciu lat u dziecka już można zauważyć zadatki jego przyszłego charakteru. Jeśli rodzice nie nauczą go, walczyć ze swymi złymi skłonnościami, wtedy te skłonności wzmocnią się i zamienią w namiętności i wady, z którymi bardzo trudno będzie walczyć. Czasami rodzice narzekają na swoje dzieci, mówiąc: „Skąd u niego taki upór, kaprysy, pociąg do wszystkiego, co zakazane? Przecież żadnego złego przykładu ono nie widzi, kto więc je uczy?” Tu trzeba wziąć pod uwagę, że nie trzeba uczyć dziecka zła: ono jest już w nim zakorzenione. Pewna matka, obserwując swojego pierworodnego, powiedziała: „U niego wyraźnie przejawiają się negatywne cechy jego ojca”. Niestety, dobre cechy zdobywamy wysiłkiem i wytrwałością, a złe, jak chwasty, same się rozwijają. Młodzi rodzice skłonni są patrzeć na te „chwasty” lekkomyślnie, tłumacząc je tym, że dziecko jeszcze się nie rozwinęło. „Oto trochę podrośnie – myślą – wtedy samo zrozumie, że to złe, i samo się poprawi”. Myśląc tak, oni pozostawiają bez uwagi te złe skłonności i nie uczą dziecka walczyć z nimi. Oni, szybciej, skłonni są zadowolić każdy kaprys dziecka, działając według znanego przysłowia: „Z czego by dziecko się nie cieszyło, aby tylko nie płakało”. A psychologia i religia uczą nas, że wszelkie przejawy zła w duszy należy przezwyciężać na samym początku, póki ono (to zło) nie nabierze mocy. Jeśli zaś zostawimy je bez uwagi, to od powtarzania ono przemieni się w przyzwyczajenie. Gorzko potem żałują rodzice, którzy z powodu nadmiernej łagodności lub nierozsądnej miłości do dziecka żałują i nie karzą go. Później już trudno jest wychowywać od nowa, i dziecko wyrasta samowolne i rozpuszczone. Oto co pisał w swoim czasie niezapomniany protojerej o. Ioann Kronsztadzki: „Rodzice i wychowawcy, z całą troskliwością strzeżcie (chrońcie) swoje dzieci przed kaprysami. Inaczej dzieci zarażą serce swoje złością, wcześnie utraciwszy świętą miłość, a po osiągnięciu dojrzałego wieku gorzko będą skarżyć się na to, że w młodości zbyt pobłażano ich kaprysom. Kaprys jest zalążkiem psucia serca”.

Rodzice powinni od najmłodszych lat wychowywać dzieci tak, żeby one czuły, że jest dozwolone i niedozwolone. Mądre zakazy i łagodne kary są absolutnie konieczne. Bądźcie pewni, że nawet najmniejsze dziecko zrozumie, że są rzeczy dozwolone i niedozwolone. Zrozumiawszy, że rzeczy niedozwolone pociągają za sobą nieprzyjemne następstwa, dziecko będzie unikać wszystkiego zakazanego. W ten sposób założycie w nim zdrowy fundament do dalszego wychowania. Jego dziecięca wola, jeszcze tylko zaczynająca się kształtować, będzie już przygotowana do tego, że w życiu trzeba przestrzegać ustalonych zasad.

Duchowe podstawy wychowania

Dzieci z natury są delikatne, współczujące, niezłośliwe, szczere. Te dobre cechy są w nich jeszcze słabe i potrzebują stałego rozwijania. W miarę tego, jak dziecko rośnie, rodzice powinni wzmacniać w dziecku takie usposobienie czy odczucie, które samo walczyłoby z jego złymi skłonnościami i wspierało dobre. Na szczęście, w człowieku jest włożona przez Boga zdolność oceniania swego postępowania – to sumienie. Zadanie rodziców – rozwinąć w dziecku wrażliwe sumienie i przyuczyć je wsłuchiwania się w jego głos. Trzeba robić to nie teoretycznie i abstrakcyjnie, a opierając się na religijnej podstawie: na wierze w Boga i nasz stosunek do Niego. Bez religijnej podstawy wychowanie będzie chwiejne i nietrwałe. Niektórzy myślą, że pojęcia o Bogu, o dobru i złu itd. są zbyt abstrakcyjne (oderwane) skomplikowane dla dziecka. Doświadczenie, jednak, pokazuje, że w wieku 3-4 lat dziecku te pojęcia (wyobrażenia) są w pełni przystępne, jeśli są mu przedstawione w formie wizualnej, na przykład w formie ikony nad łóżeczkiem, znaku krzyża, najprostszej modlitwy itp. Czysta dusza dziecka wiąże pierwsze religijne pojęcia z głosem swojego sumienia i tak powstaje w nim prosta, ale harmonijna religijność. Dla tych, którzy wątpią w siłę dziecięcej religijności, powiemy następujące: wiara w Boga nie jest wymyślona przez ludzi, a rodzi się razem z człowiekiem. Dlatego wierzyć może każdy człowiek, niezależnie od wieku i rozwoju umysłowego. Wierzyć w Boga może i najbardziej prosty, niewykształcony człowiek, i wielki uczony. Każdy wierzący pojmuje Boga w miarę swoich zdolności, i w miarę tego, jak człowiek się rozwija – rośnie i pogłębia się jego wyobrażenie o Bogu. Zapotrzebowanie duszy ludzkiej na wiarę pozwala rozwinąć wiarę w małych jeszcze dzieciach i budować na niej ich wychowanie. I można tylko się dziwić, jak łatwo i głęboko przyjmują dzieci wiarę w Boga i jak dobroczynnie ona na nie wpływa. Wiara w Boga nie tylko pomaga dziecku walczyć ze swoimi złymi skłonnościami, ale pomaga mu decydować w szeregu zasadniczych spraw, których w inny sposób nie da się mu wyjaśnić: o dobru i złu, o pochodzeniu świata, o celu życia itd. Najważniejsze zaś to, że wiara w Boga jest kluczem do rozwoju wszystkich pozytywnych cech dziecka – bogobojności, głębokiego szacunku, miłości, litości, poczucia wstydu, pokajania i pragnienia stania się lepszym. Każdy rodzic może przekonać się z doświadczenia, że pojęcie o Bogu daje mu do rąk potężny środek wychowawczy. Kiedy mówimy o Bogu jako Źródle wszelkiego dobra i Sędzi ludzi, to wnosimy do wewnętrznego świata dziecka prawidłowe wyobrażenie o dobru i złu. I robimy to nie przedstawiając suche zasady, a ujawniając dziecku Żywą Osobowość, przed Którą ponoszą odpowiedzialność wszyscy ludzie. Ta Najwyższa Istota ciągnie nas do dobrego i odwodzi od wszystkiego zgubnego. Tak dziecko przyswaja pojęcie o grzechu, jak o czymś haniebnym, co nie powinno mieć miejsca i podlegającym karze. Przy tym należy wziąć pod uwagę, że pojęcie o grzechu nie jest całkiem obce dla dziecka, dlatego że w naturze dziecka już włożone jest poczucie winy, wstydu, niejasne rozróżnianie dobra i zła. Chrześcijańskie wyobrażenie o Bogu dodaje wyrazistości i siły tym głębokim ludzkim odczuciom. Pojęcie o grzechu otwiera przed dzieckiem drogę moralnego wyboru i odkrywa świadomość odpowiedzialności przed Bogiem. Teraz dziecko jest świadome, że jego niedobre postępki naruszają nie tylko wymagania taty i mamy, ale i porządek, ustanowiony przez Boga. I za jego grzechy może ukarać nie tylko ojciec czy matka, ale i Ojciec Niebiański. Podobnie, wszelkie duchowe i materialne dobra ono odtąd otrzymuje nie rąk ludzkich, a od Samego Pana Boga. Pismo Święte taki duchowy stan nazywa „strachem Bożym” i uczy, że jest on początkiem wyższej mądrości (Przyp. 9, 10). W naszych czasach wyrażenie „strach Boży” dla wielu jest niezrozumiałe i kusicielskie, dlatego trzeba się na nim zatrzymać. Chrześcijański „strach Boży” – to nie zwierzęcy strach, którego doświadczają dzikusy przed rozszalałymi siłami przyrody. Zgodnie z Ewangelią, nasze relacje z Bogiem powinny wyrażać się w synowskiej miłości, a prawdziwa miłość nie chce sprawić przykrości kochanemu. Na przykład, dobry syn słuch swego ojca nie z powodu strachu przed karą, a z miłości do niego, nie chcąc sprawić mu przykrości. Podobnie w chrześcijaństwie tak zwana „bogobojność” wiąże się z myślą o Bogu-Ojcu, Którego nie chcemy obrazić naruszając Jego przykazania.

 

Tak więc, „strach Boży”, czy uczucie głębokiego szacunku przed Bogiem – to zdrowe usposobienie, które powinien mieć każdy chrześcijanin. Ten nastrój (stan) nie ma nic wspólnego z uczuciem przygniatającego strachu zwierzęcego, właściwego wielu niewierzącym ludziom, bojącym się wszelkich nieszczęść, chorób i śmierci, od których nikt nie może ich uratować. U wierzących zaś, przeciwnie, to – świadomość swojej osobistej odpowiedzialności przed Bogiem. Prawidłowe religijne wychowanie wymaga zaszczepienia dziecku tego uczucia od najmłodszego wieku.

Czynniki domowego wychowania

Jak już powiedzieliśmy, gdy dziecko jest małe, postrzega wszystko przede wszystkim poprzez swoje uczucia. W miarę zaś tego, jak ono rośnie, trzeba rozwijać w nim wolę. Ponieważ w młodym wieku człowiek żyje napędzany głównie swoimi uczuciami i pragnieniami, kiedy rozum jego jeszcze nie dojrzał, to trzeba jak najmniej obciąć dziecko morałami i logicznymi dowodami.

Wychowanie w rodzinie zaczyna się od przyuczenia dziecka do posłuszeństwa. Im wcześniej dziecko przywyknie od razu wypełniać polecenia rodziców, tym lżej będzie w dalszym jego wychowywaniu. Na początku wychowanie sprowadza się do zakazów: nie rób tego, tak robić nie można, to nie jest dobre… Ale dziecko rośnie, i trzeba dawać mu coś pozytywnego, ukierunkowywać i uczyć. Tu już zaczynają się trudności, ponieważ dla wpojenia dziecku zasad postępowania nie zawsze wystarczą same słowa. Zwykle natrafiamy tu na niechęć dziecka do podporządkowania się, na znany upór z jego strony. Żeby przezwyciężyć to, rodzice muszą uciekać się czasem do silniejszych środków.

Tu bywają dwa sposoby oddziaływania: jedni rodzice stosują kary, inni zaś wstępują na drogę religijnego oddziaływania. Fizyczne kary, oczywiście, czasem są konieczne; ale jeśli one będą stosowane często i staną się głównym środkiem wychowawczym, to doprowadzi to do niekorzystnych następstw. Po pierwsze, dziecko przyzwyczai się wykonywać co trzeba tylko „spod kija” i nie nauczy się robić należnego z pobudek wewnętrznych. Po drugie, jeśli kary staną się częste, uczynią że dziecko będzie rozzłoszczone, skryte, nieufne i mogą zostawić bolesny, chorobliwy ślad w jego charakterze.

Bardziej skutecznie działa religijny sposób wychowania. Rodzice prawie nie mają potrzeby uciekać się do kar fizycznych, kiedy wpajają dziecku nie swoje własne zasady, a to, co wymaga Pan Bóg. Wierząca matka uczy dziecko tak: „Nie rób tego – Bozia tego nie lubi… Tego nie można – Bozia tego nie pozwala”. Albo: „Jeśli będziesz tak robić, to obrazisz Pana”. A jeśli dziecko ucierpiało z powodu swego nieposłuszeństwa (uderzyło się czy oparzyło), to matka mówi: „Oto widzisz, sam jesteś winien, przecież ty nie posłuchałeś Boga”.

Stopniowo, krok za krokiem, rodzice mogą przyuczyć dziecko do odczuwania obecności Boga. Jeśli takie dziecko zaczyna robić coś zakazanego, to mu mówią: „Ty nie myśl, że Bozia nie widzi, co ty tu beze mnie robisz!” – i przy tym pokazują dziecku ikonę w kącie. Kiedy pewien maluch pragnął ukraść cukierki z kredensu, obrócił przedtem ikonkę twarzą do ściany, „żeby Bozia nie widział”, matka zaczęła tłumaczyć mu, że Bóg jest wszędzie i wszystko widzi.

Ale nie tylko zakazy powinny być wpajane Imieniem Bożym. Jeszcze ważniejsze, jeśli pozytywne wymagania wobec dziecka oparte są na autorytecie Bożym. Trzeba wytłumaczyć dziecku, że Bóg pomaga mu we wszystkim dobrym, i najważniejsza droga do otrzymania pomocy od Boga – to modlitwa. Dziecko powinno zrozumieć, że bez pomocy Bożej ono nie może nic osiągnąć. Przy tym koniecznie trzeba uczyć dziecko dziękować Bogu za wszystko, co ono ma – za zdrowie, za jedzenie, za radości, za przedmioty z których korzysta. Trzeba również przyuczyć dziecko modlić się za swoich rodziców.

Ogromne wychowawcze znaczenie dla dziecięcej świadomości ma wyobrażenie o Bogu, jako o Niebiańskim Ojcu, kochającym i troszczącym się o nas. Kiedy, na przykład, dziecko zostanie samo w domu czy wśród obcych ludzi, to matka uspokaja je: „Ty przecież nie jesteś sam, z tobą jest Bozia, Który zawsze ciebie chroni”. Trzeba opowiedzieć dziecku o Aniele Stróżu, który mu towarzyszy, ochrania, i tym samym stopniowo oduczyć dziecko bać się ciemności i samotności. Nie mniej ważne znaczenie ma dla dziecka wpajana mu miłość do Boga, Źródła wszelkiego dobra.

Żeby te pouczenia nie były abstrakcyjne (oderwane od rzeczywistości), trzeba aby dziecko razem z rodzicami żyło życiem cerkiewnym, żeby i dla niego potrzebą stało się chodzenie na Nabożeństwa do cerkwi, całowanie ikon, zapalanie świec przed ikonami, oglądanie biblijnych filmów i ilustracji, wspólna domowa modlitwa, picie świętej wody na czczo, częste Priczaszczenieje. Tym dziecko dyscyplinuje się, przyucza się postępować według określonych reguł, i jego wola przyzwyczaja się podporządkowywać woli Bożej. Dziecko powinno widzieć, że dla rodziców życie cerkiewne – to nie zewnętrzny obowiązek, a głęboka potrzeba, że ona przynosi im radość – i wtedy ono też będzie podążać do tej radości: będzie radośnie budzić się rano w dniu Priczastija, będzie z miłością przykładać się do ikon, będzie powolutku uczyć się modlić.

Rozumie się samo przez się, że w miarę rozwijania się dziecka rodzice powinni jego zewnętrzną pobożność ukierunkowywać na wzmacnianie w nim wewnętrznego posłuszeństwa Bogu. Powinno wyrażać się to w szczerości, skromności, łagodności, pracowitości, trwałości, w umiejętności przebaczania krzywd itd. Jeśli do tego dodać zwyczajowe w prawosławnej rodzinie przestrzeganie ważniejszych dni postnych i świąt – to dla dziecka będą stworzone te sprzyjające warunki, które mogą uczynić zbędnymi wszelkie kary cielesne.

Jeśli porównamy ten sposób wychowania z innymi, opartymi na wartościach tego świata, to zobaczymy, jak często tam używane są krzyki, bicia, długie i nudne morały, nie dotykające (nie wpływające) ani na uczucia, ani na wolę dzieci, albo, jako druga skrajność – dozwalana jest nieokiełznana samowola i rozpusta. Wszystko to tylko kaleczy dziecko. Czyż nie w tej różnicy w podejściu do wychowania tkwi przyczyna tego, że dzieci z różnych rodzin tak bardo różnią się od siebie: jedne czułe, ufne, wrażliwe na wszelkie dobro i współczujące; drugie – pochmurne, nieufne, nieserdeczne i niepowstrzymane w swoich pragnieniach. Często zewnętrzne świeckie wychowanie pozbawia dziecka najcenniejszych i wysokich ludzkich cech. Jeszcze straszniejsze, kiedy religijne wychowanie często staje się zewnętrznym: długie i nudne morały „pobożnych” rodziców mogą tylko odepchnąć dziecko od Cerkwi.

W każdym wychowaniu, a szczególnie w religijnym, największy wpływ mają nie same słowa i kary, a osobisty przykład. Postępowanie bliskich ludzi – oto co każdego dnia i godziny działa na duszę dziecka. Dzieci mają kontakt z dwiema grupami ludzi: ze swoimi domownikami i z innymi – szkolnymi kolegami, sąsiadami i po prostu z „ulicą”. Często nam się wydaje, że rodzina stara się dać dziecku dobry przykład, podczas gdy ze strony kolegów, sąsiadów i ulicy dzieci podlegają złemu wpływowi. I u rodziców pojawia się chęć zakazać dzieciom wszelkich kontaktów z otaczającym środowiskiem – ale to stworzyłoby sztuczne odizolowanie dziecka od otoczenia pozbawiłoby je niezbędnego przygotowania do życia. Ponadto „gorliwi” rodzice zapominają, że najważniejszą rzeczą dla chrześcijanina jest nauczenie się, jak kochać wszystkich, z którymi Pan kontaktuje go w życiu. A czasem, całkiem „negatywny”, z punktu widzenia rodziców kolega z klasy może nauczyć nasze „poprawne” dziecko przyjaźnić się, nie być wrednym skarżypytą, bronić słabszych.

Dla tego, aby rodzina miała jednak decydujący wpływ na dziecko, konieczna jest nie tylko nieprzerwana kontrola rodzicielska nad dziećmi, ale też osobisty dobry przykład. Oto cechy, które wymagane są od rodziców dla pomyślnego wychowania:

1) miłość do dzieci

2) sprawiedliwe ich traktowanie

3) konsekwencja w postępowaniu – „jak uczą, tak też sami postępują”.

Starając się zrozumieć te niełatwe obowiązki, rodzice coraz bardziej uświadamiają sobie swoją odpowiedzialność za dzieci. Przyjemnie jest obserwować, jak młodzi małżonkowie, starając się dać swoim dzieciom dobry przykład, zaczynają sami się podciągać, dbać o siebie i zajmować się samowychowaniem. Wychodzi, że nie tylko rodzice wychowują swoje dzieci, ale i dzieci wywierają dobroczynny wpływ na swoich rodziców.

Pożądane, aby oboje rodziców byli wierzącymi i razem należeli do jednej Prawosławnej Cerkwi. W przypadku zaś małżeństwa mieszanego (prawosławnego z innosławną czy odwrotnie) bardzo ważne, żeby była osiągnięta zgoda (najlepiej jeszcze przed zawarciem małżeństwa), że dzieci będą chrzczone w Prawosławnej Cerkwi i będą wychowywane w duchu Prawosławia. Rozbieżność rodziców w sprawach wiary a zwłaszcza spory w zasadniczych sprawach w obecności dzieci powodują rozdwojenie w dziecięcych duszach i mogą bardzo im zaszkodzić. Niestety w naszym realnym życiu dziecko bardzo często rośnie w rodzinie, gdzie tylko mama czy tata – są wierzącymi. W takiej sytuacji wzajemna tolerancja i miłość będą uczyć dziecko w przyszłości być tak samo tolerancyjnym wobec ludzi, którzy nie podzielają jego przekonań.

W obecności dzieci w żadnym wypadku nie można krytykować się nawzajem albo poniżać: w ostatecznym rozrachunku podważa to autorytet obojga rodziców.

W ogóle, rodzice powinni być bardzo ostrożni w rozmowach przy dzieciach. Niektórzy myślą: małe, i tak nie zrozumieją. Ale dziecko, nawet nie pojmując rozumem, wewnętrznym wyczuciem chwyta istotę rozmowy i to daje niepożądaną podnietę jego myślom. W ten sposób można zaszkodzić duszy dziecka albo wywołać z jego strony pytania, na które trudno będzie odpowiedzieć. Lepiej nie dyskutować na niektóre tematy przy dzieciach, unikać przy nich kpin nad ludźmi, nie przejawiać lekceważenia do tego, co dla dziecka święte, na przykład, lepiej nie krytykować nauczycieli, duchowieństwa itp. Kto zaś zgorszy jednego z małych tych, wierzących we Mnie, – powiedział Chrystus, – temu lepiej byłoby, jeśli powiesiliby mu kamienie młyńskie na szyję i utopili go w głębi morskiej (Mt. 18, 6).

Przymus

W niektórych krajach rozpowszechniła się metoda „wolnego (samoistnego) wychowania” dzieci, która wymaga rezygnacji z przymusu i kary. Zgodnie z tą teorią dzieci trzeba pozostawić samych sobie i nie przeszkadzać im przejawiać i rozwijać swojej osobowości. Metodę tę zaleca się stosować wobec najmniejszych dzieci, które jeszcze nie mają ani pojęcia o dobru i złu, ani nawyku kontroli swego działania. Łatwo można sobie wyobrazić, ile w takim przypadku pojawia się pomyłek i niebezpieczeństw, mających najcięższe następstwa – i fizyczne, i moralne!

Czyż może wierzący człowiek zgodzić się z tą metodą wychowania? Oczywiście, nie! W ten sposób wzrasta pokolenie ludzi kierujących się wyłącznie egoistycznymi interesami, nie zdając sobie sprawy z moralnej odpowiedzialności za swoje czyny. Myśląc tylko o sobie, tacy ludzie nie kiełznają swoich zachcianek, ich sumienie stopniowo zasypia, i oni nie mają skrupułów w środkach dla osiągnięcia swoich celów.

Cerkiew zaś uczy, że dziecko od najmłodszych lat powinno rozróżniać właściwe i niewłaściwe. Na rodzicach spoczywa obowiązek kierować jego postępowaniem, przygotowując dziecko do samodzielnego życia, i to przygotowanie powinno zaczynać się możliwie najwcześniej. W wieku 10-12 lat już późno będzie naprawiać niedostatki (wady), które rozwinęły się z powodu niedbałego wychowania we wczesnych latach.

Aby ocenić ważność przymusu w wychowaniu, powinniśmy wziąć pod uwagę następujące okoliczności:

1. Wola dzieci jest zbyt słaba, żeby one mogły w pełni kierować swoim postępowaniem.

2. Dzieci uczą się odpowiedzialności, kiedy wymaga się od nich wykonania odpowiadających ich możliwościom poleceń.

3. Rozsądne i umiarkowane stosowanie przymusu i kar zaszczepia dzieciom pojęcia moralne i dobre nawyki.

Przy tym, kary powinny być nie tyle proste (bezpośrednie) czyli fizyczne (do nich należy uciekać się tylko w skrajnych przypadkach), ile bardziej pośrednie (ukryte), ale nie mniej skuteczne: pozostawienie bez słodyczy, pozbawienie na jakiś czas zwykłych gier (zabawy) odmowa odwiedzania gości i otrzymania innych przyjemności, wykonanie dodatkowych zadań itp. Tak czy inaczej, kiedy słowa okazują niewystarczającymi, trzeba oddziaływać na dziecko bardziej odczuwalnymi sposobami: „I słów nie tracić na próżno, gdzie trzeba władzy użyć!”* Dziecko, jak wiemy, rodzi się nie tylko z dobrymi, ale i ze złymi zadatkami, i z ostatnimi trzeba walczyć od samego początku. Jakaż walka może być bez zakazów i kar? Przypomnijcie sobie o swoim dzieciństwie, i z łatwością się przekonacie, że wszelki dobry nawyk nie był dany wam od razu, a z trudem, przymuszeniem i czasem nawet ze łzami. Apostoł Paweł mówi: Wszelka kara w danej chwili wydaje się nie radością, a smutkiem; ale później nauczonym dzięki niej dostarcza błogi owoc sprawiedliwości (Hbr. 12, 11). Tak więc, niech kochający rodzice nie boją się karać dzieci, kiedy wymagają tego okoliczności. W niektórych przypadkach jest to konieczne dla wychowania ich w zdrowym chrześcijańskim duchu.

*(z baśni I.A. Kryłowa „Kot i Kucharz”)

Znaczenie świątyni

Prowadzić ludzi ku wierze i prawości – podstawowe zadanie Cerkwi. W dzisiejszym świecie prawosławna świątynia – to duchowa latarnia morska, wysepka świętości dla dorosłych i dzieci. Bez niej nie można wychować dzieci pobożnymi.

Cerkiewne środowisko i wspaniałe Nabożeństwa dobroczynnie oddziaływują na dziecko. Płomyki świec i łampad, blask szat liturgicznych, zapach kadzidła, śpiew chóru, dźwięk dzwonów – wszystko zostawia w jego duszy pogodne (jasne) wrażenia. Kiedy rodzice często przyprowadzają swoje dziecko do cerkwi, ono przyzwyczaja się do tego i zaczyna lubić Nabożeństwa.

Wiara prawosławna jest bogata w święta, uroczyste Nabożeństwa i dobre obyczaje, które mają pozytywny wpływ na człowieka. Przypomnijcie Wierbnoje Woskriesienije, Wielki Tydzień i wynos płaszczanicy, Paschę (której nikt nie świętuje tak radośnie, jak prawosławni), nasze Kreszczeńskie święcenie wody, święto Trójcy z masą kwiatów i zieleni, wyniesienie świętego Krzyża, poświęcenie owoców na Preobrażenije i inne święta. A ileż pradawnych obyczajów upiększa nasze domowe życie: „krasnyj uhoł (piękny, święty kąt) z pięknymi ikonami i płonącą łampadą, razgowienije (pierwszy uroczysty, świąteczny, niepostny posiłek po zakończeniu postu), dni modlitwy za zmarłych, poświęcenie domów i inne. Jakiż tu bogaty pokarm dla dziecięcej duszy! O to wszystko powinni zatroszczyć się rodzice – ze względu na swoje dzieci, nie próbując tłumaczyć się brakiem czasu, odległością cerkwi czy innymi okolicznościami.

Religijne wychowanie z początku dokonuje się nie tyle przez rozum, ile przez odczucia (zmysły). Dlatego dzieci, które często przychodzą do cerkwi – są tym zaoranym polem, przyjmującym ziarna dobra, które w swoim czasie wyda owoce.

Pierwsza spowiedź w wieku siedmiu lat jest ważnym wydarzeniem w życiu dziecka. Po spowiedzi człowiek jest tak samo święty i czysty, jak po Chrzcie. I ważne, aby rodzice nauczyli swoje dzieci do tego czasu dostrzegać swoje niedostatki, złe postępki i szczerze w nich się kajać. Pierwsza spowiedź służy jako wskazówka dla dziecka, że teraz nastaje czas samodzielnej wiary i osobistej odpowiedzialności przed Bogiem. Przedtem Sakrament Priczaszczenija karmił dziecko według wiary rodziców. Teraz zaś dziecko po raz pierwszy podchodzi do Świętej Czaszy świadomie, po osobistym pokajaniu. Dlatego przygotowanie dziecka do godnego przyjęcia pierwszego świadomego Priczastija – to ważny etap chrześcijańskiego wychowania.

W tym też wieku albo nieco później chłopcy mogą zacząć przysługiwać w ołtarzu, a dziewczynki śpiewać w cerkiewnym chórze czy pomagać przy zbieraniu dopalających się świec podczas Nabożeństwa. To będzie przyuczać je uczestniczyć w Nabożeństwie. Regularne uczestniczenie w Liturgii i kontakt z duchownym prowadzi duchowo czułe (wrażliwe) dziecko do tego, że ono zaczyna czuć pociąg do Cerkwi, i nawet rozmyśla o poświęceniu swego życia Bogu. To nie oznacza jeszcze, że młody człowiek wybierze właśnie tę drogę, ale sama obecność takich myśli mówi o tym, że Cerkiew dotknęła w nim czy w niej najlepszych strun ich duszy.

Parafialna szkoła

Zadanie cerkiewno-parafialnej szkoły polega na tym, żeby dać dzieciom religijną wiedzę, która wzmocniłaby w nich wiarę, nauczyłaby je prawidłowo żyć, nie poddawać się pokusom otaczającego świata i być prawymi i przekonanymi chrześcijanami. Parafialna szkoła pogłębia i rozszerza religijne wychowanie zapoczątkowane w rodzinie. Na lekcjach Zkonu Bożego (religii) dzieci otrzymują w systematycznej formie dużo ważnej wiedzy: uczą się na pamięć modlitw, zapoznają się ze świętą historią Starego i Nowego Testamentu, poznają podstawy Prawosławnej wiary, przykazania Boże i treść cerkiewnych Nabożeństw. Przy okazji dzieci poznają język cerkiewnosłowiański, używany w cerkwi. W starszych klasach, jeśli pozwala czas, należy zapoznać uczniów z cechami innych wyznań chrześcijańskich i z właściwym podejściem do współczesnych problemów porządku duchowego i moralnego.

Parafialna szkoła (lekcje religii) – potrzebny pomocnik rodzinie w sprawie religijnego wychowania. Jednak rodzicielska troska o dzieci idzie znacznie dalej niż szkoła. Szkoła daje teoretyczną wiedzę religijną, zastosowanie zaś tej wiedzy opanowywane jest w rodzinie. Bez chrześcijańskiej atmosfery w rodzinie cała wiedza, otrzymana w parafialnej szkole, pozostaje teorią, którą dzieci z czasem zapomną.

Na zakończenie trzeba zauważyć, że ani rodzina, ani szkoła, ani nawet Cerkiew nie mogą każda oddzielnie wychować dziecka. Jest to możliwe tylko dzięki ich wspólnym wysiłkom. Oto dlaczego, im więcej będzie między nimi kontaktów i współpracy, tym pomyślniej będzie przebiegać wychowanie dzieci.

W naszych czasach u dzieci z prawosławnych rodzin pojawiła się możliwość uczęszczać do szkół prawosławnych, gdzie dzieci otrzymują pełne średnie wykształcenie i zapoznają się z prawosławnym poglądem na różne dziedziny wiedzy naukowej.

Ustrój (styl życia) w rodzinie

Prawosławna Cerkiew zawsze rozpatrywała rodzinę jak ognisko cerkiewnego oświecenia. Apostołowie nazywali rodzinę „domową Cerkwią” i uczyli małżonków i wszystkich członków rodziny żyć wspólnym duchowym życiem.

W tym celu trzeba starać się codziennie modlić się całą rodziną, wskazane – rano i wieczorem, przed posiłkiem i po posiłku. Wspólna modlitwa duchowo jednoczy rodzinę. W niedziele wszyscy powinni iść do cerkwi, pamiętając czwarte przykazanie o poświęceniu Bogu siódmego dnia tygodnia: „Pamiętaj dzień odpoczynku, aby spędzać go święcie: sześć dni pracuj i czyń w trakcie nich wszystkie dzieła twoje, a dzień siódmy – dzień odpoczynku – poświęcaj Panu Bogu twemu”. W taki sposób, Bóg sześć dni oddał nam, a jeden zostawił Sobie. Ludzie, którzy i siódmy dzień poświęcają sobie i swoim życiowym troskom „okradają” Boga i naruszają swój testament (przymierze) z Nim.

Bardzo korzystnie wpływają na całą rodzinę duchowe rozmowy z czytaniem Ewangelii, listów apostolskich, żywotów świętych, Zakonu Bożego czy innych odpowiednich duchowych książek. Taki wspólny udział w modlitwie i duchowych rozmowach stwarza w domu szczególną, błogosławioną, dającą pokój atmosferę.

Nie można lekceważyć postów, ustanowionych przez Cerkiew dla rozwoju samodyscypliny i twardości chrześcijan. Pan Jezus Chrystus pościł jako przykład dla nas, pościli też jego uczniowie – apostołowie, pierwsi chrześcijanie. Od pierwszego stulecia chrześcijaństwa weszło w normę pościć dwa razy w tygodniu: w środy i piątki. Wtedy też ustanowiono pościć przed Paschą, co teraz nazywa się Wielkim Postem.

Jeśli nie istnieje szkoła parafialna (lekcje religii) na rodziców i chrzestnych nakłada się dbanie o systematyczne uczenie dzieci Zakonu Bożego. Przy tym należy przyuczać dzieci samodzielnie czytać Zakon Boży albo dziecięcą Biblię i opowiadać przeczytane. Bez regularnych zajęć, bez stałych wysiłków i prawdziwej walki za duszę dzieci nie można przygotować ich do samodzielnej duchowej drogi.

Trudności w wychowaniu

Jednym z najważniejszych zadań dzisiejszego dnia – jest zadanie ochrony rodziny i zbawienia dzieci. Statystyczne dane dotyczące liczby rozwodów i wzrostu dziecięcej przestępczości nasuwają najmroczniejsze myśli. Na oczach rozpada się rodzina, i z nią chwieją się same fundamenty społeczeństwa. W czym jest przyczyna rodzinnego kryzysu? Główna przyczyna – to osłabienie wiary w Boga i odejście od chrześcijańskich zasad.

Żeby ochronić rodzinę i prawidłowo wychować dzieci, małżonkowie muszą budować całe rodzinne życie na fundamentach chrześcijaństwa. Oczywiście nie jest to łatwe w warunkach ciągle przyśpieszającego tempa życia i trudności gospodarczych. Jeśli wcześniej rodzina mogła istnieć z zarobków ojca, to teraz przeważnie muszą pracować oboje małżonkowie. Nadmierne zapracowanie obojga rodziców negatywnie wpływa na sytuację rodzinną i na dzieci, które wcześnie trafiają pod wpływ niezrozumiałego dla nich, i czasem, obcego świata.

Nierzadko zmęczeni i zdenerwowani rodzice zaczynają się kłócić między sobą o każdą drobnostkę, podnoszą głos, a nawet obrażają się nawzajem. To stwarza niezdrową atmosferę w domu, która odbija się na dzieciach.

Aby tego uniknąć, rodzice muszą po prostu zrozumieć, co jest ważne w ich życiu. Lepiej jest żyć skromniej, ale w pokoju, niż bogato, ale z żalem i kłótniami. Pochłonięcie robieniem kariery i pogoń za dobrami materialnymi, według statystyk, często jest przyczyną rozwodów. Wspólna modlitwa z dziećmi pomaga rodzicom znaleźć równowagę w ich codziennych troskach i przyciąga do nich pomoc Bożą.

Oczywiście błędy i nieporozumienia są nieuniknione nawet w najbardziej zdrowej i religijnej rodzinie.

Małżonkowie muszą rozwiązywać swoje problemy, dyskutując o nich spokojnie i szczerze. Podczas sprzeczki trzeba cierpliwie wysłuchiwać zdania drugiego i liczyć się z nim. W żadnym wypadku nie można podnosić głosu, obrażać czy poniżać drugiego – zwłaszcza w obecności dzieci. Trzeba prosić o wybaczenie, nawet jeśli uważasz że masz rację, i czynić to zanim oboje pójdziecie spać, jak uczy apostoł Paweł (Ef. 4: 26).

Jeśli tego nie robić, to wzajemne żale pozostają, jak mroczny osad osiadają w podświadomości, i małżonkowie stopniowo tracą wzajemny szacunek i miłość.

Rodzice powinni zwracać uwagę na środki domowej rozrywki – telewizję i muzykę, które tak silnie wpływają na środowisko rodzinne. Telewizor byłby wspaniałym wynalazkiem, jeśliby korzystano z niego z umiarem i wybierano pożyteczne programy.

W praktyce zaś telewizor ma najczęściej negatywny wpływ na dzieci. Zająwszy w domu najbardziej honorowe miejsce, jak niejaki bożek, on nie tylko zabiera dzieciom dużo czasu, ale i przyucza je do pasywnej (bezczynnej) i łatwej rozrywki. Większość programów, jak wiemy, zaśmieca dziecięce dusze. Na ten temat napisano wiele książek i artykułów. Dzieci, które dużo oglądają telewizji, z reguły, źle się uczą, stają się samowolne, aroganckie, wcześnie zaczynają pojawiać się w nich negatywne cechy.

Zauważono, że telewizor ma hipnotyczny wpływ nie tylko na dzieci, ale także na dorosłych. Ludzie stopniowo uzależniają się od telewizji, jak od palenia czy picia, tak że bez niej nie mogą już żyć. Telewizor stopniowo odbiera chęć czytania, oducza myślenia, modlenia się czy robienia czegokolwiek pożytecznego. Dlatego pełną rację mają ci rodzice, którzy dla własnego dobra i dobra swoich dzieci rezygnują z zakupu telewizora albo po prostu kontrolują czas, jaki dzieci spędzają przed telewizorem.

Być może, dla niektórych takie samoograniczenie wyda się niewspółczesnym albo zbytecznym. Ale trzeba pamiętać słowa Ewangelii o niebezpieczeństwie szerokiej drogi, którą idzie większość i o zbawienności wąskiej drogi. Teraz, podobnie jak w czasach apostolskich, musimy stwierdzić, że świat leży w złu i że księciem tego świata – jest diabeł. Ale to właśnie chrześcijanie muszą sprowadzić na świat światło Chrystusowej prawdy i miłości.

Czasami rodzice, z całym swoim oddaniem dla wiary, zbyt formalnie i sucho przedstawiają swoim dzieciom wiedzę religijną. Wychodzi czysto zewnętrzne wprowadzanie pewnych zasad i nawyków, nie ogrzanych ani szczerą wiarą w Boga, ani miłością do Boga i bliźnich. Inne rodziny cierpią z powodu powierzchownego stosunku do Prawosławia. W przedrewolucyjnej Rosji wielu ludzi, szczególnie z inteligencji, przypominało sobie o cerkwi tylko według wielkich świąt albo przy szczególnych domowych wydarzeniach: chrzcinach, ślubach i pogrzebach. Całe zaś pozostałe ich życie upływało bez jakiegokolwiek związku z Cerkwią i bez uwagi do jej wymogów. Naturalnie, że taki lekceważący stosunek do wiary ci ludzie przekazywali swoim dzieciom. Dlatego, myślę, rewolucja w Rosji przybrała tak potworne rozmiary, i naród tak pasywnie (biernie) odnosił się do burzenia świątyń, podeptania świętości i likwidacji duchowieństwa.

Trzeba starać się, żeby wiara w Boga przenikała w całe nasze życie, a nie tylko w jakieś „świąteczne zakamarki”. Wszelka połówkowość w religii pozbawia człowieka jednolitości, twardości i uduchowienia. Jeszcze w czasach starożytnych Tertulian powiedział, że „dusza człowieka z natury jest chrześcijanką i nie może zadowolić się niekompletną wiarą”. Dotyczy to szczególnie dzieci, które szukają pełnej zgody między wiarą i życiem. Przy wszystkich trudnościach, z którymi ścierają się rodzice w sprawie wychowania swoich dzieci, jest jedna niewątpliwie pozytywna strona: starając się skierować dzieci na prawidłową drogę, rodzice jednocześnie sami uczą się i duchowo wzrastają. W tym, właśnie i zawiera się, według myśli Twórcy, prawdziwy cel rodziny – nauczyć ludzi troszczyć się o sobie nawzajem i duchowo się rozwijać (wzrastać).

Kiedy rodzice, uświadamiając brak swego doświadczenia i słabość w sprawie wychowania dzieci, zwracają się do Boga po wskazówki i pomoc, to Bóg rzeczywiście pomaga im, i życie rodzinne upływa bezpiecznie i pomyślnie pod schronieniem Najwyższego.

Podsumowanie

Tak więc, właśnie w rodzinie zakładane są podstawy życia duchowego, charakteru, przyszłej działalności człowieka. Od pierwszych dni świadomego życia nowy członek rodziny uczy się cenić tę codzienną pracę, od której zależy jego żywienie, jego zdrowie i wygody życia. Praca, a także częściowo surowość życia – to przyjaciele rodziny: wzmacniają charaktery, wpajają rzeczowość i trzeźwy pogląd na życie. Rodzina – strażniczka tradycji. Tu, w rodzinnym domu, dziecko otrzymuje też pierwsze czyste wrażenia estetyczne. A przy chrześcijańskim religijnym ustroju życia rodzinnego tu też zakładane są zaczątki chrześcijańskiej wiary, modlitwy i dobrych uczynków.

Psychologia pedagogiczna uczy nas, że w ciągu pierwszych kilku lat dziecko otrzymuje prawie jedną trzecią pojęcia o życiu dorosłego człowieka, w ciągu pierwszych siedmiu lat człowiek ustanawia podstawę swego późniejszego życia. Innymi słowy, dorosły człowiek w ciągu całego swego życia tylko poszerza i pogłębia to, co ukształtowało się w jego duszy w okresie pierwszych siedmiu lat. Do trzech lat pojawia się u dziecka i świadomość swojej osobowości, i zaczyna ono mówić „ja”. W tym czasie trzeba zaczynać przyuczać do posłuszeństwa. Posłuszeństwo – to początek wychowania.

Od małych lat dzieci powinny rozumieć, że jest dozwolone i niedozwolone. Trzeba to im wpajać nie abstrakcyjnie (teoretycznie), a opierając się na zasadach religijnych: na wierze w Boga i na nasz stosunek do Niego – miłość, wdzięczność, nadzieję na Jego pomoc. Pojęcie o grzechu odkrywa przed dzieckiem drogę moralnego wyboru i świadomość odpowiedzialności przed Bogiem. Teraz dziecko zdaje sobie sprawę, że jego niedobre postępki naruszają nie tylko wymogi taty czy mamy, ale i porządek, ustanowiony przez Boga. A On może ukarać nieposłusznego.

Jednocześnie z pouczeniami, rodzice powinni pokazać osobisty przykład, który dobroczynnie działa jak na wolę, tak i na rozwój moralnej świadomości. Jeśli zaś napychać głowę dziecka samymi regułami, nie ożywiając ich rodzinnym chrześcijańskim życiem, to ono będzie odbierać te pouczenia jak suchą i oderwaną teorię. Dobry przykład rodziców ma decydujące znaczenie w rozwoju dziecka. Aby tego dokonać małżonkowie powinni kochać się nawzajem, wspólnie modlić się, wspólnie rozmawiać o Bogu, chodzić do cerkwi, często przyjmować priczastije, przestrzegać postów i cerkiewnych obyczajeów, pomagać potrzebującym, jednym słowem – płonąć duchem.

Niewątpliwie, że niepowodzenia rodziców wynikają z ich nieprzygotowania, małej wiary, oraz z pochłonięcia materialną stroną życia. Przeszkodą w sprawie wychowania jest rozdrażnienie i gniew, których podstawą jest umiłowanie siebie (samolubność), przywiązanie do życiowych dóbr i brak wewnętrznej dyscypliny.

Rozdrażnienie rodziców szkodliwie oddziaływuje na psychikę dzieci i wywołuje wzajemne (reaktywne) rozdrażnienie. Rodzice nigdy nie powinni kłócić się w obecności dzieci albo skarżyć się im jedno na drugie. Dzieci powinny widzieć rodziców zawsze zgodnymi. Trzeba chronić dzieci przed „ulicznym brudem”, który przenika w ich dusze przez telewizję i przez brutalną, nieokiełznaną, lubieżną muzykę. Jeśli rodzice koniecznie chcą mieć telewizor w domu, to trzeba, z jednej strony, surowo ograniczyć czas, kiedy dzieci go oglądają, a z drugiej strony, znać treść filmów, które interesują dziecko.

Najważniejsze, co koniecznie musi zrozumieć każdy rodzic, to to, że prawdziwa moralność nie jest możliwa bez religijnej podstawy, bez pomocy Cerkwi, modlitwy i świętych Sakramentów.

Przeznaczenie człowieka nie ogranicza się tylko do życia ziemskiego, ale sięga w wieczność. Dorosły człowiek powinien pomóc dziecku zrozumieć to i zgodnie z tym urządzić swoje życie.

 

Mądre rady rodzicom

Z księgi mądrego syna Syracha (Eklezjasty)

Kto poucza swego syna, ten będzie mieć pomoc od niego i pośród znajomych będzie się nim chwalić. Umarł ojciec jego – i jakby nie umierał, bowiem zostawił po sobie podobnego sobie; za życia swego on patrzył na niego i radował się, i po śmierci swojej nie zasmucił się. Pobłażający synowi będzie opatrywać rany jego, i przy każdym krzyku jego będzie trwożyć się serce jego. Nieujeżdżony koń będzie uparty, a syn, pozostawiony swojej woli, staje się arogancki. Nie śmiej się z nim, żeby nie smucić się z nim i potem nie zgrzytać zębami swoimi. Nie dawaj mu woli w młodości i nie pobłażaj głupocie jego. Ucz syna twego i pracuj nad nim, abyś nie miał utrapienia od nieprzyzwoitych postępków jego (Joz. 30; 2, 4, 5, 7, 8, 10, 11, 13).

Z dzieł swiatitiela Dimitrija, metropolity Rostowskiego

Praojciec Noe, rzucając klątwę na Chama, który wyśmiał nagość ojca, przeklina wcześniej nie jego samego, a jego syna i swego wnuka Chanaana. „Przeklęty bądź Chanaan – mówi sprawiedliwy Noe – sługą bądź braciom swoim”. A dlaczego on tak postąpił – posłuchaj. Mówi się, że Chanaan, syn Chama, będąc dziesięcioletnim chłopcem, pierwszy zobaczył nagość Noego, swego dziadka, i opowiedział o tym swemu ojcu, Chamowi, a Cham poszedł, popatrzył na ojca i wyśmiał go. Oto dlaczego Noe, kiedy przebudził się ze snu i dowiedział się o tym co się wydarzyło, natychmiast poddał przekleństwu Chanaana.

Zwróćmy uwagę na to, że winnym tego przekleństwa na Chanaana był sam jego ojciec, Cham; on, kiedy syn powiedział mu o obnażeniu Noego, nie pouczył go, nie ukarał go, ale i sam poszedł popatrzeć, jakby aprobując (pochwalając) ten nierozumny postępek chłopca. Chłopca należałoby surowo ukarać, ale ojciec przemilczał i uczynił mu pobłażanie, pozwolił mu mówić bez przeszkód o nagości dziadka, i sam z przyjemnością słuchał go, a przez to i siebie i syna poddał pod rodzicielskie przekleństwo.

Uczcie się, rodzice, na tym przykładzie wychowywać swoje dzieci od ich najmłodszych lat w karze i pouczeniach Pańskich, według rady Apostoła: trzymajcie (ukierunkowujcie) je tak, żeby one bały się robić złe, a nie pobłażajcie im pieszczotami, nie pozwalajcie im na samowolę, awantury, brzydkie słowa, nie pozwalajcie im robić nic nieprzyzwoitego i nabierać złych nawyków. Bowiem kto do czego przywyknie od dzieciństwa, od tego i pod starość nie szybko odstąpi, i jakie zasady przyswoi w młodości, dobre czy złe, z tymi zestarzeje się i umrze. Małe dziecko podobne jest do deski przygotowanej na obraz, i jaki obraz namaluje na nim malarz, dobry czy zły, Anioła czy biesa, to i zostanie na zawsze. Tak i dziecko: jakie wychowanie dadzą mu rodzice, jakiego stylu życia je nauczą, podobającego się Bogu czy nienawidzonego, anielskiego czy biesowskiego, w tym ono i zostanie na całe życie. W jaką farbę na początku zanurzycie nowe białe płótno, tego koloru ono nigdy nie straci, i jakiego płynu najpierw nalejecie do nowego drewnianego czy glinianego naczynia, aromatycznego olejku czy śmierdzącego dziegciu, ich zapach pozostanie na zawsze; to samo bywa też i przy wychowaniu dzieci. Oto dlaczego od dzieciństwa trzeba uczyć je dobrych manier jak pieszczotami tak i surowością. I nie tyle pieszczotami, ile surowością: pożytecznie jest młodość pouczać strachem, jak i mądry Syrach radzi: nie dawaj synowi twemu woli w młodości, i krusz żebra jego, dopóki on młody, aby, zrobiwszy się upartym, on nie wyszedł z posłuszeństwa tobie. (Joz. 30, 11-12). Święty Złotousty upodabnia młodzieńczy wiek do konia bez uzdy i nieposkromionego zwierza (bestii). Czym utrzymać konia, jeśli nie wędzidłami i uzdą, i zmęczeniem? Czym dzikiego zwierza (na przykład niedźwiedzia) poskromisz, jeśli nie łańcuchem i pałką? Podobnie i dla młodzieńczego wieku potrzebna jest surowość (rygor), jakby uzda, i groźba, jakby żelazny łańcuch. Dobrze mówi mądry syn Syracha: kto kocha swego syna, ten częściej będzie go karać (Joz. 30, 1). I rodzice powinni nie tylko sami pouczać i ukierunkowywać w cnotach swoje dzieci, ale też powierzać je doświadczonym ludziom (na przykład, starszym braciom i sistrom), którzy nie tylko uczyliby je dobrego, ale i nadzorowali wszystkie ich słowa, uczynki i postępowanie, powstrzymując i poprawiając w czym trzeba, i uczyli dobrych zasad. „Młodość jest przekorna (uparta) – mówi święty Złotousty – ona wymaga wielu mentorów (nauczycieli)”. I jeszcze on mówi: „Dla osłów szukamy pastucha, dla mułów – dobrego poganiacza, a o tym, co dla nas najdroższe, żeby powierzyć swego syna takiemu człowiekowi, który mógłby zachować go w cnocie (czystości) – nie troszczymy się”. Słyszycie: jeśli dla niemądrych zwierząt potrzebny jest dobry pastuch, to tym bardziej dla dzieci – dobry nauczyciel. Zwierzętom potrzebny pastuch po to, żeby nie rozszarpały ich bestie, albo nie uprowadzili złodzieje, a dzieciom – nauczyciel (opiekun) po to, żeby źli ludzie ich nie zdeprawowali, żeby szkodzące duszy złodzieje-biesy ich nie okradły i nie uprowadziły na wieczną pohybel.

Straszny przypadek opowiada święty Grigorij Dwojesłow w rozmowie z Piotrem Diakonem.

„Dla wielu dzieci – mówi – wejście do Carstwa Niebieskiego jest zamykane, jeśli są źle wychowywane. W naszym mieście (tj. w Rzymie), pewien człowiek, wszystkim znany, trzy lata temu miała syna około pięcioletniego, którego bardzo kochał i wychowywał bez żadnego rygoru (surowości). Chłopiec, któremu we wszystkim pobłażano, przyzwyczaił się wymawiać paskudne, obelżywe słowa, i jaka by myśl nie przychodziła mu do głowy, on natychmiast zaczynał z przyzwyczajenia urągać, łajał nie tylko ludzi, ale, zdarzało się, ośmielał się bluźnić – i obgadać strasznie – Samego Boga, wypowiadając bluźnierstwa na święte rzeczy! A ojciec nie zabraniał mu mówić tych bluźnierczych i paskudnych słów. Podczas morowej zarazy, która była u nas trzy lata temu, chłopiec ten śmiertelnie zachorował, i kiedy ojciec trzymał go na swoich kolanach, to – według relacji ludzi, którzy byli przy tym obecni – przyszły nieczyste biesy wziąć nieszczęsną duszę chłopca. Chłopiec, zobaczywszy je, zadrżał, zamknął oczy i zaczął krzyczeć: „Tatusiu! Zabierz mnie od nich! Zabierz!..” i ze strasznym krzykiem schował swoją twarz za pazuchę swego ojca, starając się jakby się ukryć. Ojciec patrząc na maleństwo, jak ono cierpi, zapytał: „Co ty widzisz?” Chłopczyk odpowiedział: „Przyszli czarni ludzie, chcą mnie zabrać…” – i, powiedziawszy to, zaczął wypowiadać brzydkie i bluźniercze słowa, do których się przyzwyczaił, i zaraz umarł!” Niech to opowiadanie świętego Grigorija wystraszy rodziców, którzy źle wychowują swoje dzieci, bez żadnego rygoru, i pozwalają im przyzwyczajać się do słów i uczynków niepodobających się Bogu. zaprawdę tacy rodzice i sami razem ze swoimi dziećmi, których nie karali, będą oddani przez sprawiedliwy Sąd Boży w ręce czarnych etiopów-biesów na wieczne męki. I jak Cham ze swoim synem Chanaanem nie otrzymali błogosławieństwa Bożego, a przekleństwo, tak i oni otrzymają to przekleństwo Boże, które Pan wypowie do kozłów-grzeszników: odejdźcie ode Mnie przeklęci! (Mt. 25, 41).

Z żywota świętego apostoła i ewangelisty Ioanna Bohosłowa

Iluż niedoświadczonych młodzieńców bezpowrotnie ginie w naszych czasach, ile wychodzi z nich na ateistów i złoczyńców, od których hańbą pokryła się nasza kochana ziemia! Dlaczego tak jest? Do was, rodzice, przede wszystkim to pytanie. Przecież nie urodzili się ci nieszczęśni złoczyńcy takimi złoczyńcami, jakimi stali się potem? Więc czyż wasza miłość nie może uchronić dzieci waszych od tej zagłady? Oczywiście, może, ale o to właśnie chodzi, że nie każdą miłość można nazwać prawdziwą miłością.

Można kochać człowieka, i swoją miłością właśnie tylko mu szkodzić. A to będzie już miłość niemądra. Ty kochasz swoje dzieci? Więc nie pozwalaj im zbaczać z drogi prawej. Ty widzisz, że one zaczynają zawierać znajomości z niedobrymi ludźmi? Ty słyszysz, jak one powtarzają nieprzyzwoite mowy, których nasłuchały się u swoich zepsutych kolegów? Powstrzymaj je władczym słowem rodzicielskim, zabroń im surowo-najsurowiej spotykać się z niemoralnymi rówieśnikami. A może boisz się sprawić im przykrość? Nie bój się! Potem przecież one ci za to podziękują. Tylko nie trać drogiego czasu zgodnie z przysłowiem: prostuj drzewko, póki ono młode, wyrośnie i okrzepnie – wtedy będzie za późno… Arcykapłan Ilij nie naprawiał swoich dzieci, póki młode były, i zaczął je przekonywać dopiero wtedy, kiedy na ich postępowanie zaczęli skarżyć się wszyscy izraelici. „Dlaczego wy tak postępujecie? – mówił on potem do swoich dzieci. – I ja słyszę złe słowa o was od całego narodu Bożego; nie, dzieci moje, niedobra jest pogłoska, którą słyszę o was; nie róbcie tak: wy deprawujecie naród Boży”. Ale już było za późno: powiedziane w księdze Królewskiej, nie słuchali głosu ojca swego, i Bóg postanowił oddać ich śmierci. Oto czego bójcie się, rodzice! A nie tego jakby nie sprawić przykrości swoim kochanym dzieciom. Jeśli kochasz swego syna, to pokochaj ponad wszystko jego duszę – o nią przede wszystkim się troszcz, żeby ona nie zginęła – przecież to w niej właśnie jest obraz Boży, który powinniśmy kochać ponad wszystko… Wtedy miłość twoja będzie mądra, miłość prawdziwa.

 

Modlitwy za dzieci

Tłumaczenie Eliasz Marczuk

eliasz.marczuk@wp.pl

.